fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Jak zarządzać wydatkami

Doliczają podatek, którego nie ma

Rzeczpospolita
Mateusz Ostrowski, analityk Open Finance: Specyficzny sposób, w jaki banki pokazują rentowność lokat opakowanych w polisę na życie, ułatwia ich porównywanie ze zwykłymi depozytami, ale może też wprowadzać w błąd
W reklamach produktów oszczędnościowych coraz częściej widzimy wpadające w oko wysokie oprocentowanie opatrzone gwiazdką. Komentarz pod spodem głosi, że jest to oprocentowanie analogicznej, tradycyjnej lokaty, a reklamowany produkt w rzeczywistości wypracuje mniejszy zysk. Taki komunikat może mocno zamieszać w głowach mniej zorientowanych klientów.
Całemu zamieszaniu winien jest 19-proc. podatek od zysków kapitałowych, potocznie zwany podatkiem Belki. Płacimy go od zysków na giełdzie, w funduszach inwestycyjnych, ale również od tego, co zarobimy na tradycyjnych lokatach. Stawki podawane przez banki na billboardach czy w tabelach oprocentowania są stawkami brutto, które trzeba jeszcze pomniejszyć o podatek. I tak, na przykład, jeśli tradycyjna lokata jest oprocentowana na 8 proc. w skali roku, to klient w rzeczywistości może liczyć na 6,48 proc. Tę stawkę możemy nazwać oprocentowaniem netto.
Z opodatkowania zwolnione są jednak ubezpieczenia na życie. Tę furtkę wykorzystują bankowcy, oferując klientom lokaty opakowane w polisy. To, co po roku czy dwóch wypłaca nam ubezpieczyciel, jest formalnie świadczeniem ubezpieczeniowym, dlatego od zysku nie zapłacimy podatku Belki. Jeśli bank sprzedający taki produkt obiecuje zysk w wysokości np. 6,48 proc., to tyle faktycznie zarobimy. Trzeba jednak pamiętać, że w reklamach takich produktów banki często podają ich oprocentowanie na zasadzie „co by było, gdyby od tego też się płaciło podatek Belki”. Ma to pewien sens, bo z pozoru lokata na 8 proc. wydaje się lepsza niż polisa przynosząca 6,48 proc., a przecież ostateczny efekt dla naszego portfela jest taki sam. Trzeba jednak pamiętać, by przed podpisaniem umowy uważnie przeczytać nie tylko ulotkę reklamową, ale też regulamin produktu, i sprawdzić, czy wartość z reklamy jest oprocentowaniem brutto czy netto.
Polisy lokacyjne zwykle są korzystniejsze od tradycyjnych lokat terminowych. Dzięki temu, że zysk jest zwolniony z podatku, bankom łatwiej jest zaoferować atrakcyjne dla klientów stawki. W tabeli zostały zebrane aktualne oferty – aż dziewięć instytucji ma roczne „poliso-lokaty” przynoszące ponad 7 proc. zysku brutto. Lepsze, lub choćby porównywalne, tradycyjne roczne lokaty znajdziemy tylko w kilku instytucjach. AIG Bank ma lokatę z oprocentowaniem 8,1 proc., Getin Bank oferuje 7 proc., a Polbank płaci tyle klientom, którzy powierzą na rok co najmniej 250 tys. zł. Równie korzystne depozyty znajdziemy też w kilku SKOK.
Lokaty opakowane w polisy różnią się od tradycyjnych depozytów bankowych kilkoma szczegółami. Gdy klient zerwie „poliso-lokatę”, najczęściej otrzyma tylko zwrot kapitału, ale bez jakiegokolwiek zysku. Jeżeli jest to polisa dwu- lub trzyletnia, prawdopodobnie dostaniemy odsetki, ale tylko za pełne lata. W podobnej sytuacji będzie posiadacz tradycyjnej lokaty, który zlikwiduje ją przed czasem. Może liczyć na zwrot kapitału i wypłatę odsetek, tyle że liczonych według obniżonej stawki.
Ubezpieczeniowa forma depozytu powoduje, że w niektórych sytuacjach nabiera on wyraźnych cech ubezpieczenia. Jeśli osoba, która go wykupiła, umrze przed wygaśnięciem umowy, to osoba upoważniona otrzyma całe świadczenie, czyli kapitał plus odsetki, nawet w ciągu miesiąca. W przypadku zwykłej lokaty, aby dostać pełne odsetki, trzeba poczekać do końca okresu, na jaki została zawarta. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że zwykła lokata po śmierci jej założyciela staje się częścią spadku. W przypadku „poliso-lokaty” wypłacone środki trafiają bezpośrednio do uposażonego. Tym samym są wyłączone z podatku od spadków i darowizn. Inwestycje ubezpieczeniowe w trzech czwartych ich wartości nie podlegają także egzekucji sądowej, oprócz spraw alimentacyjnych.
Lokaty opakowane w polisy i zwykłe depozyty terminowe różnią się jeszcze pod względem gwarancji wypłacalności. Jeśli upadnie bank, do zwrotu środków zobowiązany jest Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Jeżeli depozyt nie przekracza 1 tys. euro, wkład jest gwarantowany w całości, a dla kwot od 1 tys. euro do 22,5 tys. euro – w 90 proc. Z kolei na pieniądze umieszczone na polisie lokacyjnej odpowiada Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, który w razie problemów ubezpieczyciela zwróci połowę środków, ale nie więcej niż 30 tys. euro. Jednak zastanawianie się, która instytucja daje lepszą gwarancję, jest problemem czysto akademickim. W polskich warunkach, przy dużym zaangażowaniu kapitału zagranicznego i sprawnie działającym nadzorze nad rynkami finansowymi, trudno się spodziewać upadłości jakiegokolwiek banku albo ubezpieczyciela.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA