fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Resort gospodarki chce podatku od zielonej energii

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Chcesz produkować zieloną energię? Wpłać kaucję od megawata. Ale pieniądze już do ciebie nie wrócą. Proponowana przez resort gospodarki opłata ma być bezzwrotna – dowiedziała się „Rz“. W ten sposób państwo zyska kilka miliardów zł
Inwestorzy z branży energetyki odnawialnej obawiają się utraty kaucji, jakie będą musieli wpłacać na poczet podłączenia do sieci energetycznej. To jedno z rozwiązań zawartych w projekcie zmiany prawa energetycznego, które ma usprawnić proces przyłączania do sieci. Opłata za każdy kilowat mocy, który chciałaby produkować dana firma, wynosiłaby 100 zł. W sumie nawet 3,7 mld zł. O pomyśle resortu gospodarki pisaliśmy kilka dni temu. Teraz okazuje się, że kaucje tak naprawdę będą rodzajem podatku. Ze zdobytych w ten sposób środków ma zostać sfinansowana rozbudowa sieci.
– Proponowana zaliczka jest instrumentem mającym na celu zapobieganie zjawisku tzw. blokowania mocy przez inwestorów, którzy albo w ogóle nie planują realizacji inwestycji, albo planują ją w bardzo odległym czasie. Generalnie ma ona charakter bezzwrotny – mówi Zbigniew Kamieński, zastępca dyrektora Departamentu Energetyki w Ministerstwie Gospodarki.
– Rzeczywiście należy oddzielić prawdziwych inwestorów od takich, którzy nie mają nawet zamiaru realizacji farm wiatrowych ani pieniędzy na to, ale kaucje przyniosą tylko więcej trudności. To ekstremalne rozwiązanie – podkreśla Mikel Garay, szefa funduszu Taiga Mistral.
Tajga Mistral, którego udziałowcem jest m.in. Santander Bank, zebrał już 80 mln euro na inwestycje, a docelowo – w ciągu czterech lat – chce zostawić w naszym kraju 250 mln euro. Tylko że zdaniem Mikela Garaya najnowsze propozycje odnośnie do wprowadzenia kaucji nie będą sprzyjały inwestycjom zagranicznym w Polsce. Chodzi o mnożenie biurokracji i o to, co się potem stanie z wpłaconymi pieniędzmi. – Od momentu złożenia wniosku do sfinalizowania umowy trzeba zdobyć wiele pozwoleń, np. od lokalnych urzędników. Wystarczy, że inwestor nie uzyska jednego z nich, i traci pieniądze – zauważa Mikel Garay.
Koszty kaucji – przy proponowanym 100 zł za kilowat – wyniosą 2 – 3 proc. wartości inwestycji. W początkowej fazie realizacji projektu będzie to więc dla inwestora poważne obciążenie. – Jest to nieuczciwe, nie mogę sobie pozwolić na stratę tak dużych pieniędzy przez jedną decyzję urzędnika – mówi Andrzej Kaźmirowski, były inwestor z branży energetyki odnawialnej.
Przypomina, że amerykański Cannon zainwestował w Polsce 0,5 mln dolarów w projekty, które potem nie mogły być zrealizowane z niezależnych od niego powodów.
– Kaucja podlega zwrotowi, jedynie gdy przedsiębiorstwo sieciowe odmówi zawarcia umowy z powodu braku technicznych lub ekonomicznych warunków przyłączenia – uściśla dyrektor Kamieński.
A o technicznych i ekonomicznych warunkach przyłączenia ma decydować w dużym stopniu PSE Operator. W relacji z operatorem sieci dystrybucyjnej będzie wykonywać ekspertyzy przyłączania dla farm wiatrowych. Dotychczas takie opracowania wykonywały prywatne firmy dla spółek dystrybucyjnych. – Inwestorowi powinno przysługiwać prawo odwołania się od decyzji odmownej. Ale z drugiej strony kryteria są płynne i to może spowodować lawinę protestów do rozpatrzenia – dodaje Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej.
Nowelizacja prawa energetycznego może być o tyle korzystna dla inwestorów z branży energetyki odnawialnej, że koszty ekspertyzy zostaną przerzucone na operatora sieci. Jednak i tak będą one kilkakrotnie mniejsze niż przymusowe kaucje. Chętnych do inwestowania w farmy wiatrowe jest w tej chwili tak wielu, że kaucje mogą przynieść ponad 1 mld zł.
może wynieść wartość kaucji,które będą wpłacali zainteresowani produkcją energii odnawialnej
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA