Edukacja

Maturalne wpadki

W badaniu CKE z 2008 r. okazało się, że przy ocenie arkuszy maturalnych z fizyki błędy popełniło aż 96 proc. sprawdzających
Fotorzepa, Krzysztof Łokaj
Z utajnionych badań wynika, że błędy przy sprawdzaniu matur robi nawet przeszło 90 proc. egzaminatorów.

Dokument, do którego dotarła „Rzeczpospolita", to raport z przeprowadzonego przez Centralną Komisję Egzaminacyjną (CKE) badania „Zgodność oceniania zadań otwartych przez egzaminatorów matury 2008 r.". Ma klauzulę „do użytku wewnętrznego". W badaniu CKE wzięło udział 22,5 tys. egzaminatorów, w tym przewodniczący komisji egzaminacyjnych oraz weryfikatorzy z całego kraju. Sprawdzali oni autentyczne rozwiązania zadań z matury. Wyniki są szokujące.

W przypadku języka polskiego z grupy 7,5 tys. egzaminatorów błędy w sprawdzanych arkuszach popełniło 46 proc., z czego 20 proc. dwa lub więcej. W jednostkowych przypadkach egzaminatorzy sprawdzający 12 zadań mylili się 10, 11, a nawet 12 razy. Jeszcze gorzej wypada język angielski, czyli najchętniej wybierany przez uczniów egzamin językowy, należący do grupy przedmiotów obowiązkowych. Spośród 5 tys. badanych egzaminatorów błędy popełniło aż 86 proc. z nich. Przeszło połowa więcej niż jeden. Jedno z zadań, które oceniało siedem elementów wiedzy, egzaminatorzy ocenili na 118 różnych sposobów.

W przypadku matematyki, która wtedy nie była jeszcze obowiązkowa na maturze, błędy w ocenie pracy popełniło 70 proc. egzaminatorów, z czego 50 proc. dwa lub więcej.

Najgorzej w tym zestawieniu wypada egzamin z fizyki, który bezbłędnie sprawdziło jedynie 4 proc. egzaminatorów, języka rosyjskiego, gdzie błędu nie popełniło tylko 8 proc. z nich, oraz WOS – bezbłędnie egzamin sprawdziło 9,5 proc. oceniających.

Przypomnijmy: w środę opisaliśmy wyniki kontroli NIK poświęconej egzaminom zewnętrznym, czyli m.in. maturze. Izba ustaliła, że co czwarta weryfikowana na wniosek ucznia praca okazała się błędnie sprawdzona. Błędy najczęściej dotyczyły matur oraz egzaminu zawodowego.

NIK zwróciła uwagę na to, że egzaminatorzy popełniający błędy nie ponosili żadnej odpowiedzialności oraz że nikt nie weryfikował jakości innych prac przez nich ocenianych. w raporcie pokontrolnym czytamy też, że na 63 pracowników merytorycznych zatrudnionych w CKE blisko połowa nie ukończyła żadnych specjalistycznych form dokształcania i doskonalenia z zakresu egzaminowania. Dotyczyło to także pięciu osób z kierownictwa CKE. Rzecznik NIK Paweł Biedziak uzupełniał, że odpowiedzialna za prowadzenie egzaminów Centralna Komisja Egzaminacyjna (CKE) nie miała nawet informacji dotyczących liczby prac poprawionych po ponownym sprawdzeniu.

Zdaniem NIK ponownie powinno sprawdzić się ok. 110 tys. prac z lat 2009–2013, które trafiły w ręce nierzetelnych oceniających.

NIK w swoim raporcie zwraca też uwagę, że choć eksperci wielokrotnie rekomendowali wprowadzenie zmian, które podniosłyby jakość pracy egzaminatorów, to z wyników kontroli obejmującej lata 2009–2014 nie wynika, że zostały one uwzględnione przez CKE.

Zapytaliśmy Katarzynę Hall, minister edukacji w latach 2007–2011, o to, czy znała wyniki badania przeprowadzonego przez CKE w 2008 roku i dlaczego nie zrobiono nic, by tę sytuację zmienić. Nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Marcin Smolik, szef CKE, twierdzi, że choć wahania w liczbie punktów przyznanych za poszczególne kryteria w ocenianych zadaniach występują, to niekoniecznie prowadzą one do błędu w ogólnej liczbie punktów. W jego ocenie niemożliwa jest sytuacja, w której „egzaminatorzy będą oceniali jak maszyny".

Dodaje jednak, że od tego roku do systemu egzaminów zewnętrznych zostanie wprowadzony dodatkowy mechanizm wyrywkowej weryfikacji punktów przyznanych przez egzaminatorów w komisjach okręgowych.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL