Historia

Królewska ręka

AKG/East News
Bitwa pod Bouvines to jedna z najbardziej klasycznych bitew wieków średnich. Szyk dość prymitywny, taktyka takoż, nastrój jakby lekko turniejowy, ale wszyscy rąbią jak opętani. Ale też prawda, że była to batalia nad wyraz malownicza i dramatyczna
Czarny Ferrand z Flandrii szarżuje raz za razem, król Francji Filip II August spada z konia, ale przyboczni rycerze wyrywają go pewnej śmierci lub niewoli. Nad polem przetaczają się gromkie okrzyki wojenne, wreszcie w górę wybija się starofrancuski poryk: „Monjoie, Saint Denis!”. Zwycięsko łopocze banderia królów francuskich, słynna Oriflamme. No i bardzo dobrze, albowiem kiepsko mogłoby być ze słodką Francją.
Mam zresztą wielką sympatię do Filipa II Augusta, bo ten długonosy, niewyględny monarcha był – mimo swych wyczynów spod Bouvines – królem dość mało rycerskim, za to dobrze dbał o swój lud (oczywiście na średniowieczne miary) i o państwowe gospodarstwo – odmiennie od niejednego kolegi w koronie. Najlepszym przykładem Ryszard Lwie Serce, wielki wojownik, co to własne państwo miał w pięcie. Nawiasem mówiąc, obaj panowie pozostawali w dość szczególnych relacjach rodzinnych: Filip był synem Eleonory Akwitańskiej z pierwszego męża, a Ryszard z jej męża drugiego. Nie ma wszakże sensu wchodzić w koligacje kapetyńsko-plantageneckie, bo zaraz (przynajmniej mi) wszystko się poplącze. Dość powtórzyć, że zwycięzca spod Bouvines był monarchą jak na ów czas bardzo przezornym, jakby racjonalistycznym – podobnie dużo później nasz Kazimierz Wielki. Racjonalizm, racjonalizmem, ale Filipa otaczała lśniąca aura białej magii: białej, bo dobroczynnej. Już za jego czasów krążyła po Francji legenda, że król potrafi leczyć przez położenie rąk. Leczył skrofuły – dziś nazywa się to choróbsko gruźliczym zapaleniem węzłów chłonnych, ale w średniowieczu obejmowało znacznie więcej paskudnych schorzeń. „Król cię dotknie, Bóg cię uzdrowi” – powiadano. Pierwszy lekarz Francji pracował więc ciężko, przyjmując tłumy zbolałych pacjentów.
W 1214 roku pod Bouvines Filip też wiedział doskonale, co zrobić z rękami, choć jego dłoń miała tu inne zastosowanie. Podobnie, jak prawica francuskiego rycerstwa, która ciężko przydusiła wrogów. Choć może miało to jakieś uzdrowieńcze walory – wielu z nich bez wątpienia zostało radykalnie wyleczonych z niezdrowych marzeń o podboju Francji.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL