fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Turcy weszli do Europy

Turecka radość po zdobyciu zwycięskiej bramki z rzutu karnego
Reuters
Fatih Terim wystawił rezerwowy skład nie w ostatnim meczu w grupie jak inni, ale w ćwierćfinale, bo nie miał wyjścia. Jego piłkarze pokazali jednak jak walczyć i grają dalej. Chorwaci płakali
Sędzia Roberto Rosetti nerwowo spoglądał na zegarek, na wynik bezbramkowy zanosiło się od jego pierwszego gwizdka. Bramkarz Turków Recber Rustu niepotrzebnie wyszedł z bramki, wyprzedził go Luka Modrić, zagrał do Ivana Klasnicia i Chorwaci objęli prowadzenie, którego nie mieli prawa stracić.
Była 120. minuta meczu, na boisko wbiegli wszyscy rezerwowi i sztab trenerski. Slaven Bilić już wiedział, że jego drużyna jest w półfinale. Fakt – przespała całą dogrywkę stając się ofiarą narzuconego przez siebie tempa w regulaminowym czasie gry, jednak potrafiła uderzyć w decydującym momencie. Sektor z ponad 20 tysiącami chorwackich fanów, dopingujący tak, że ciarki przechodziły po plecach, eksplodował. Bilić cieszył się jak dziecko.
Pisała się piękna historia. Klasnić dwa dni temu znowu był w Bremie na badaniach. Musi tak robić po każdym meczu, bo UEFA wahała się, czy w ogóle dopuścić go do rozgrywek po przeszczepie nerki. Bilić pięknie opowiadał, jak cała drużyna modliła się za niego w trudnych chwilach. Piłkarz, który strzelił zwycięskiego gola w meczu z Polską, ze łzami w oczach mówił o nowym życiu, które dostał od Boga. Teraz dostał szansę zostania bohaterem.
Bilić zachował jeszcze jedną zmianę, a mimo radości – zimną krew. Wszystko wydarzyło się w kilkanaście sekund: rezerwowy piłkarz stał już przy linii bocznej, jego wejście miało być tylko zyskaniem czasu. Czasu, który i tak już się skończył, bo mimo że sędzia nie pokazywał, o ile zostanie przedłużona dogrywka, pozwolił wybić piłkę Rustu. Tureckiemu bramkarzowi można zapisać asystę, do piłki dopadł Semih Senturk i niemożliwe stało się możliwe. Bilić próbował interweniować u sędziego, później schował twarz w dłoniach. Nie wierzył w to, co się stało, a jego piłkarze przestali wierzyć, że mogą ten mecz jeszcze wygrać.
Fatih Terim miał do dyspozycji tylko 15 zawodników poza bramkarzami, reszta albo leczyła kontuzje, albo odpoczywała za kartki. Selekcjoner Turków zapowiadał, że nie pozostaje mu nic innego, jak posłać na boisko waleczne lwy. Wątpliwe, żeby wierzył w zatrzymanie Chorwatów, którzy bez problemu wygrali trzy mecze grupowe, ale musiał próbować. Było ostro z obu stron, sędzia odgwizdał 43 faule.
Przed meczem z Czechami, który dał Turkom awans do ćwierćfinału, a w przypadku remisu, kończyłby się rzutami karnymi, Terim przekonywał, że jego piłkarze nie ćwiczyli ich specjalnie długo. Podobno wierzyli, że uda im się wygrać szybciej niż po dwóch godzinach. Zrobili to cudem, strzelając 3 gole w ostatnim kwadransie. Przed spotkaniem z Chorwacją karne ćwiczyli jednak na pewno, bo wszystko postawili na obronę. W całym meczu oddali tylko dwa celne strzały, ten drugi dał im karne.
Chorwaci nie potrafili się pozbierać, podchodzili do piłki ze strachem w oczach. Modrić, który w czasie meczu przebiegł niewiarygodne 14 kilometrów, nawet nie trafił w bramkę, tak samo Ivan Rakitić. Strzał Mladena Petricia obronił Rustu. Turcy nie pomylili się ani razu. Trzeci raz z rzędu na tych mistrzostwach fundują swoim kibicom niewiarygodną końcówkę, pierwszy raz w historii zagrają w półfinale mistrzostw Europy. To ich największy sukces obok trzeciego miejsca na świecie na mundialu w 2002 roku.
Bilić wytrzymał, jego piłkarze nie. Trener przytulał zapłakanych zawodników chodząc po boisku od jednego do drugiego. Płakali też Turcy, ale ze szczęścia. Wiedeń tej nocy nie poszedł spać. 40 tysięcy emigrantów plus drugie tyle przyjezdnych zrobiło na ulicach miasta gigantyczną imprezę. Jeździli na dachach samochodów, tańczyli na placach. Turcja wcześniej podbijała świat, teraz skutecznie podbija Europę. Niemcy znowu mają szczęście – na bardziej zmęczoną drużynę w półfinale trafić nie mogli.
Slaven Bilić, trener Chorwacji
Ten mecz pokazał jak popularną, ale i dramatyczną dyscypliną jest futbol. Na tym, co stało się w ostatnich sekundach polega jego urok. Jedni płaczą, drudzy się cieszą. Gol stracony w najmniej spodziewanym momencie spowodował panikę i moi piłkarze podchodzili do jedenastek rozbici psychicznie. Karne w takich sytuacjach to jest zawsze loteria, dziś los nie był dla nas szczęśliwy. Gratuluję obydwu drużynom wspaniałej gry i walki. Moi zawodnicy stoczyli heroiczny bój, nie zawiódł mnie żaden z nich, każdego przytuliłem. Wszystkim nam jest bardzo przykro.
Fatih Terim, trener Turcji
Przeszliśmy do historii. Teraz jestem przekonany, że jesteśmy jedną z najlepszych reprezentacji grających w tym turnieju. Moi rodacy wierzyli w nasz sukces, nie zawiedliśmy ich. Powinniśmy być z siebie dumni. Wiem, co znaczy to zwycięstwo dla narodu tureckiego. Walczyliśmy i walczyliśmy, wreszcie zostaliśmy zwycięzcami. Nasza radość jest tym większa, że Chorwaci mieli więcej szans od nas, a my po kontuzjach i kartkach nie mogliśmy zagrać w najsilniejszym składzie. To jest wielki dzień Turcji.
Wiedeń: CHORWACJA – TURCJA 1:1 (0:0, 1:1 po dogrywce; karne 1-3)Bramki: I. Klasnic (119) dla Chorwacji i S. Senturk (120+2) dla Turcji. Żółte kartki: T. Sanli, A. Turan, U. Boral, E. Asik (wszyscy Turcja). Sędziował R. Rosetti (Włochy). Widzów 51 400.Chorwacja: Pletikosa – Corluka, R. Kovac, Simunic, Pranjic – Srna, N. Kovac, Modric, Rakitic – Kranjcar (65. Petric), Olic (97. Klasnic).Turcja: Recber – Altintop, Asik, Zan, Balta – Sarioglu, Sanli, Topal (76. Senturk), Turan – Kazim (61. Boral), Kahveci (117. Karadeniz).
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA