fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Tomasz Krzyżak: Każdy może być świętym bez oficjalnego uznania

Tomasz Krzyżak
Fotorzepa
Czyny rotmistrza Witolda Pileckiego były wielkie. Być może faktycznie prowadził on świątobliwe życie. Ale nie każda świętość musi być orzeczona przez Kościół.

Od kilku lat Fundacja Paradis Judaeorum zabiega o rozpoczęcie procesu beatyfikacji rotmistrza Witolda Pileckiego. Listy w tej sprawie członkowie fundacji wysyłają do kolejnych papieży oraz polskich biskupów. Za każdym razem dostają odpowiedź, że decyzję o rozpoczęciu procesu może podjąć jedynie ordynariusz diecezji, na której terenie nastąpiła śmierć danej osoby. W przypadku rotmistrza Pileckiego – kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Ten jednak dwukrotnie odmówił.

Przedstawiciele fundacji nie kryją oburzenia. W internecie zamieszczają w tej sprawie listy protestacyjne. Argumentują, że warszawski kardynał odmawia wszczęcia procesu bez zapoznania się z przedłożoną mu dokumentacją. Wygląda to tak, jakby kardynał objął Pileckiego jakąś cenzurą.

Zostawmy jednak na boku żale i spróbujmy się zastanowić, czy Pilecki miałby jakiekolwiek szanse na to, by zostać najpierw Sługą Bożym, a potem błogosławionym.

Paradis Judaeorum w pismach do hierarchów zwraca uwagę przede wszystkim na gest Pileckiego, który dobrowolnie dał się zamknąć w Auschwitz, by opisać później sytuację w obozie. Dowodem świętości rotmistrza miałaby być również jego bohaterska śmierć z rąk komunistów, a także polecenie, jakie wydał na ostatnim widzeniu żonie, by czytała dzieciom książkę Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa".

Udowodnienie świętości Pileckiego na podstawie tych przesłanek byłoby jednak trudne, jeśli nie niemożliwe. Można zgodzić się z tym, że postawa rotmistrza ocierała się o heroizm, a jego śmierć nosi znamiona męczeństwa. Nie ma jednak podstaw do twierdzenia, że była to śmierć za wiarę. Rotmistrza nie zabito strzałem w głowę dlatego, że był wyznawcą Chrystusa, ale dlatego, że w opinii komunistów prowadził wrogą działalność przeciwko władzom PRL.

Można byłoby podjąć próbę doprowadzenia do beatyfikacji Pileckiego jako wyznawcy. Świętości w takim przypadku dowodzi się poprzez stwierdzenie praktyki cnót teologicznych i kardynalnych praktykowanych w stopniu heroicznym z miłości do Boga i człowieka.

Ale zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku za kandydatem na ołtarze musi iść tzw. sława świętości. Wokół jego osoby musi się roztaczać jakiś spontaniczny, niewywoływany sztucznie, stały i rozpowszechniony kult. Tymczasem kult religijny rotmistrza jest sztuczny – próbuje się go budować na portalach społecznościowych czy zamawianiem mszy w jego intencji. Polacy widzą w nim przede wszystkim wielkiego patriotę, bohatera, który poświęcał się dla ojczyzny. Dla wielu jest wzorem do naśladowania. I bardzo dobrze, bo to znaczy, że w ich opinii prowadził życie święte. Ale nie każda świętość musi być orzeczona przez Kościół. Najważniejsze, że wie o niej Bóg.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA