fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

400 dzieci porywanych tygodniowo

AFP
USA szacują, że w Chinach co roku porywanych jest nawet 20 tys. dzieci, co daje zatrważającą średnią 400 dzieci tygodniowo.

Na takie niepokojące dane powołuje się niedawny raport brytyjskiej BBC. Porywanie i sprzedaż dzieci w Chinach jawi się znakomitym interesem, wszystko ze względu na konsekwencje tzw. polityki jednego dziecka.

Ponad 40 lat w Chinach wprowadzono ograniczenia w planowaniu rodzin. Chińczycy mogli pozwalać sobie na jednego potomka, kilka wyjątków jak przynależność do mniejszości etnicznych albo skomplikowana sytuacja rodzinna, były w stanie znieść zasadę dla konkretnych osób. Oficjalne statystyki informują o co najmniej 200 mln dzieci, które nie narodziły się dzięki rządowym zasadom, ale polityka jednego dziecka zamiast jedynie ograniczyć przeludnienie doprowadziła do szeregu problemów, z którymi obecnie musi zmagać się chińskie społeczeństwo.

Problemy społeczne

Dziewczynek jest zbyt mało, średnio na sto z nich przypada 115 młodych Chińczyków. Gdy państwo ograniczało liczbę dzieci do jednego, bardziej opłacalne było decydowanie się na syna. Rodzicom i dziadkom męski potomek gwarantował bezpieczniejszą przyszłość, ponieważ wiadomo było, że chłopak zarobi więcej niż dziewczynka. W kraju mówi się coraz częściej o kulturze singli, ponieważ przewaga Chińczyków nad Chinkami uniemożliwia skuteczne łączenie się w pary. Gospodarka nie może tym samym liczyć na dostatecznie wielu pracowników, którzy utrzymają ją na stabilnym poziomie, ponieważ nie dość, że obecnie nie ma komu pracować na wystarczającym poziomie, tym bardziej nie mogące się tworzyć rodziny nie zapewnią państwu kolejnych pracowników.

W krajowych mediach także pojawiają się sugestie, że rocznie może ginąć bez wieści wspominane 200 tys. dzieci. Policja odrzuca te statystyki i przyznaje, że rocznie można mówić o jedynie jednej dziesiątej tej liczby, porywanych dzieci, ale i dorosłych. Stowarzyszenie Pracowników Społecznych szacuje zaginięcia na poziomie 50 tys. osób rocznie. Jednym z głównych powodów uprowadzeń są nielegalne adopcje. Nie zawsze rodzi się syn, gdy się go bardzo chce, czasami los potrafi być dla chińskich realiów złośliwy podwójnie dając rodzinie dwie córki. Syna można wówczas kupić. Dziecko przeważnie pochodzić będzie z porwania.

Dramaty dzieci

Chłopczyka można także kupić sobie jako prywatną siłę roboczą. Takie przypadki w Chinach nie są rzadkością i co więcej coraz częściej rynek takich „usług" przenosi się nawet do internetu. Czasami wystarczy jedynie chwila nieuwagi ze strony rodziców, a dziecko znajduje się w rękach porywaczy. Państwo chce wprowadzić nowe prawo, kolejne usprawnienie regulacji poświęconych walce z nielegalnym rynkiem sprzedaży ludzi. Poszukiwanie śladów takich transakcji w sieci przypominać będzie walkę z wszechobecnymi podróbkami, z zalewem których zmaga się obecnie chiński rząd. W głównym serwisie e-handlowym, Alibabie, ponad dwa tysiące pracowników każdego dnia zajmuje się jedynie wyszukiwaniem ofert prowadzących do tych, którzy sprzedają towary udające oryginał. Podobne zespołu zostaną stworzone do wychwytania informacji o transakcjach z udziałem porywanych dzieci.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA