Film

Siłą kina jest prawda

Nick Broomfield
AP
W piątek na ekrany wejdzie "Bitwa o Irak", w którym znany dokumentalista odtwarza wydarzenia w irackim mieście Haditha, gdzie żołnierze amerykańscy zastrzelili 24 cywilów, w tym kobiety i dzieci. Z reżyserem filmu, Nickiem Broomfieldem rozmawia Barbara Hollender
Rz: W "Bitwie o Irak" odtworzył pan jeden z najbardziej tragicznych epizodów tej wojny, gdy żołnierze amerykańscy w odwecie za zamach bombowy w mieście Haditha zabili 24 bezbronnych cywilów. Dlaczego kręcąc film o wojnie irackiej, nie zdecydował się pan na realizację fabuły, tylko zrobił obraz paradokumentalny?
Nick Broomfield: Kino ma większą moc, gdy mówi prawdę. Fikcja sprawia, że człowiek może zdystansować się emocjonalnie, powiedzieć sobie: "To wszystko zostało przecież wymyślone". Prawda zmusza do powagi, nie można jej zbagatelizować, zlekceważyć, przejść obok niej obojętnie. W "Bitwie o Irak" czuje się rękę dokumentalisty. Pana film, podobnie jak poprzedni "Ghost" opowiadający o losach chińskiej emigrantki w Wielkiej Brytanii, jest właściwie inscenizowanym dokumentem. Jak udało się panu osiągnąć ten stopień wiarygodności?
Przy "Bitwie..." pracowałem z niezawodowymi aktorami: w rolach żołnierzy wystąpili autentyczni marines, którzy brali udział w akcjach w Falludży, tam, gdzie toczyły się najcięższe walki. Napisałem bardzo precyzyjny scenariusz, ale cały tekst miał tylko odtwórca głównej roli Elliot Ruiz. Z innymi rozmawiałem o scenach tuż przed zdjęciami. Wiele dialogów powstawało na planie. Nie chciałem, żeby grali, liczyłem na ich spontaniczność. Żeby ułatwić im zadanie, starałem się kręcić film w porządku chronologicznym, tak jak wydarzenia po sobie następowały. W jaki sposób przygotowywał pan scenariusz "Bitwy o Irak"? Mieliśmy dostęp do materiałów ze śledztwa, ale przeprowadziliśmy także własne wywiady z uczestnikami tych zdarzeń. Spotkaliśmy się z Irakijczykami, którzy przeżyli masakrę, jak również z amerykańskimi żołnierzami. Poznaliśmy tych ludzi, staraliśmy się nie tylko wydobyć z ich pamięci szczegóły związane z wydarzeniami w Haditha, ale także zrozumieć, jaki wpływ miały tamte dni na ich dalsze życie. Niedawno obejrzałam dokument Errola Morrisa "Standard Operating Procedure", gdzie amerykańscy strażnicy, którzy torturowali i upokarzali Irakijczyków w więzieniu w Abu Ghraib – choć odsiedzieli wyroki – niczego nie zrozumieli. Większość z nich do dzisiaj nie ma poczucia winy. Pana bohaterowie żałują tego, co zrobili. Jeden z nich mówi, że masakra w Haditha będzie mu się śniła do końca życia. Nie widziałem filmu Morrisa, więc nie mogę go komentować. Żołnierze, z którymi ja miałem kontakt, bardzo głęboko przeżyli tamte dni. Wojna zostawia w ludziach rany, niezależnie od tego, po której stronie barykady się znajdują. Polska też ma za sobą historię obfitującą w wiele tragedii. Zapewniam panią, że wielu ludzi wyszło z nich z wyrzutami sumienia. Irak nie jest tu wyjątkiem. Jaką rolę może, pana zdaniem, odegrać film pokazujący prawdziwe oblicze wojny? Filmowiec może analizować rzeczywistość inaczej, znacznie głębiej niż reporter telewizyjnych wiadomości. Newsy są krótkie, dotykają powierzchni zdarzeń. Przeczyta pani w gazecie, że w wymianie ognia zginęło 50 osób. Ale kim byli ci ludzie? W kinie można to pokazać. Kino pomaga dostrzec ludzi zarówno w ofiarach, jak i agresorach, nadaje historii aspekt humanitarny. Film otwiera oczy, rodzi empatię, jednoczy ludzi. Polska też ma w Iraku wojsko. Dlatego pani rodacy powinni zobaczyć, jak ta wojna wygląda. W Polsce również toczy się obecnie śledztwo w sprawie ostrzelania przez żołnierzy afgańskiej wioski Nangar Khel. Takie rzeczy zdarzają się na każdej wojnie. Kiedy idzie się na front, trzeba się z tym liczyć. Nie wolno niczego oceniać w czarno-białych barwach. Wojna to wojna. Wszyscy są jej ofiarami. Tam są sami przegrani. Dlatego lepiej się zastanowić, czy rozpętywać na świecie nowe ogniska walki. W sprawie Iraku George Bush i Tony Blair karmią swoje społeczeństwa kłamstwami. To nie prości żołnierze, lecz oni powinni stanąć przed sądem. To w ich sprawie powinno się toczyć śledztwo. Ale taka już jest historia. Bush, Blair i Rumsfeld wypowiadają wojnę, a rachunki płacą zwyczajni ludzie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL