fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Tępy smyczek

Wszyscy moi już przegrali. Na otarcie łez zostali Hiszpanie, którzy zasłużyli mi się tym bardziej, że wyrzucili z turnieju morderców futbolu – Włochów. Staram się być obiektywny, ale mam parę takich nacji i klubów, przy których górę biorą emocje. Włoska kultura piłkarska jest imponująca, kiedyś Inter Mediolan był moim ulubionym klubem (fakt, że oni wtedy naprawdę grali, a ja byłem młody i głupi), spaghetti, wino, Vivaldi, Florencja i Galeria Uffizi - jak najbardziej. Tylko jak naród, który stworzył to wszystko, może tak mordować piłkę. To jakby Paganini grał tępym smyczkiem na plastikowych skrzypcach.
Między rzutami wolnymi Andrei Pirlo, brawurowymi paradami Gianluigi Buffona, nieprzewidywalnymi akcjami Alessandro Del Piero są zachowania, dobrze znane z Polski powiatowej. Złośliwe faule, przytrzymywania przeciwnika kiedy sędzia nie widzi, szczypanie, spazmatyczne jęki, sugerujące winę przeciwnika, przewracanie się o własne nogi z żądaniem rzutu wolnego. A już to, co zrobił Antonio Di Natale to jakaś szopka. Najpierw przewrócił się od podmuchu wiatru i wytoczył na aut, żeby zrobić większe wrażenie. Ale sędzia nie zauważył, więc żeby dać mu powód do przerwania gry Włoch wturlał się ponownie na boisko. Myślałem, że czegoś takiego nie zobaczę w ćwierćfinale Euro z udziałem mistrza świata.
Włosi od początku turnieju (nie tylko tego) grali tak, żeby nie przegrać. Nie w głowie im były jakieś ryzykowne ataki. Czekali aż przeciwnik popełni błąd, nie robili wiele, żeby go do tego zmusić. Zresztą mieli z przodu Lukę Toniego, środkowego napastnika o szybkości i sprawności Grubej Kaśki. Zrobili z niego medialną gwiazdę, a on nie był w stanie ani razu trafić w bramkę.
Taka parszywa włoska gra bywa, niestety, skuteczna. Wcześniej czy później przeciwnik popełni błąd, oni strzelą na 1:0 raz, drugi, trzeci i już są w finale. Ale podobać to się może tylko ich rodakom. Nas od takiej gry bolą zęby.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA