fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Ostre słowa Wójcika: zagrożona przyszłość Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN

Cezary Wójcik. Profesor PAN i SGH, były szef Biura ds. Integracji ze Strefą Euro NBP i członek Rady Makroekonomicznej przy Ministrze Finansów. Kierował pracami nad raportami NBP i MF na temat przyjęcia euro w Polsce.
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Cezary Wójcik, dyrektor Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN zaniepokojony o przyszłość placówki. W liście otwartym do społeczności naukowej i Polskiej Akademii Nauk apeluje o rozsądny wybór przyszłego prezesa PAN.
Rozstrzygnięcie ma nastąpić w najbliższych dniach. Jak zaznacza profesor – będzie wybór na jedno z dwóch najważniejszych stanowisk w polskiej nauce. - Wybór Prezesa PAN to decyzja mająca ogromne znaczenie dla kierunku, w jakim podążać ma polska nauka i moment, w którym konieczne jest rozważenie najważniejszych pytań o to, jakie wartości i zasady powinny obowiązywać w polskiej nauce i którymi powinien kierować się Prezes PAN – pisze we wstępie Wójcik.
Dodaje przy tym, że do napisania listu skłoniła go troska o dobro i rozwój PAN, w przekonaniu, że dobro polskiej nauki wymaga otwartej i odważnej dyskusji także o sprawach najtrudniejszych.
- Od półtora roku pełnię funkcję dyrektora Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN w Wydziale I Nauk Społecznych i Humanistycznych. Od tego czasu borykam się z problemami, które nigdy nie powinny się zdarzyć w PAN – zdradza. - Wszystko zaczęło się w pierwszych dniach urzędowania od skarg doktorantów. Okazało się, że w obrębie Wydziału stworzono strukturę organizacyjną, która funkcjonowała całkowicie niezgodnie z prawem. Tylko w moim Instytucie stwierdzono brak 120 uchwał, decyzji i zarządzeń, które zgodnie z polskim prawem były niezbędne do prawomocnego prowadzenia studiów – nie było nawet uchwalonych przez Radę Naukową programów studiów i uchwał dotyczących ich utworzenia, opiekunów naukowych, kierowników studiów. Kolejne analizy ujawniły dalsze nieprawidłowości: przyjęcia na studia doktoranckie bez stopnia magistra, wystawianie dokumentów, w których „ze względu na szczególne doświadczenie zawodowe" tworzono możliwość ukończenia studiów doktoranckich nawet w jeden semestr, brak ewidencji dyplomów oraz dokumentacji przebiegu studiów.
Przypomina przy tym, że niektórym kandydatom wystawiano dokumenty zaliczające na studiach doktoranckich oceny ze studiów licencjackich. Oferowano uzyskanie stopnia doktora z nauk o zarządzeniu, do czego Instytut nie miał uprawnień. W sposób nienależny pobierano fundusze na pomoc materialną. Obiecywano wspólne dyplomy z zagraniczną instytucją badawczą, która nic o tym nie wiedziała. Na studia doktoranckie przyjęto niemal 200 doktorantów, choć przy 20 pracowników samodzielnych nie ma możliwości zapewnienia im opieki, nie mówiąc już o stworzeniu relacji uczeń-mistrz.
Wójcik zaznacza, że w Instytucie brak było służb prawnych, wiec szybko zwrócił się do wiceprezesa nadzorującego Wydział I o przeprowadzenie audytu zewnętrznego. - Reakcją był ... brak reakcji - zdradza. - Przez wiele tygodni nie mogłem się doprosić o wszczęcie audytu. Pominąłem więc drogę służbową i wniosek skierowałem do Prezesa PAN, który audyt uruchomił. W jego wyniku prezes skierował zawiadomienie do Prokuratury, która następnie wszczęła śledztwo i je aktualnie prowadzi.
Profesor wyjaśnia przy tym, że studia generowały wielomilionowe wpływy, ale nic z nich nie zostało przekazane na rozwój Instytutu. Po audycie ujawniały się kolejne fakty, w tym przypadki czerpania korzyści majątkowych i zawierania nieuzasadnionych interesem Instytutu umów. Kilka osób – w tym trzech profesorów – w krótkim czasie zawarło pomiędzy sobą umowy na kwotę ponad 500 tys. złotych, których przedmiotem było opracowywanie różnego rodzaju wytycznych, sylabusów, programów, które nigdy nie były uchwalone przez Rade? Naukowa?. Niektóre umowy opiewały na kwoty dochodzące nawet do 50 tys. złotych za przygotowanie np. sylabusów do wykładów na 1/3 strony formatu A4, i które – notabene – nigdy nie zostały przeprowadzone. Zawierano umowy z członkami rodzin, w tym w taki sposób, że rodzic-profesor był osoba? odpowiedzialna? za odbiór dzieła od swojego dziecka. Część zadań badawczych realizowano niezgodnie prawem, w niektórych z nich część budżetu finansowała wydatki poza badawcze. Dotyczyło to dużych kwot, dochodzących do 400 tys. złotych rocznie, co przez kilka lat ich realizacji oznaczało wydatki dla Instytutu rzędu 2,5 mln złotych. Wszystkie te fakty są udokumentowane.
W jego ocenie w efekcie wieloletnich zaniedbań nastąpiła degradacja Instytutu. Na podstawie wyników za 2009-2012 nastąpiło obniżenie kategorii naukowej Instytutu, który w ten sposób znalazł się wśród 15 proc. najgorszych Instytutów PAN. Napływały skargi od doktorantów, powstała ogromna luka pokoleniowa. W Instytucie nie było praktycznie młodych naukowców poniżej 30 roku życia, bo przecież „brakowało" funduszy na ich zatrudnienie i wsparcie.
- Spadek efektów i jakości badań, problemy z dydaktyką oraz stale pogłębiająca się patologiczna sytuacja prawno-organizacyjna w Instytucie nie wywoływały żadnych oficjalnych reakcji – pisze profesor. - Przewodniczący Rady Naukowej nigdy nie wprowadzili po obrady Rady Naukowej stanowiska w sprawie istniejących nieprawidłowości. Jak później się okazało, co najmniej od 2010 r. Wiceprezes nadzorująca Instytut była informowana o nieprawidłowościach i nie podjęła żadnych działań w tej sprawie.
Dodaje, że od pierwszych dni urzędowania nie miał - i nie ma nadal – wątpliwości, że dla dobra Instytutu wszystkie te sprawy powinny być wyjaśnione. - Bardzo szybko okazało się jednak, że nie stwierdzane nieprawidłowości, ale ten kto je odkrywał stawał się największym problem, a zapewnienie „ciszy" wokół spraw Instytutu stawało się najwyższą wartością – stwierdza dalej. - Kiedy ujawniające się nadal po audycie zewnętrznym informacje o nieprawidłowościach przekazywałem drogą służbową do Wiceprezes słyszałem uwagi, że „(...) to jest robienie dziury w statku". Zamiast podjęcia działań wyjaśniających wobec osób odpowiedzialnych, to ja byłem publicznie piętnowany za odkrywanie tych faktów.
Zaznacza przy tym, że kiedy zmuszony był podejmować trudne decyzje personalne, w sytuacjach naprawdę uzasadnionych, decyzje te były podważane i traktowane jako naruszenie zasady solidarności środowiskowej.
- Kiedy konsekwentnie trzymałem się litery prawa, Wiceprezes wywierała na mnie presję na podejmowanie działań niezgodnych z prawem. W imię zapewnienia „ciszy" żądano ode mnie wypłaty środków z pomocy materialnej, które wedle decyzji MNiSW nie mogły być wypłacane i musiały zostać zwrócone do budżetu państwa - pisze. - Kiedy w celu odmłodzenia Instytutu zacząłem wprowadzać wymogi Ustawy o PAN, pracownicy którzy zatrudniani byli niezgodnie z ustawą – bez wymaganych konkursów, albo będąc na stanowisku adiunkta przez niemal 30 lat, pomimo że ustawa dopuszcza tylko 8 lat – znajdywali posłuch i ochronę w gabinetach osób nadzorujących. Nawet pracowników, którzy nie mieli żadnych publikacji, grantów, czy zajęć dydaktycznych nazywano aktywnymi pracownikami i wymagano przywrócenia do pracy.
Jak się historia zakończyła? Całość listu na stronie petycjeonline.com
Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA