fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Historia trzech przyjaciół

Członkowie SKS. Od lewej stoją Liliana Batko, Danuta Sotwin, Bronisław Wildstein, Bogusław Sonik, siedzą Józef Baran i Lesław Maleszka
arch. Bronisława Wildsteina
Rocznica śmierci Stanisława Pyjasa. Przyjaźń, zdradę i uparte poszukiwanie prawdy pokazuje dokumentalny film „Trzech kumpli”, który wczoraj w Krakowie miał swoją premierę. Jak potoczyły się ich dalsze losy?
Ta historia zaczyna się w latach 70. w Krakowie. Jej bohaterami są trzej przyjaciele, studenci polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego: Staszek Pyjas, Lesław (zwany Leszkiem) Maleszka i Bronek Wildstein.
Noszą długie włosy, nie mają przed sobą tajemnic, jeżdżą autostopem, zaczytują się w literaturze iberoamerykańskiej i książkach zakazanych w PRL. Fascynuje ich kontrkultura i legenda paryskiego marca ,68. Buntują się przeciw socjalistycznej rzeczywistości, współpracują z Komitetem Obrony Robotników, interesuje się nimi SB.
Na czołową postać w opozycyjnym ruchu studenckim w Krakowie wyrasta Staszek Pyjas. Zebrał najwięcej podpisów pod listem w obronie aresztowanych robotników Radomia i Ursusa. Obserwuje go od ośmiu do 12 tajnych współpracowników bezpieki. Z trójki bardzo bliskich sobie przyjaciół Staszek najbardziej jest artystą, ma talent literacki, chce być pisarzem.
7 maja 1977 roku w sieni kamienicy przy ul. Szewskiej 7 znaleziono ciało Pyjasa. Oficjalna wersja: pijany student spadł ze schodów i zachłysnął się krwią. Przyjaciele nie mieli wątpliwości, że to sprawa esbeków.W proteście Wildstein i Maleszka wraz z innymi krakowskimi studentami zorganizowali wielotysięczny czarny marsz i założyli Studencki Komitet Solidarności. Jednak do pełnego wyjaśnienia kulis tej sprawy i ukarania sprawców do dziś nie doszło. W 2001 roku wyszło na jaw, że Maleszka już od 1976 roku był tajnym współpracownikiem SB i przez wiele lat donosił na kolegów.
– Zainteresowała nas ta historia, bo na jej tle widać losy Polski, w której nie dokonano gruntownego rozliczenia z komunistyczną przeszłością. Przez to np. Maleszka mógł przez lata kształtować opinię publiczną, publikując w „Gazecie Wyborczej”, gdzie nadal pracuje, ale nie pisze, lecz redaguje teksty innych – mówią Ewa Stankiewicz i Anna Ferens, autorki powstałego w TVN filmu „Trzech kumpli”. Jego pierwszy pokaz odbył się wczoraj w krakowskim Multikinie. TVN wyemituje go w dwóch częściach 23 i 24 czerwca.
W filmie pojawia się kilkunastu byłych esbeków. Wśród nich Marek Szmigielski – oficer, który w kwietniu 1976 r. zwerbował Maleszkę. Już podczas pierwszej rozmowy. Maleszka tak o tym opowiada autorkom dokumentu: – Jeśli jesteś pierwszy raz w życiu na przesłuchaniu, jesteś na ostatnim roku studiów i nagle dowiadujesz się, że za moment z tych studiów ostatecznie wylecisz, a być może... To jest ten jeden moment, kiedy zaczynasz się panicznie bać.
Maleszka robił wrażenie człowieka bez pieniędzy, inteligentnego dziwaka
Szmigielski twierdzi inaczej: od razu znalazł z Maleszką wspólny język. – Był otwarty i gotów do prowadzenia dialogu. Gdyby powiedział „nie” i się nie odezwał, nie byłoby dialogu. Byli tacy, co się nie zgadzali. Wildstein na przykład się nie zgodził – mówi Szmigielski.
Maleszka sam wybrał pseudonim Ketman. – Spotykaliśmy się nie tylko służbowo. Realizowałem też kontakt towarzyski – dodaje były esbek. Maleszka był jego najlepszym agentem. Miał zmysł obserwacji, bardzo dobrze charakteryzował innych. – Dla mnie był gościem! Miał szerokie horyzonty, dużo wiedział, ładnie pisał po polsku donosy – mówi Szmigielski. Inni esbecy też nie szczędzą pochwał.
Ile „Ketman” zarabiał? – To były kwoty tak naprawdę rzędu 100, 200, 300 zł. Może raz dostałem 700 zł. Może jeden jedyny raz – mówi Maleszka. Esbecy twierdzą jednak, że był najlepiej opłacanym agentem. – W 1977 r. nie płacono mu jednorazowo mniej niż 3 tys. Cenne informacje przekazywał. Mieli opozycję na talerzu – twierdzi były esbek Stanisław Godzisz.
Gdzieś musiał wydawać te pieniądze. Koledzy tego nie zauważyli? – Gdyby to był człowiek trochę dalej ode mnie i nie uważałbym go za przyjaciela, tobym zaczął zestawiać różne fakty – tłumaczy Wildstein. – Miał zawsze dużo książek. Jakby się człowiek zastanowił, to w zasadzie nie miał prawa mieć pieniędzy na te książki – mówi teraz były opozycjonista Andrzej Mietkowski.
Maleszka robił wrażenie człowieka bez pieniędzy, roztargnionego, inteligentnego dziwaka, który wie wszystko na każdy temat, gadatliwego, który nie nadaje się do żadnej konspiracji. Tak pamiętają go wszyscy znajomi. Ale nieżyjący już krakowski filozof Mirosław Dzielski mówił o nim: wysokobiałkowy komputer pozbawiony ludzkich uczuć. – Pozbyliśmy się go z podziemnej „Arki”. Nie żebyśmy go o coś podejrzewali, ale że coś wychlapie – opowiada prof. Ryszard Terlecki, dawny opozycjonista.
Wildstein w esbeckich charakterystykach wyczytał o przyjacielu, że był bardzo dobrze zorganizowany, znakomicie dbał o swoje bezpieczeństwo. Sam Maleszka mówi w filmie: – W jaki sposób to robić, by się nie pogubić? Sam tego nie wiem. Potrafiłem to robić.
Dlaczego Maleszka donosił na przyjaciół, dlaczego donosił na Adama Zagajewskiego, z którym spotykał się w Paryżu w latach 80.? –To jest doskonałe pytanie – kwituje nagabywania autorek filmu.
Dawni funkcjonariusze niechętnie mówią o śmierci Pyjasa i innych ludzi związanych z tą sprawą. Choćby studenta Stanisława Pietraszki, który jako ostatni widział Pyjasa żywego i sporządził portret pamięciowy człowieka z nim idącego. Pietraszko latem 1977 utonął w Jeziorze Solińskim, choć nigdy nie pływał, bo miał wodowstręt.
Film nie daje odpowiedzi, jakie były ostatnie godziny Pyjasa i jak zginął. – Pokazujemy hipotezy – mówią autorki
Albo byłego boksera Mariana Węclewicza: SB miała go wynająć za 200 dolarów do pobicia Pyjasa. Tylko jeden z esbeków, Jan Olszak, rzuca: – Czterech, pięciu poszło do trawy. Maniuś, który ciapnął Staszka ewidentnie za te 200 dolców, nie żyje.
Film nie daje odpowiedzi, jakie były ostatnie godziny Pyjasa i jak zginął. – Przedstawiamy hipotezy, ale nie wiemy, jak było naprawdę – mówią autorki. Dotarły do nieznanych wcześniej dokumentów i relacji kilku świadków, którzy mieli widzieć go przed śmiercią.
– Czy istnieje związek między moimi donosami a jego śmiercią? – zastanawia się Maleszka. – Bardzo daleki, myślę… ale jakoś biorę to pod uwagę – wyznaje. Mówi, że nie pamięta, by po śmierci przyjaciela miał raportować SB, jak koledzy na nią reagują.
– Dokładnie opisał esbekom, jak w jego obecności dzwoniłem do Jacka Kuronia z informacją o śmierci Staszka – opowiada „Rz” Bogusław Sonik, współzałożyciel SKS. A jego żona Liliana w filmie mówi, jak miesiąc później Maleszka doradzał esbekom, żeby Wildsteina, ją i Sonika zamknąć pod pretekstem zaaranżowanej sprawy związanej z alkoholem, narkotykami czy pospolitym przestępstwem.
O jednym z paradoksów sprawy Pyjasa mówi do kamery Jarosław Szarek z krakowskiego IPN: – Pierwszym skazanym po 1989 roku nie był sprawca zabójstwa, tylko człowiek, który przez kilkanaście lat dążył do jego wyjaśnienia.
Chodzi o Wildsteina. Sąd skazał go za słowa na temat prof. Zdzisława Marka, eksperta medycyny sądowej, który w 1977 r. wydał opinię o Pyjasie. – Dostałem grzywnę za nazwanie go wspólnikiem morderców, bo przedstawił zabójstwo jako wypadek. Koledzy złożyli się na zapłatę, dołożył się nawet Maleszka – opowiada Wildstein. W 2001 r., gdy z esbeckich dokumentów wywnioskował, kto jest „Ketmanem”, doprowadził do ujawnienia tej informacji.
O dawnym przyjacielu Wildstein nie chce słyszeć. Czy przebaczy mu zdradę? – Można przebaczyć człowiekowi, który naprawdę rozlicza się ze swojej winy. On nigdy się nie rozliczył. Cały czas brnie w kolejne kłamstwa. Od 1990 r. przez prawie cztery lata Maleszka był wicenaczelnym „Gazety Krakowskiej”, potem znanym publicystą w „Gazecie Wyborczej”. Czy pisał o lustracji? – Wydaje mi się, że nie. Nigdy – zapewnia w filmie. Ale na ekranie pojawiają się cytaty z takich tekstów Maleszki.
Jak ocenia te publikacje redaktor naczelny „GW” Adam Michnik? Autorki „Trzech kumpli” zapytały go o to podczas publicznego spotkania. – Jak najgorzej. Jako skandaliczne – odpowiedział Michnik i dodał: – Jeśli ten sam artykuł napisałbym ja, to on jest słuszny albo niesłuszny. A jak ten artykuł napisze ktoś, kto był agentem, to jest poza wszelkimi kryteriami.
Maleszka: – Czy ja jako człowiek, który kiedyś donosił, mogę powiedzieć dzisiaj, że kradzież jest złą rzeczą? Chyba mogę. Rozumie pani... istnieją pewne względy natury ogólnospołecznej – tłumaczy jednej z autorek filmu.
Krakowska Prokuratura Okręgowa zdecydowała wczoraj o podjęciu na nowo, umorzonego z powodu niewykrycia sprawców, śledztwa w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA