fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Manify przyjmują męską perspektywę

materiały prasowe
Rozmowa z Pauliną Bednarz-Łuczewską, socjologiem z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie

Ulicami polskich miast przeszły wczoraj manify. W Warszawie panie zebrały się pod hasłem „Wszystkie jesteśmy u siebie". Pojawił się nawet transparent „Stop polonizacji kobiet". Kobiety mają prawo nie czuć się w Polsce jak u siebie?

Paulina Bednarz-Łuczewska: Oczywiście, wiele kobiet może czuć się tu nie u siebie. Ja też często tak się czuję w Polsce. Jednak gdybym się spotkała z paniami z manify, to okazałoby się, że stoją za tym inne przyczyny niż w ich przypadku. Po prostu płeć nie jest najlepszym wyznacznikiem interesu, o wiele większe znaczenie ma tutaj wiek czy klasa społeczna, a nawet to, z jakiej rodziny się pochodzi. Ponadto nie widzę powodów, dla których to szczególnie kobiety miałyby się czuć tu nie u siebie. A co z mężczyznami?

Kobiety nie mają wspólnych interesów?

Oczywiście feministki z manify uważają, że kobiety jak najbardziej mają wspólne interesy. Chodzi o stosunek do państwa czy w ogóle systemu ekonomicznego. Jednak feministki tę tezę stawiają w ramach dyskursu władzy. One walczą o pozycję kobiet. Różne są mierniki tej pozycji: różnica w płacach czy liczba kobiet na jakichś stanowiskach. Mnie te mierniki nie do końca interesują.

Dlaczego?

Kultury określa się czasem jako bardziej kobiece i bardziej męskie. Za kobiece uważa się te, które wycofują się z rywalizacji na rzecz współpracy, gdzie logika solidarności góruje nad logiką władzy. Rzeczywiście kobiety w Polsce bardzo często chcą funkcjonować w takiej kobiecej logice. I to właśnie pod tym względem mogą się czuć tu nie u siebie, bo u nas za jedynie obowiązującą uznawana jest logika rywalizacji. W końcu kapitał, często obcy, nie ma żadnego interesu w tym, by troszczyć się o to, jak nasz kraj będzie wyglądał za 100 lat.

Na manifach dostało się trochę temu kapitałowi, widać było np. transparenty przeciw umowom śmieciowym. Ale jeszcze mocniej dostało się Kościołowi.

Sytuacja paradoksalnie polega na tym, że Kościół jest jedną z nielicznych sił, która stawia opór bezdusznemu kapitalizmowi. Staje on w kontrze do bezustannej, nieludzkiej rywalizacji, opowiada się za zupełnie inną logiką stosunków międzyludzkich niż ta, w ramach której ludzie walczą wyłącznie o władzę. Jednak skrajnie lewicowy ruch postrzega katolicyzm jako swojego wroga, w końcu nauczanie Kościoła stoi w jawnej sprzeczności z wieloma zmianami, jakie ruch ten chce przeprowadzić.

—rozmawiał Michał Płociński

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA