fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Drużyna najlepszą reklamą kraju

AFP
Po porażce z Niemcami na lotnisku w Stambule drużynę witało kilkadziesiąt tysięcy fanów. „Nie smućcie się, jesteście zwycięzcami, Turcja jest z was dumna” – piszą tureckie gazety
Jeszcze dziesięć lat temu oferta, jaką turecki futbol składał Europie, nie była zbyt skomplikowana. Proponował kilka czerwonych kartek w meczu, awanturę na trybunach, paru kontuzjowanych przeciwników i próby korumpowania sędziów.
Fatih Terim do Austrii i Szwajcarii zabrał drużynę niczym nowy folder reklamujący kraj na wystawę Expo. Reprezentacja Turcji w kilka tygodni zrobiła to, co nie udało się nawet klubom ze Stambułu regularnie grającym w Lidze Mistrzów. Do pasji, zaangażowania i walki dodano odrobinę dyscypliny taktycznej – zapewne wyuczonej w zagranicznych klubach. Mieszanka dała wspaniały efekt, Europa uwierzyła, że Turcy potrafią grać w piłkę.
Terim obrusza się na sugestie, że tylko cud sprawił, że jego piłkarze doszli do półfinału. Dokładnie – trzy cudy: gol w ostatniej minucie grupowego meczu ze Szwajcarią, trzy gole w ostatnim kwadransie w spotkaniu z Czechami i bramka w doliczonym czasie dogrywki w ćwierćfinale z Chorwacją. – Z tego, co wiem, to w piłce nożnej można uzyskać tylko trzy rezultaty i żaden z nich nie nazywa się cud. Śmieję się z tych, którzy próbują umniejszyć nasz sukces, cudem jest tylko to, że gra naszej drużyny pozwoliła zjednoczyć się całej Turcji, pozwoliła zapomnieć ludziom o codziennych zmartwieniach – mówi.
Cudem jest tylko to, że mój zespół zjednoczył kraj - Fatih Terim, trener Turcji
Piłkarze Terima tworzyli drużynę biegającą najwięcej spośród wszystkich finalistów. Ich taktyki nie potrafił opisać ani Karel Brueckner – „Oglądałem kilkadziesiąt ich spotkań i nie wiem, o co chodzi w ich systemie. Wszyscy są wszędzie, na boisku panuje chaos”‚ ani Slaven Bilić – „Odkryłem tylko dwa sposoby gry tej drużyny: ofensywną i bardzo ofensywną”. Atak sparaliżował jednak Niemców. Spodziewali się zobaczyć na boisku 11 bojaźliwych chłopców, spotkali mężczyzn, których nie załamują największe nawet przeciwności.
Na tureckie ulice po ostatnim gwizdku półfinału przegranego tak, jak do tej pory Turcy wygrywali, czyli po golu w ostatniej minucie, wyszły tłumy. Nie rozpaczano. Powitać reprezentację na lotnisku w Stambule przyjechało kilkadziesiąt tysięcy fanów. Piłkarze jechali odkrytym autobusem, za nimi kibice z włączonymi klaksonami. – Nadzieję miałem nawet przy wyniku 2:3, wygoniłem obrońców do ataku, nie przestawałem wierzyć. Nie udało się, byliśmy najbardziej barwną ekipą na turnieju, ale to za mało, by zagrać w finale. Czuliśmy, że bije dla nas 70 milionów tureckich serc, myślę, że ich nie zawiedliśmy – mówi Terim.„Jesteście królami naszych dusz” – napisał „Sabah”. „Hurriyeet” pocieszał: „Nie smućcie się, jesteście zwycięzcami”. „Milliyet” mistrzostwa Europy nazwał bajką, w którą trudno uwierzyć.
Po półfinale trener zgodnie z zapowiedzią podał się do dymisji, chciałby pracować w którymś z klubów Serie A. Z dalszej gry w reprezentacji zrezygnował także bramkarz Rustu Recber.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA