fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Ukraińcy zbudują nasze PKB

AFP
Coraz więcej pracowników ze Wschodu ucieka przed wojną. Rośnie liczba chcących osiedlić się na stałe w Polsce.

Niemal co czwarty pracujący w Polsce Ukrainiec znalazł się w naszym kraju, bo uciekał przed wojną. Prawie 80 proc. pracujących u nas osób zza wschodniej granicy rozważa pozostanie w Polsce na stałe – wynika z raportu „Polska i Polacy w oczach pracowników z Ukrainy" opracowanego przez renomowaną agencję zatrudnienia OTTO.

– Zainteresowanie pracą w Polsce jest na Ukrainie tak duże, że otwieramy właśnie kolejne biuro pośrednictwa pracy, to działające w Kijowie nie jest w stanie wszystkich obsłużyć – mówi Joanna Przemyślańska-Włosek, współautorka raportu. Sporo chętnych jest także po wizy. – Ci Ukraińcy, którzy już dziś u nas pracują, musieli czekać na wizy średnio cztery–pięć miesięcy, bo takie są kolejki.

Dom nad Wisłą

Potwierdzają to także dane Ministerstwa Pracy dotyczące przyjazdów Ukraińców do pracy na tzw. oświadczenie. Z tych statystyk wynika, że w 2014 r. o pracę w Polsce oficjalnie ubiegało się niemal 373 tys. obywateli Ukrainy. To o ponad 155 tys. osób więcej niż w 2013 r.

76 proc. pracujących w Polsce Ukraińców rozważa pozostanie nad Wisłą na stałe

Przyjeżdżają z dwóch powodów. Niemal co trzeci pracujący w Polsce Ukrainiec przyznaje, że chce tu zarobić pieniądze. Prawie co czwarty ucieka przed wojną i kryzysem gospodarczym. – Wyjazd do pracy za zachodnią granicą to dla wielu z nich sposób na uratowanie życia. Na Ukrainie bardzo źle postrzega się tych mężczyzn, którzy nie wstąpili do wojska. A wielu z nich nie chce iść do armii narodowej, bo to zwykle oznacza dla nich śmierć lub ciężkie kalectwo – mówi Mirosław Bieniecki z Instytutu Studiów Migracyjnych i badacz Ukrainy.

Do niedawna Ukraińcy raczej nie traktowali Polski jako miejsca, w którym mogą się osiedlić na stałe. Przyjeżdżali tu pracować sezonowo, a jeszcze częściej, po uzyskaniu wizy wyjeżdżali do pracy do Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Teraz wielu Ukraińców zapewnia, że chętnie by się tu osiedliło. Z raportu OTTO wynika, że aż 76 proc. ankietowanych rozważa pozostanie w Polsce na stałe. Co dziesiąty już zdecydował, że chce tu zapuścić korzenie, a 8 proc. chce w naszym kraju pracować co najmniej kilka lat. Tylko 15 proc. twierdzi, że pozostanie tu do skończenia się ważności wizy.

Aż trzy czwarte Ukraińców uważa, że Polska jest otwarta na pracowników ze Wschodu. – Ukraińcy wiedzą, że jest tu dla nich miejsce. Słyszeli o przygotowanych obozach dla uchodźców oraz o tym, że stosunkowo łatwo jest tu znaleźć pracę – tłumaczy Bieniecki. – Poza tym od nas jest blisko na Ukrainę, gdzie zostawili domy i rodziny. W obliczu wojny ta bliskość terytorialna ma ogromne znaczenie.

39 proc. deklaruje, że w zasadzie już podjęło decyzję o pozostaniu w Polsce

W osiedlenie się Ukraińców nad Wisłą nie wierzy jednak prof. Krystyna Iglicka, demograf i wiceprezes Polski Razem. – Moim zdaniem Ukraińcy będą u nas dopóty, dopóki się nie zorientują, że jadąc do Niemiec, są w stanie zarobić za tę samą pracę znacznie więcej niż w Polsce. Emigrant, tak jak my wszyscy, kieruje się przede wszystkim rachunkiem ekonomicznym, a nasz kraj nie jest atrakcyjnym miejscem do życia ani dla Polaków, ani dla Ukraińców – wyjaśnia ekspertka.

Nie zabiorą nam pracy

Mimo wysokiego w Polsce poparcia dla Ukrainy coraz częściej pojawiają się głosy, że emigranci ze Wschodu odbierają Polakom pracę. W naszym kraju, jak pokazują ostatnie badania GUS, bez pracy jest 1,9 mln osób. – Z jednej strony mamy spore bezrobocie, z drugiej pracodawcy wielu branż nie mogą znaleźć pracowników, bo ci, którzy są dostępni albo nie mają odpowiednich kwalifikacji, albo się do takiej pracy nie garną. Dlatego trudno znaleźć powody, dla których nie mielibyśmy skorzystać z pracowników ukraińskich – mówi prof. Elżbieta Kryńska, ekonomistka z Uniwersytetu Łódzkiego.

Przemyślańska-Włosek zauważa, że przedsiębiorcy w Polsce potrzebują osób do pracy w produkcji, rolnictwie i budownictwie. – Najwięcej zapytań mamy o spawaczy, malarzy, elektryków i kierowców – zdradza. Czy brakuje Polaków z takimi kwalifikacjami? – Nawet jeśli są, to przedsiębiorcy narzekają, że są słabi, bo najlepsi wyjechali na budowy do Wielkiej Brytanii czy Niemiec – opowiada.

19 proc. z nich twierdzi, że są dyskryminowani na polskim rynku pracy

Kwestią też jest cena. Agencja OTTO płaci swoim pracownikom średnio 10,40 zł brutto za godzinę, czyli tyle, ile wynosi minimalna stawka. Polacy za takie pieniądze pracować zazwyczaj nie chcą.

Eksperci zwracają jednak uwagę na to, że imigrantów nie należy się bać. – Zawsze zaskakuje mnie ta ambiwalentność spojrzenia. Mówimy zwykle, że Polacy pracujący za granicą budują bogactwo i przyczyniają się do wzrostu PKB Wielkiej Brytanii czy Niemiec. Z kolei imigranci w Polsce zawsze mają zabierać nam pracę. A przecież oni też przyczyniają się do naszego wzrostu gospodarczego. Są przecież branże, które bez rąk z zagranicy by sobie nie poradziły – podkreśla prof. Kryńska. Dodaje też, że im więcej osób wyjeżdża z Polski, tym mniejszy jest popyt wewnętrzny. – Ukraińcy, żyjąc i pracując w Polsce, też robią tu zakupy. To kolejny powód, dla którego powinniśmy się na nich otworzyć – mówi Kryńska.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA