fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Słabi, wolni, przegrani

AFP
Polska – Chorwacja 0:1. Zamiast polskiego zwycięstwa był pokaz chorwackiej siły. Rezerwowi Slavena Bilicia sprawili, że mistrzostwa Europy skończyły się dla nas smutno
Najgorsza nie była porażka, ale oglądanie, jak w pewnym momencie drugiej połowy Chorwaci przy wiwatach trybun podają sobie piłkę, a Polacy biegają wokół nich bez pomysłu, jak przerwać akcję.
Chorwacka drużyna, która już pewnie nigdy nie zagra w takim składzie, meldowała w ten sposób Slavenowi Biliciowi wykonanie zadania. Piłkarze Leo Beenhakkera nie spoglądali w Klagenfurcie w stronę swojej ławki tak często, jak to mają w zwyczaju, a i trener nie miał im już wiele do powiedzenia.
Było wówczas 1:0 dla Chorwatów, 1: 0 dla Niemców w Wiedniu, ale tak naprawdę nawet dopóki na obu stadionach był remis, nic nie wskazywało na to, że wieczór skończy się dla nas dobrze. Za późno, w złym miejscu, zbyt powoli – takie były dla Polaków te mistrzostwa. Kończymy turniej na ostatnim miejscu w grupie, z jednym punktem i jedną bramką.
Długo wierzyliśmy, że będzie inaczej. Może to była tylko wiara w cud, ale trudno nie nabrać wiary, gdy w biurze prasowym słychać przez cały dzień okrzyki austriackiego komentatora po zwycięskiej bramce w meczu z Niemcami w Cordobie sprzed 30 lat, a Slaven Bilić wystawia drużynę rezerwowych. Było w niej tylko dwóch piłkarzy, którzy zagrali w podstawowym składzie przeciw Niemcom, Ivan Rakitić i Danijel Pranjić.
Okazało się, że to bez znaczenia, kto gra u rywali. Gdyby byli to bohaterowie spotkania z Niemcami, pewnie mecz wyglądałby tak samo. To po prostu są dużo lepsi piłkarze. Sprytniejsi, szybsi, bez problemów przyjmujący piłkę w pełnym biegu.
Kończymy turniej na ostatnim miejscu w grupie, z jednym punktem i jedną bramką
Nawet Roger grał gorzej niż w meczu z Austrią, choć jego przynajmniej usprawiedliwia to, że Ognjen Vukojević był zawsze przy nim, często w towarzystwie dwóch, trzech kolegów. W drugiej połowie Roger strzelił z bliska obok bramki, potem po jego dośrodkowaniu Marek Saganowski uderzył piłkę głową tam, gdzie stał bramkarz Runje. Akcji wartych zapamiętania było niewiele więcej.
Tylko jeden Polak każdym gestem pokazywał, że przyjechał tu wygrać. Artur Boruc był tak pewny siebie, że raz, gdy biegł w jego stronę Mladen Petrić, pozwolił sobie nawet na drybling. Udany, jak większość interwencji. Boruc dwa razy zatrzymał piłkę nogami w sytuacjach sam na sam z Ivanem Klasniciem, a dośrodkowanie Rakiticia, po którym mogła paść bramka, odbił dłonią.
Slaven Bilić powiedział po meczu, że bramkarz był znakomity. Przy golu niewiele mógł zrobić. W 52. minucie Klasnić zderzył się z Marcinem Wasilewskim przed linią pola karnego, a sędzia pokazał Chorwatom, że mają grać dalej. Klasnić podniósł się, dostał podanie od Pranjicia i strzelił obok Boruca. Niedługo wcześniej na ekranie nad boiskiem pojawiła się informacja, że Niemcy prowadzą z Austrią.
Chorwaci sytuacji do zdobycia gola mieli znacznie więcej. Potraktowali ten mecz bardzo poważnie, co chwila ktoś padał na boisko po ostrych starciach. Polacy tylko na początku mieli przewagę, ale minęło kilkanaście minut i nic z niej nie zostało, oprócz uderzeń Dariusza Dudki i Mariusza Lewandowskiego obok słupka.
Nie udawały się ani akcje skrzydłami, ani środkiem boiska. Nawet stałe fragmenty były coraz mniej groźną bronią, bo Jacek Krzynówek dośrodkowywał fatalnie. Z gry Lewandowskiego trener był tak niezadowolony, że po przerwie zamiast niego wysłał na boisko Adama Kokoszkę.
Zmian w drużynie Bilicia wszyscy się spodziewali. Bardziej zaskoczył Beenhakker. Euzebiusz Smolarek zaczął mecz na ławce rezerwowych, podobnie jak Jacek Bąk. W środku obrony grali Dudka (po przerwie Kokoszka) z Michałem Żewłakowem, a z lewej strony Jakub Wawrzyniak. W pomocy obok Lewandowskiego biegał Rafał Murawski. Beenhakker po meczu znów powtórzył, że na tym turnieju kilku bardzo ważnych dla reprezentacji piłkarzy nie było w formie.
Wymienił niektórych – Smolarka, Lewandowskiego, Krzynówka – ale nawet gdyby tego nie zrobił, wiadomo było, o kogo chodzi. Smolarek wszedł w drugiej połowie i bardzo chciał pokazać, że trener się pomylił. Dwa razy strzelił niedaleko od słupka.
Bąk został na ławce do końca spotkania. Wcześniej zapowiadał, że po mistrzostwach Europy kończy karierę, po meczu nie chciał rozmawiać. – Dziś nie będzie żadnego komentarza. Mogę tylko powiedzieć, że nie mam kontuzji, nic mnie nie boli. Co z dalszą grą w kadrze, na pewno się dowiecie – mówił, przechodząc przez salę, w której zawodnicy udzielają wywiadów.
Atmosfera w sali była przygnębiająca, ale mimo wszystko nieporównywalna z nastrojem po mundialu w Niemczech. Tam trener podczas ostatniego meczu z Kostaryką słyszał od kibiców „Janas, auf Wiedersehen”. W Klagenfurcie było tylko „Polacy, gramy do końca” i brawa po meczu. Punktów i bramek jest mniej niż w mistrzostwach świata 2002 i 2006, ale kibice nie wzywają trenera do dymisji.
Może woleliby raczej usłyszeć słowo wyjaśnienia od tych, którzy przed mistrzostwami 2002 roku zapowiadali, że m.in. za pieniądze zarobione dzięki awansowi wkrótce powstanie ośrodek treningowy reprezentacji, a niedawno obiecywali też stworzenie systemu szkolenia młodzieży. Minęło sześć lat, trzy wielkie turnieje z udziałem Polaków, a ośrodka jak nie było, tak nie ma.
Przed nami z Euro odpadli Szwajcarzy, którzy zainwestowali olbrzymie kwoty w szkoły dla młodych piłkarzy, i Czesi, których pod tym względem zawsze stawiamy sobie za wzór. To chyba rzeczywiście wielka rzecz, że Polacy w ogóle w mistrzostwach zagrali.
Bramka: I. Klasnić (52). Żółte kartki: M. Lewandowski, T. Zahorski (Polska); H. Vejić, O. Vukojević (Chorwacja). Sędziował K. Vassaras (Grecja). Widzów 30 460.
Polska: Boruc - Wasilewski, Żewłakow, Dudka, Wawrzyniak - Murawski, Lewandowski (46, Kokoszka) - Krzynówek, Łobodziński (55, Smolarek), Roger - Saganowski (69, Zahorski).
Chorwacja: Runje - Simić, Vejić, Kneżević (27, Corluka), Pranjić - Leko, Vukojević, Pokrivać, Rakitić - Klasnić (74, Kalinić), Petrić (75, Kranjcar).
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA