fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Powtarzalność pór roku wciąż niepowtarzalna

Po ubiegłorocznym zbiorze wierszy „Przymierzanie peruki”, w którym opisał chorobę, umieranie i śmierć swojej żony Marii, Adam Ziemianin zaskakuje nas tomem poezji pod znamiennym tytułem „Co za szczęście!”.
Tytuł tego zbiorku tyleż znamienny co przewrotny. Teraz ja umieram, zdaje się mówić poeta, ale – co za szczęście! – jeszcze żyję, umieram w każdej chwili, ale przecież w każdej chwili żyję.
W najnowszych wierszach autor „Makatki z płonącego domu” i „Ulicy Ogrodowej” nieustannie wraca do początku, do czasów młodości, a nawet dzieciństwa, do czasu swoich narodzin, a więc do tego, co pamięta jak przez sen: „I stałem się na chwilę kimś/ Choć dalej byłem nikim” („Prawiek”). Pytanie „kim jestem” wraca w następnych wierszach. Na to pytanie nie ma jednej jedynej odpowiedzi, jedna z nich brzmi: „A może jestem nerwowym/ Kłębkiem wełny kosmicznej/ Zwijającym się według/ Wyższych reguł i zasad” („Kłębek kosmiczny”). Z uwagi na to, że nie ma jednej, a więc ostatecznej odpowiedzi, poecie nie pozostaje nic innego jak tylko „Wciąż od nowa”:
Dziwić się jak dziecko
Z otwartymi ustami
Że zegar z kukułką
Skrzyp łąkowy
A wata cukrowa
(…)
Liczyć jak dziecko
Najlepiej na palcach
Kaczeńce w potoku
Gruszki na wierzbie
I wciąż zaczynać
Od początku
Nie tylko wtedy
Kiedy się pomylisz
Zdziwienie światem to nie od dzisiaj żywioł liryki Adama Ziemianina. To jeden z tych niewielu poetów, których dziwi i zachwyca, a nawet wprawia w euforię każdy przejaw istnienia, nawet ten najbłahszy i najbanalniejszy. „Świat jaki jest każdy widzi po swojemu/ Dlatego miej odwagę lękać się tylko wtedy gdy nie jesteś sobą” – przepowiada poeta sobie samemu i każdemu z nas z osobna w wierszu „W przedsionku wagonu”. Zachwyca go zobaczony w Sienie obraz „Zwiastowanie” Ambrogio Lorenzettiego, widok wodospadu Niagara, ale nie po stronie amerykańskiej, lecz kanadyjskiej, czy potoku Smereczek oddzielającego Polskę od Słowacji, a nawet kupiona poniewczasie w osiedlowym sklepie spożywczo-przemysłowym „dzisiejsza gazeta która dogorywa” („Wieczór podwawelski”). Koniec końców zadziwia go to, że „Powtarzalność pór roku/ Jest niepowtarzalna”, że ziemia ciągle się kręci i świat „Wiecznie zaskakuje/ Wciąż nową odsłoną” („Cud świata”).
Między życiem a poezją wiele lat temu Adam Ziemianin odważył się postawić znak równości i teraz stara się wszystkim tego gestu konsekwencjom sprostać. Godząc się z każdym przejawem życia, z tym, że świat jest, jaki jest i inny nie będzie, godząc się z tym, z czym i z kim był pokłócony, próbuje także pogodzić się ze śmiercią. W „Zjeździe maturalnym” nie bez żalu stwierdza, że coraz nas mniej, i wspomina tych, którzy odeszli, przepadli na amen, w „Sprzedaży pianina” decyduje się z bólem na oddanie w obce ręce pozostałego po żonie instrumentu, skoro „Nikt już na nim nie gra/ W pokoju też ciasno/ I dziura w kieszeni”, ale w „Traktacie o śmierci” stwierdzi paradoksalnie: „Nawet dobrze że śmierć jest/ Jaka jest/ I że przychodzi kiedy chce”. Prosi tylko, w charakterystycznym dla siebie przewrotnym stylu, o trochę czasu dla siebie: „Bo nie od razu/ Chcę się o tym przekonać”.
W oczekiwaniu na śmierć poeta – w cyklu wierszy powstałych w wesoło-smutnej, śmieszno-płaczliwej, słodko-gorzkiej tonacji – gubi się, wygasza się, pnie się, gimnastykuje się, buduje się, ale także kamieniuje się, odludkuje się, zadupia się: „Zatrzymuję się na byle przystankach/ Wysiadam na stacyjkach/ Przez Boga zapomnianych/ Bo nie metropolie mnie kuszą/ Ale swojskie skrawki naszej Ziemi Matki/ Gdzie nie diabeł lecz anioł/ Mówi dobranoc” („Zadupiam się”). Opowiadając się po anielskiej stronie natury ludzkiej, Adam Ziemianin pisze wiersze na chwałę życia, świata, stworzenia.Adam Ziemianin „Co za szczęście!”. Podkarpacki Instytut Książki i Marketingu, Rzeszów 2008
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA