fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Kolej na banany

Rzeczpospolita
Mówię kolej, myślę banany. Co ma piernik do wiatraka? Otóż dopóki nie rozwinęła się kolej, banany były praktycznie niedostępne, zarówno w Europie, jak i w Ameryce Północnej.
Są bowiem bardzo nietrwałe i w czasach, kiedy nie znano jeszcze współczesnych technik mrożenia, problem ich transportu był nie do przezwyciężenia. Co więcej, rozmnażają się nie z nasion, które byłyby dość łatwe do przewożenia w nowe miejsca, ale z ciężkich i nietrwałych kłączy.
Banany uprawiano od niepamiętnych czasów. Pierwsze wzmianki znajdują się już w hinduskich poematach „Mahabharata” i „Ramajana” (VIII – V w. p.n.e.). Ale jeśli szukać miejsca pierwszych upraw, to znaleziska archeologów wskazują na Papuę-Nową Gwineę. Mieszkańcy Cejlonu zaś wierzą, że to banan, a nie jabłko, był owocem zakazanym, którym Ewa nakarmiła Adama (a potem stroili się w liście bananowca). Zaiste, egzotyczne banany dużo lepiej pasują do obrazu raju niż swojskie jabłka, nie wspominając już o tym, że kuszenie Ewy owocem o fallicznym kształcie wydaje się znacznie bardziej wiarygodne.
Ekspansji islamu, od IX w., towarzyszyła ekspansja bananowca z Azji na Bliski Wschód, do Egiptu i dalej w głąb Afryki. Mniej więcej wtedy przyjęła się ich nazwa, bardzo podobna we wszystkich językach świata, pochodząca od arabskiego słowa oznaczającego palec. Wówczas też zaczęto je uprawiać w Hiszpanii, w okolicach Granady, choć korzystali z nich tylko Arabowie.
Smak bananów mogli poznać tylko Europejczycy – podróżnicy. Jednym z pierwszych był Aleksander Wielki Macedoński, który zajadał się nimi podczas wyprawy do Indii. W epoce wielkich wypraw morskich ponownie odkryli banany portugalscy kolonizatorzy, którzy zaczęli zakładać pierwsze plantacje na Kanarach i innych wyspach atlantyckich. Już wtedy zdano sobie sprawę z wartości odżywczych tych owoców. W 1516 r. Tomas de Berlanga, franciszkański biskup Panamy, sprowadził banany na San Domingo, aby upowszechnić wśród miejscowej ludności nowy model żywienia. Stamtąd uprawy bananowca stopniowo rozprzestrzeniły się na całą Amerykę Południową i Środkową, dając początek plantacjom opartym na niewolniczej pracy.
Europejczycy niepodróżujący po dalekich krajach wciąż nie mieli wielkich szans, aby poślizgnąć się na bananowej skórce. A wiedza o bananach była tak nikła, że Juliusz Verne, pisząc w 1872 r. „W 80 dni dookoła świata”, poświęca ich opisowi długaśne akapity, aby czytelnik mógł nabrać jakiegokolwiek pojęcia o smakołykach, jakimi raczy się Phileas Fogg.
Jako się rzekło, przełomowym momentem stało się wynalezienie kolei żelaznej. Teraz można było przeprowadzić tory przez dżungle, wokół nich zorganizować plantacje i przewozić banany bezpośrednio do odległych portów. Wtedy też niewolnicze plantacje zaczęły stawać się potwornymi obozami koncentracyjnymi dla niewolników przywożonych ze wszystkich stron świata. Sugestywnie opisał to Gabriel Garcia Marquez w „Stu latach samotności”.
Na początku XX w., u schyłku epoki kolonialnej, zaczęły powstawać republiki bananowe. To ironiczne określenie wymyślił amerykański pisarz i satyryk O. Henry, określając w ten sposób na przykładzie Hondurasu małe dyktatury oparte na zacofanym rolnictwie.
Kolejny przełom w transporcie nastąpił w 1903 r. po zwodowaniu pierwszego statku chłodni. Wkrótce banany stały się powszechne na rynkach całego świata. Może nie do końca całego – w Polsce „arabskie palce” znane były raczej z literatury i filmu. Pamiętam, jak moja babka wróciła w 1960 r. z wizyty u swych sióstr w USA. Przywiozła wtedy dla wnuczka kiść bananów. Dla wszystkich sąsiadów była to sensacja, dla mnie zaś dość upiorne wspomnienie. Babcia wylądowała w domu gdzieś o 4 nad ranem i natychmiast postanowiła mnie, 5-letniego malucha wyrwanego ze snu, uraczyć egzotycznym frykasem. Pierwszego w życiu banana wciskano mi przemocą do ust, co poskutkowało moim całkowitym désintéresment na długie lata. I poniekąd dobrze, bo jeśli nawet sporadycznie zaczęły pojawiać się u nas później w handlu, to ustawiały się po nie niekończące się kolejki.
Dziś banany, obok jabłek, są najczęściej spożywanym owocem na całym świecie, po upadku komunizmu także w Polsce. Warto pamiętać, że oprócz tych słodkich i miękkich, są także banany zielone (plantain), mniej słodkie, które je się po upieczeniu.
Piotr Bikont, dziennikarz, publicysta i krytyk kulinarny, reżyser filmowy, przewodniczący Kapituły Dobrego Smaku
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA