fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Wszystkie sądy nad Centralnym Biurem Antykorupcyjnym

Te same sądy bardzo różnie oceniały działalność CBA pod kierownictwem Mariusza Kamińskiego
Fotorzepa
Większość operacji CBA z czasów PiS skończyła się wyrokami

To był wyrok bez precedensu – w minionym tygodniu sąd skazał Mariusza Kamińskiego na trzy lata więzienia i zakaz zajmowania stanowisk publicznych na dziesięć lat za nadużycia prawa przez CBA.

Ten wyrok w samym środku kampanii wyborczej odgrzał spór o działania CBA za czasów Kamińskiego.

CBA na wojnie

Główny problem z CBA polega na tym, że ta specsłużba została powołana za rządów PiS i na jej czele stanął polityk tej partii. Gdy rozpoczęła się polityczna walka obozu PO i lewicy z IV RP, CBA stało się wdzięcznym obiektem ataku. A CBA wzięło pod lupę głównie polityków opozycji, na czele z Grzegorzem Schetyną z PO oraz Aleksandrem Kwaśniewskim, patronem lewicy.

W dodatku CBA w znacznie szerszym zakresie niż inne służby stosowało inwigilację, prowokacje i agentów pod przykryciem – same te metody budzą sprzeczne oceny prawne i polityczne. Faktem jest również, że część funkcjonariuszy CBA prowadziła działania operacyjne w sposób nonszalancki i kontrowersyjny, jak agent Tomek.

To utrudnia ocenę pracy CBA za czasów Kamińskiego. Jeśli jednak założyć, że sądowy wyrok na Kamińskiego jest tej oceny ważnym elementem, to należy również przyjąć, iż sądowe rozstrzygnięcia w skandalach ujawnionych przez CBA są równie miarodajną oceną.

Wyrok kontra wyrok

Kamiński został skazany za tzw. aferę gruntową. Według sądu w 2007 r. CBA stworzyło fikcyjną sprawę odrolnienia za łapówkę gruntu na Mazurach, by dopaść ministra rolnictwa w rządach PiS-Samoobrona-LPR Andrzeja Leppera. Używając prowokacji i podstawionych agentów pod przykryciem, CBA chciało skorumpować współpracowników Leppera – Piotra Rybę i Andrzeja K.

Po niemal ośmiu latach sędzia Wojciech Łączewski uznał, że Kamiński zlecił wprowadzenie w błąd Andrzeja K. i podżeganie go do korupcji. Zdaniem sędziego nie było podstaw do wszczęcia akcji CBA w resorcie rolnictwa.

Sędzia Łączewski powinien porozmawiać z koleżankami i kolegami z Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. W 2012 r., gdy sprawa przeciw Kamińskiemu trafiła tu po raz pierwszy, została umorzona, bo sędziowie uznali, że nie doszło do przestępstwa.

Tak się składa, że ten sam sąd już dwukrotnie wydawał wyroki na Rybę i K. W 2009 r. sędzia Dorota Radlińska uznała ich za winnych. Pierwszy dostał 2,5 roku więzienia, a drugi – grzywnę. – W rozmowie na kortach z trzema biznesmenami K. mówił, że szuka osób, które miały problemy z załatwianiem spraw w tym ministerstwie, a on się tego podejmie za pewną opłatą za pośrednictwo – uzasadniał sąd, uznając to za wystarczający powód operacji CBA.

Ten wyrok został uchylony rok później przez Sąd Okręgowy i przekazany z powrotem do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. W listopadzie minionego roku sędzia Krzysztof Ptasiewicz ponownie uznał ich za winnych, oceniając, że CBA miało wiarygodne informacje o groźbie korupcji w resorcie rolnictwa.

Wyroki na Rybę i K. są wciąż nieprawomocne, podobnie jak na Kamińskiego. Nie zmienia to faktu, że ocena działań CBA w tej samej operacji stoi w świetle tych orzeczeń w wyraźnej sprzeczności.

Kamiński jak Stalin

Drugim obok Łączewskiego sędzią, który najostrzej krytykował metody CBA, był Igor Tuleya. W Sądzie Rejonowym Warszawa-Mokotów orzekał on w sprawie korupcji kardiochirurga Mirosława G. i w styczniu 2013 r. skazał go na rok więzienia w zawieszeniu i grzywnę za przyjęcie 17,5 tys. zł od pacjentów. Uzasadniając wyrok, sędzia nie zostawił jednak na CBA suchej nitki. – Nocne przesłuchania i zatrzymania. Budzi to skojarzenia nawet nie z latami 80., ale z metodami z lat 40. i 50., czasów największego stalinizmu – mówił Tuleya.

Jednocześnie Tuleya zapowiedział doniesienia do prokuratury na działania CBA. W czerwcu 2013 r. Prokuratura Okręgowa w Ostrołęce umorzyła śledztwo ws. składania fałszywych zeznań przez agenta CBA zaangażowanego w sprawę doktora G. Z kolei Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga odmówiła Tulei wszczęcia śledztwa w sprawie składania fałszywych zeznań przez świadków obciążających Mirosława G. Tuleya wysłał też Prokuraturze Okręgowej w Warszawie zawiadomienia o „rażących uchybieniach" organów ścigania w sprawie G. Prokuratura uznała, że nie doszło do naruszenia prawa.

W dodatku sąd wyższej instancji zakwestionował umorzenie przez Tuleyę dziewięciu zarzutów korupcyjnych wobec lekarza i nakazał sądowi rejonowemu ponowne ich zbadanie.

CBA nie udało się doprowadzić do skazania jednej z najgłośniejszych bohaterek swych operacji – byłej posłanki PO Beaty Sawickiej. Została zatrzymana w październiku 2007 r., krótko przed wyborami, po których PO odsunęła PiS od władzy. Kamiński wyszedł wówczas wyraźnie ze swojej roli, pokazując na konferencji materiały obciążające Sawicką i komentując: – Ta konferencja każe się zastanowić, na kogo oddać swój głos. Polacy sami wyciągną wnioski.

Po takiej deklaracji nie sposób było oddzielić sprawę Sawickiej od polityki. Posłowie PO przekonywali, że CBA polowało na ich koleżankę. Ona sama przekonywała, że padła ofiarą polowania CBA wymierzonego m.in. w Grzegorza Schetynę.

Sądu Okręgowego w Warszawie wersja Sawickiej nie przekonała i w maju 2012 r. skazał ją na trzy lata więzienia i grzywnę.

Rok później wyrok został zmieniony przez stołeczny Sąd Apelacyjny. Według sędziego Pawła Rysińskiego ustalenia sądu pierwszej instancji były prawidłowe, a posłanka przyjęła łapówkę od agentów CBA udających biznesmenów. Tyle że Sawicka uniknęła odpowiedzialności karnej, bo Sąd Apelacyjny uznał, że techniki operacyjne były niezgodne z prawem. Sędzia Rysiński oświadczył, że Sawicka jest winna, ale tylko moralnie. Wyrok jest prawomocny, bo kasacja prokuratury do Sądu Najwyższego rok temu została oddalona.

Walizka z pieniędzmi

Kamińskiemu nie udało się także zapakować za kratki małżeństwa Kwaśniewskich. To była jedna z najgłośniejszych operacji CBA – agenci próbowali dowieść, że Kwaśniewscy posiadają willę w Kazimierzu Dolnym na podstawioną osobę, ich przyjaciółkę Marię J. Ówczesny agent CBA Tomasz Kaczmarek latem 2009 r., podając się za biznesmena, złożył ofertę odkupienia domu za 3,1 mln zł – oficjalnie 1,6 mln zł plus dodatkowe 1,5 mln nielegalnie, w walizce. Gdyby walizka trafiła do Kwaśniewskich, byłby to dla CBA dowód, że to oni byli właścicielami willi i ukrywają dochody. Operacja zakończyła się fiaskiem, gdy syn Marii J. wyjął pieniądze z walizki, przygotowując je do wymiany w kantorze. Śledztwo w sprawie Kwaśniewskich zostało umorzone w 2010 r. Tyle że inne osoby zaangażowane w tę sprawę – w tym Maria J. i jej syn – zostały skazane za oszustwa podatkowe.

W minionym roku prokuratura chciała za tę operację postawić zarzuty Kamińskiemu. Ale – ponieważ jest posłem – musiał się na to zgodzić Sejm. Nie zgodził się, głosami m.in. grupy posłów PO. Uznali oni za wiarygodne informacje, które Kamiński przedstawił im na temat tej operacji podczas tajnego posiedzenia Sejmu.

Sejm nie pozwolił prokuraturze postawić zarzutów Kamińskiemu w jeszcze jednej głośnej sprawie. Chodziło o zatrzymanie w 2009 r. celebrytki Weroniki Marczuk wraz z prezesem Wydawnictw Naukowo-Technicznych Bogusławem Seredyńskim, podejrzewanych o korupcję podczas prywatyzacji WNT. Prokuratura początkowo postawiła im zarzuty, ale w 2011 r. wycofała się z nich. Oboje procesują się o odszkodowanie od Skarbu Państwa.

Jeśli oceniać działania CBA Kamińskiego przez pryzmat decyzji prokuratury i wyroki sądów, to okaże się, że poległ wcale nie na aferze gruntowej, nie na politykach i lekarzach – ale na celebrytce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA