fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Samotność rewolucjonisty

Obecny papież jest solistą, popularnością cieszy się przede wszystkim na obrzeżach Kościoła i poza nim – uważa autor
AFP
Franciszek to przywódca bez armii. Czy brak wiernych bojowników papieskiej sprawy nie sprawi, że zostanie ona odesłana na śmietnik historii wraz z jego śmiercią? – zastanawia się publicysta.

Dwa lata pontyfikatu Franciszka pokazują, że Kościół przerodził się w teatr jednego aktora – papieża Bergoglia. Potwierdzają to światowe media, które śledzą każdy krok papieża, nagłaśniają jego wypowiedzi, ogłaszają go – jak „Time" w 2013 – Człowiekiem Roku. Franciszek ma tego świadomość i nie waha się użyć mediów do robienia szumu w zatęchłych murach kościelnych. Działa szybko, jakby przeczuwał, że nie może liczyć na długi pontyfikat ze względu na swój wiek – papież ma już 79 lat, i siły, które są przecież ograniczone. Jeśli więc chce odcisnąć swoje piętno na Kościele – a chce – musi zdjąć białe rękawiczki.

Zwykły duszpasterz

I tak właśnie – zdecydowanie – działa Franciszek. Przywołam tu kilka zmian, które – moim zdaniem – stały się znakiem firmowym tego pontyfikatu. Czy jednak są to zmiany na tyle silne i głębokie, by rzeczywiście doprowadziły do przeorania Kościoła?

Po pierwsze, Bergoglio odarł papiestwo z blichtru. Ta zmiana stylu papieża, który chce być zwykłym duszpasterzem, który dzwoni do swoich wiernych czy odwiedza ubogich w slamsach, podoba się wiernym. Tak rodzi się ludzka twarz papiestwa. „Biskup – powiada Bergoglio – nie może mieć psychiki księcia". A papiestwo, dodajmy, nie może kopiować monarchii.

Po drugie, Franciszek zmienił język nauczania. Nie jest to już, jak u Jana Pawła II, język dokumentów i prawa kanonicznego, nie jest to język teologicznych traktatów jak u Benedykta XVI, ale jest to język prostych opowieści o ludzkich dramatach bardzo konkretnie zakorzenionych w życiu człowieka.

Przykładowo, papież mówił do młodych: „Chcę, byście poszli na ulice robić raban. Chcę rabanu w waszych diecezjach. Chcę, żeby Kościół wyszedł na ulice. Żeby odrzucił ziemską powłokę, wygodę, klerykalizm, żebyśmy przestali zasklepiać się w sobie". Do kardynałów: „Światowe życie zamracza bardziej niż grappa na czczo". O swojej starości: „Zgorzknienie starca jest czymś najgorszym, to droga, z której nie ma powrotu". Jak widać, jest to język analogiczny do tego, którym skreślone zostały przypowieści z Ewangelii. Prostota języka jednak nie odbiera głębi przesłania.

Po trzecie, Franciszek chce Kościoła bardziej wspólnotowego, rozdyskutowanego i zdecentralizowanego, a nie Kościoła centralnie zarządzanego. Dlatego powołał grupę ośmiu kardynałów, tzw. G8, która pomaga mu zarządzać Watykanem. I z tego też powodu sam papież wciąż prowokuje ostre dyskusje – jak choćby tę na synodzie poświęconym rodzinie, gdzie na ostrzu noża postawiono kwestie udzielania komunii osobom rozwiedzionym – zamiast te dyskusje arbitralnie kończyć.

„Jeśli ktoś ma odpowiedzi na wszystkie pytania – mówi papież Bergoglio – oto dowód, że Bóg nie jest z nim. To dowód, że jest fałszywym prorokiem, który używa religii do swoich celów. Wielcy przewodnicy ludu Bożego, tacy jak Mojżesz, zawsze pozostawiali miejsce dla wątpliwości". Franciszek mógłby powtórzyć za Szymborską: pewność jest piękna, ale niepewność piękniejsza.

Po czwarte: papież daje do myślenia, szczególnie z polskiej perspektywy, że w jego nauczaniu kwestii związanych z tzw. teologią ciała jest jak na lekarstwo. Jak wiemy, sprawy te – od aborcji przez środki antykoncepcyjne po in vitro – były znakiem firmowym nauczania Jana Pawła II i Benedykta XVI. Zasadnicza oś sporu zaś kreślona była przez obu przywołanych papieży między „cywilizacją życia" a „cywilizacją śmierci".

Antyklerykał w Watykanie

Franciszek zmienia optykę. Bardziej niepokoją go nierówności społeczne, niesprawiedliwość i ubóstwo niż spory bioetyczne. Dziś konflikt rozgrywa się między cywilizacją chciwości a cywilizacją solidarności. Papież Bergoglio słusznie podkreśla, że Robotnik z Nazaretu zasadniczo mówił o biedzie i wykluczeniu, a nie o seksie. A zatem: dobre społeczeństwa poznaje się po tym, przekonuje papież, jak traktują najbiedniejszych. „Nie wolno nam tolerować kultury zbędnego – mówi papież. – Nikt nie jest zbędny. Wszyscy jesteśmy braćmi". Inaczej mówiąc: inny świat jest możliwy, gdy solidarność stanie się osią naszych braterskich relacji.

Po piąte, papież Bergoglio rozumie, że – by jego rewolucja, której istotą jest Kościół ubogi, mogła być wiarygodna – musi zacząć ją od siebie. I od swoich braci w kapłaństwie. Dziś Franciszek jest jednym z największych antyklerykałów w Kościele. Bo uważa, i słusznie, że najbardziej zatwardziałą grupą stojącą na drodze reformy w Kościele są... księża.

W ciągu dwóch lat Franciszek zapoczątkował zmiany, których celem jest budowanie Kościoła bardziej ubogiego i bardziej otwartego

Przykładem, jak bardzo papież krytycznie odnosi się do duchownych, jest słynna mowa wygłoszona do kardynałów Kurii Rzymskiej tuż przed Bożym Narodzeniem, w której Franciszek wymienił 16 grzechów duchownych. Ludzie Kościoła cierpią na patologię władzy, dotyka ich duchowy alzheimer, sprowadzają swoją posługę do biurokracji i księgowości, nie unikają „rozwiązłego życia". Gdybyśmy nie wiedzieli, że tak gorzkie słowa pod adresem księży padają z ust papieża, pomyślelibyśmy, że są to zarzuty zatwardziałego krytyka Kościoła.

Jeśli Franciszek decyduje się na tak ostrą krytykę duchowieństwa, to dlatego, że za dobrą monetę nie bierze frazy, którą wciąż próbuje się szantażować w Kościele krytycznych katolików: „Kościół jest matką. A matki się nie krytykuje". Jeśli widzisz zło, także w Kościele – zdaje się sądzić Franciszek – i nie reagujesz, stajesz się współsprawcą tego zła. Dlatego jeśli kochasz Kościół, krytykujesz go. Zachęcając tym samym do piętnowania patologii laikat.

W trakcie dwóch lat Franciszek przeprowadził lub zapoczątkował wiele zmian, których celem jest budowanie Kościoła bardziej ubogiego i bardziej otwartego. Czy jednak te zmiany mogą mieć rzeczywiście trwały charakter? Albo, parafrazując słynne powiedzenie Stalina: czy za papieżem Bergogliem stoją dywizje, które będą wcielały w życie jego rewolucję?

Przeczekać raban

Największą słabością pontyfikatu Franciszka jest to, że papież jest solistą. Nie stoją za nim ani kościelni tradycjonaliści, ani kościelni postępowcy, ani nawet jezuicki zakon, z którego pochodzi. Problem Bergoglia nie polega na tym, że papież ma problemy z popularnością na zewnątrz Kościoła, wśród katolików błądzących po manowcach, przedstawicieli innych religii czy ateistów, ale na tym, że nie ma szabel wewnątrz Kościoła, a ma za to znaczącą i zdyscyplinowaną opozycję.

Inaczej niż przykładowo Jan Paweł II. Papież Polak promował strategię nowej ewangelizacji, powierzając jej przeprowadzenie nowym ruchom, które nazywał wiosną w Kościele: Opus Dei, Focolari, Comunione e Liberazione, Neokatechumenatowi czy Legionowi Chrystusa. Benedykt XVI cieszył się z kolei poparciem całego skrzydła konserwatywnego i tradycjonalistycznego w Kościele. Papież Franciszek jest samotny.

Dlatego pojawiają się głosy zarówno w Rzymie, gdzie ostatnio rozmawiałem z watykanistami, jak i w Kościele nad Wisłą, które sprowadzają się do jednego słowa: „przeczekać". Należy, powiadają niektórzy księża, przeczekać pontyfikat Franciszka. To strategia tych, którzy są jawnymi lub ukrytymi oponentami rewolucji Bergoglia, a jego pontyfikat traktują jako wypadek przy pracy.

Jeśli więc rewolucja Franciszka nie zakorzeni się wśród laikatu, jeśli nie zejdzie na sam dół, do parafii, jeśli nie pojawią się szybko księża, którzy odważnie nawiążą do stylu duszpasterskiego papieża z Argentyny, to rzeczywiście metoda na przeczekanie będzie najlepszą strategią unieważnienia rabanu Bergoglia. A Kościół, który chwilowo na szczęście dla siebie zszedł z utartego szlaku, szybko – na swoje nieszczęście – do niego powróci.

Autor jest filozofem, teologiem i publicystą. Był szefem Instytutu Obywatelskiego (think tanku PO). Ostatnio opublikował: „Wariacje Tischnerowskie" (2012)

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA