fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Bitwa

Bridgeman Art Library, ARCHIWUM „MÓWIĄ WIEKI”
W nocy z 23 na 24 lutego – w dzień 25. urodzin cesarza Karola – kolumny Lannoya ruszyły drogą wzdłuż muru ku wykonanemu wcześniej przez saperów wyłomowi. Około godz. 4 nad ranem francuskie patrole konne powiadomiły de Fleurangesa o niepokojącym hałasie w rejonie bramy Pescarina.
Książę nie był pewien, czy wroga akcja to atak czy podstęp. Przez godzinę wsłuchiwał się w huk dział od strony miasta i zwlekał z decyzją. Wreszcie powiadomił o wszystkim króla, zebrał 3 tys. Szwajcarów, 1 tys. lekkiej kawalerii i ruszył ku północnej bramie. Około 5.30 jego oddziały natknęły się na rozwiniętą w osłonie hiszpańską jazdę. W porannej mgle rozgorzały pierwsze kawaleryjskie pojedynki. Wkrótce na czele niewielkich sił nadjechał Bonnivet, który z rozkazu króla miał rozpoznać sytuację. Sądząc, że ludzie Fleurangesa mają do czynienia z niewielkim wypadem, powrócił do obozu z meldunkiem, że atak został powstrzymany. Była 6 rano. Pół godziny później hiszpańska straż przednia złożona z arkebuzerów markiza Alfonso del Vasto zdobywała już zamek Mirabello, zagarniając stojący w jego pobliżu francuski tabor.
Obie strony nie miały jeszcze pełnego obrazu sytuacji i nie panowały nad rozwojem wydarzeń. Jednak cesarskie kolumny zaczęły wchodzić w lukę pomiędzy królewskimi oddziałami. O godz. 7.30 we wschodniej części parku rozgorzała zażarta walka na piki pomiędzy lands-knechtami von Frundsberga a Szwajcarami de Fleurangesa. Niemieccy najemnicy mieli jednak dwukrotną przewagę i Helweci, mimo dzielnej postawy, nie zdołali ich zatrzymać.
W tym czasie w zachodniej części parku 8 tys. piechoty i 2 tys. jazdy pod wodzą Lannoya podążało do Mirabello, aby połączyć się z siłami de Vasto i wspólnie uderzyć na Pawię. Po drodze wicekról Neapolu zauważył po prawej stronie główne siły francuskiego władcy. Stanowiło je 3,6 tys. doborowej ciężkiej jazdy, 4 tys. landsknechtów i 2 tys. Gaskończyków wraz z rezerwą artylerii.
Franciszek, widząc wyłaniające się z mgły kolumny wroga, zarządził szarżę. Lannoy nie miał wyjścia – musiał osłonić dopiero rozwijającą się piechotę. Mając pod sobą mniej liczną i słabiej uzbrojoną jazdę, rzucił się do kontrszarży ze słowami: „Nie ma już nadziei, prócz Boga”.
Po chwili dało się słyszeć głośny chrzęst ścierających się o pancerze kopii, a powietrze przeszył przeraźliwy ryk rannych ludzi i koni. Po kilku minutach nierównej walki Hiszpanie oddali pole i uciekli do rzadkiego lasu, w którym rozstawiła się już cesarska piechota. Lannoy został poniesiony przez wierzchowca, a dowodzenie przejął markiz Pescara.
Franciszek, przekonany, że wygrał bitwę, nakazał pościg.
Sądził, że gdzie indziej sytuacja jest pod kontrolą, wszak Bonnivet zapewniał go o sukcesach de Fleurangesa, nie miał też niepokojących sygnałów od Montmorency’ego.
Pewni łatwego zwycięstwa królewscy jeźdźcy rzucili się za pierzchającymi Hiszpanami. Po przebyciu niewielu metrów ciężka kawaleria francuska ugrzęzła w błotnistym terenie pomiędzy drzewami. Nie mogąc nabrać rozpędu, rozbita na mniejsze grupki jazda szybko straciła impet. Zachowujący zimną krew Pescara rozkazał ludziom de Vasto uderzyć na prawą flankę Franciszka. Wezwał do siebie także ostatnie rezerwy stojące przy wyłomie. Kilka minut później 4 tys. landsknechtów spadło na lewe skrzydło króla. O godz.
8 cała jazda francuska była już okrążona. Na ratunek ruszyła jej jeszcze niemiecka i gaskońska piechota Walezjusza, jednak jej atak powstrzymali nadchodzący landsknechci Frundsberga.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA