fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Komisarz nadal polski

Komisarz Danuta Hübner
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Nieoczekiwany efekt referendum w sprawie unijnego traktatu w Irlandii. Polska ma szansę na zachowanie swojego komisarza w Brukseli przez wiele lat.
Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika, że coraz poważniej rozważane jest zachowanie zasady, według której każde państwo członkowskie ma swojego przedstawiciela w najważniejszej unijnej instytucji. Oznaczałoby to zmianę traktatowej reguły przewidującej zmniejszenie liczby unijnych komisarzy.
Zgodnie z traktatem lizbońskim od 2014 roku tylko dwie trzecie krajów miałoby swojego przedstawiciela w Komisji Europejskiej. Jeśli dokument nie wejdzie w życie, to sprawa wygląda jeszcze gorzej. Według obowiązującego obecnie traktatu nicejskiego zasada jednego komisarza na kraj ma zostać zniesiona już za rok, od nowej kadencji Komisji.
Wtedy istniałoby ryzyko, że Polska nie będzie miała swojego człowieka w najważniejszej unijnej instytucji, gdzie rodzą się wszystkie polityczne inicjatywy, powstają dyrektywy, zapadają decyzje o karach dla karteli czy legalności pomocy państwa dla przedsiębiorstw. Na razie to niebezpieczeństwo odsuwa się jednak w czasie.
– Nie przewiduję, by w 2009 roku można było oprzeć się na traktacie nicejskim, który przewiduje zmniejszenie liczby komisarzy – mówi „Rz” Mikołaj Dowgielewicz, szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. Dlaczego? Bo polityczne elity UE zdały sobie sprawę, że dla mniejszych krajów ta propozycja jest trudna do przyjęcia. – Dla wielu było zaskoczeniem, że temat braku komisarza został wybity w kampanii w Irlandii – przyznaje Dowgielewicz.
Każde państwo członkowskie ma zachować swojego przedstawiciela w najważniejszej unijnej instytucji
Propozycja zmniejszenia Komisji była forsowana przez największe kraje Unii pod hasłem „zwiększenia efektywności” tej instytucji. Jednak teraz, po klęsce traktatu konstytucyjnego, a następnie lizbońskiego, staje się jasne, że problemem Unii jest coraz słabsza legitymizacja jej instytucji. W tej sytuacji oszczędności schodzą na dalszy plan.
– Na zachowaniu większej liczby komisarzy wiele się zyska. Co prawda komisarz nie jest reprezentantem rządu, ale wnosi do Brukseli swoją wrażliwość polityczną – wyjaśnia Dowgielewicz.
Jak pokazało referendum irlandzkie, posiadanie swojego komisarza szczególnie ważne jest dla mniejszych krajów. Irlandczycy krytykowali zmniejszenie Komisji, a zaraz po klęsce referendum w sukurs przyszedł im szef dyplomacji innego małego kraju – Finlandii. Te kraje wiedzą, że ich głos w innych unijnych instytucjach – Radzie UE i Parlamencie Europejskim – jest znacznie słabszy, bo uzależniony od liczby ludności.
Polska co prawda ma więcej głosów w Radzie UE, ale ciągle nasze umiejętności negocjacyjne są gorsze niż Niemców czy Brytyjczyków.
Nieoficjalnie coraz większa liczba polityków zgadza się na zachowanie status quo. – Właściwie jest konsensus – mówi „Rz” Antonio Missiroli, szef studiów w brukselskim European Policy Centre (EPC). Nawet więksi zaczynają to rozumieć. – Trudno mi wyobrazić sobie wyjaśnienie np. decyzji Komisji o karze dla niemieckich przedsiębiorstwo w czasie, gdy akurat w Brukseli nie będzie przedstawiciela Niemiec – mówi Missiroli.
Mimo że redukcja liczby komisarzy zapisana jest w traktatach, zmiana tej zasady nie wymaga długotrwałych negocjacji. Wystarczy jednomyślna decyzja Rady Europejskiej.
Obecnie przedstawicielem Polski w Komisji Europejskiej jest Danuta Hübner. Odpowiada za politykę regionalną, ale jej głos liczy się w każdej innej decyzji Komisji.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA