Publicystyka

Papież na marginesie

fot. archer10
Flickr
Musimy w Polsce zrozumieć, że historia Kościoła nie kończy się na Janie Pawle II. Nauczanie kościelne ulegało zmianom – pisze politolog i antropolog kultury.

Przyznam, że czytałem artykuł Dominika Zdorta („Rzeczpospolita" nr 49, 28 lutego - 1 marca) z rosnącą irytacją, czując, że czytam coś w zupełnie niezrozumiałym dla mnie języku. Nie mogę i nie potrafię się zgodzić na wyrażoną w nim ocenę pontyfikatu Franciszka, jestem przekonany, że podobne odczucia ma wielu wierzących i praktykujących polskich katolików. Przez ostatnie dwa lata stało się bowiem coś niezwykłego: nagle o Kościele zaczęto mówić dobrze. W rozmowach ze znajomymi, w opowieściach przy rodzinnym stole czy w wymianie zdań na przystanku, przestaliśmy mówić o Telewizji Trwam i krzyżu pod pałacem prezydenckim, zaczęliśmy dzielić się z nadzieją tym, co mówi Franciszek.

Truizmem jest stwierdzenie, że chrześcijaństwo rozpoznaje wśród wiernych różne charyzmaty. Podobnie jest wśród papieży. Po papieżu-filozofie i papieżu-teologu, nadszedł czas – a Kościół do wierzenia poddaje, że podczas konklawe działa Duch Święty - na papieża-duszpasterza. Nie na miejscu wydaje się stwierdzenie o antyintelektualnej postawie Franciszka: ciężko bowiem oceniać papieży po liczbie ich encyklik. A jeśli tak, to ani Jan Paweł II, ani Benedykt XVI nie dorównali Leonowi XIII, autorowi 85 takich dokumentów. Z jeszcze jednego powodu taka ocena jest niewłaściwa – polski Kościół, mimo wielu katolickich uczelni, niewiele wnosi intelektualnie do dzisiejszej dysput teologicznych. Bardzo było to widoczne, gdy czytało się listę osób zaproszonych do udziału w nadzwyczajnym Synodzie biskupów.

Wobec społecznego wykluczenia

Franciszek przynosi ze sobą doświadczenie, które Kościołowi Karola Wojtyły było obce. Doświadczenie prawicowej dyktatury, w trakcie której Kościół – wraz z ówczesnym ojcem Bergoglio - stanął po stronie oprawców, a nie ofiar. Warto przypomnieć, że była to dyktatura wyrafinowanie okrutna, a jednocześnie dyskretna. Nie bez przyczyny, opisujący zaginięcia młodych ludzi czy oddawanie ich dzieci do wychowania sprawcom tych zaginięć, porównywali ją do hitlerowskiej operacji „Nacht und Nebel". Trudno domniemywać jak w latach 70. zachowywał się ów argentyński jezuita, bo pamięć o tamtym czasie łatwo ulega zniekształceniom. Jedno jest pewne, tamto doświadczenie to coś, co ukształtowało przyszłego papieża. Wykształciło w nim tę wrażliwość, która w Polsce nie do końca jest rozumiana.

Symbolicznym wyrazem postawy Franciszka jest uznanie męczeństwa salwadorskiego hierarchy arcybiskupa Oscara Romero, ofiary innej prawicowej i hojnie wspieranej przez Stany Zjednoczone dyktatury, otwierające drogę do jego beatyfikacji i kanonizacji. Chociaż Jan Paweł II z uznaniem wyrażał się o tej postaci, nie zdecydował się nigdy na postawienie „kropki nad i" w tej sprawie.

Wrażliwość Franciszka to wrażliwość na społeczne wykluczenie, na tych wszystkich, którzy trafili na margines świata z powodu biedy, wieku, emigracji, wojny czy kalectwa, ale także z powodu niestandardowej sytuacji rodzinnej. W tym upatrywałbym źródeł papieskiego myślenia o rozwodnikach czy osobach homoseksualnych. Zadziwiająca, zwłaszcza dla włoskich polityków, była pierwsza wizyta nowego papieża na Lampedusie, wyspie do której przybijają łodzie afrykańskich uchodźców i dokoła której znajduje się ich wielkie cmentarzysko.

Na mszy 8 lipca 2013 r. papież mówił: „Nie jesteśmy już uważni wobec świata, w którym żyjemy, nie martwimy się (...) Bliźni przestał być mi ukochanym bratem lub siostrą, stał się kimś, kto zakłóca mi moje życie i moją wygodę". To papieskie napomnienie wyznacza kierunek nauczania obecnego pontyfikatu. Kim jest dla mnie mój bliźni? Gesty papieża przełamują utarte schematy, także te, które zapewniają komfort Kościołowi w Polsce. Papież myjący stopy więźniów i więźniarek to nie do pomyślenia dla tych, których interesują tylko przepisy prawa i ich zawiłe interpretacje.

Drugim z tematów stała się w papieskim nauczaniu etyka pracy, coś, co powinno być bliskie w ojczyźnie „Solidarności". Franciszek podważa pewnik, którym dla wielu stała się liberalna gospodarka z jej niewidzialnymi rękoma i brakiem darmowych obiadów. To też wynik obserwacji jej wynaturzeń, których szczególnie doświadczyła Ameryka Południowa. „Nie można mieć pieniądza za idola" - przestrzegał w ogarniętym bezrobociem Cagliari, we wrześniu 2013 r. i tę zasadę odnosił zarówno do życia społecznego, jak i do indywidualnego sumienia.

Dialog ponad teologią

Gdy przed nadzwyczajnym Synodem poświęconym rodzinie do Kościołów lokalnych została rozesłana ankieta, zadająca trudne pytania w tej kwestii, polscy biskupi popadli w konsternację. Co to znaczy konsultować się z laikatem? Wbrew odmienianemu przez przypadki słowu „dialog", kwestia otwartości Kościoła i w Kościele bardzo długo pozostawała tabu. Franciszek zachęca do dialogu: zarówno do dialogu z wiernymi, jak i wewnątrz hierarchicznego Kościoła: o nim właśnie mówił w przemówieniu otwierającym Synod. Od dawna, od czasów „aggiornamento", tyle w Kościele i o Kościele nie dyskutowano. Franciszek pokazuje, że nie ma się czego bać.

Ten dialog to także postawa Franciszka wobec innych wyznań chrześcijańskich i innych religii. Osobiście za piękną rzecz, zupełnie niedostrzeżoną w Polsce, uważam to, że w papieskiej encyklice (tak, tej jedynej!), znalazł się cytat z cadyka z Kocka. Dialog według Franciszka dzieje się ponad ustaleniami teologicznymi, opiera się na dążeniu do wspólnego dobra, na wybaczeniu i miłości. Taki dialog Franciszek potrafi na łamach gazety podjąć z jej redaktorem-ateistą. „W bliźnim zobaczyć ukochanego brata lub siostrę".

Nie jest prawdą, że Franciszek nie naucza. Kto się wsłucha w jego codzienne kazania z domu św. Marty albo wczyta w teksty papieskich homilii i przemówień, a nie ograniczy się jedynie do notatek z konferencji na pokładzie samolotu, uzyska bardzo klarowny przekaz tego pontyfikatu. Inna sprawa, że akurat w Polsce, wczytywanie się we Franciszka budzi lęk. Podobnie jak sama możliwość, że w Kościele zajdą jakieś zmiany.

Bo rzeczywiście Franciszek mocno piętnuje kościelne trwanie w samozachwycie, do czego nad Wisłą mamy sporą skłonność. Przemówienie do członków Kurii Rzymskiej wymieniająca ich wady przestała być cytowana, gdy na forach internetowych zaczęto ją wykorzystywać do wypunktowywania polskich biskupów i proboszczów. Także proste słowa papieża i jego proste gesty, choćby chrzest udzielony nieślubnemu dziecku, budzą wśród wiernych zachwyt, bo takiego Kościoła wciąż jeszcze nie doświadczyli. Charakterystyczne dla Franciszka jest to, że po wspomnianym spotkaniu z kurialistami, udał się z przedświąteczną wizytą do watykańskich pracowników, przepraszając ich w imieniu swoim i innych przełożonych szacownej instytucji.

Musimy w Polsce zrozumieć, że historia Kościoła nie kończy się na Janie Pawle II i że „Ecclesia semper reformanda". Nauczanie kościelne ulegało zmianom. Przychodziły kryzysy i wątpliwości, a potem pojawiały się postaci formatu św. Franciszka czy św. Faustyny, pozwalając na nowo odczytywać chrześcijaństwo. „Duch ożywia, litera zabija" (2 Kor 3,6): papież Franciszek proponuje Kościół opierać na dobrej nowinie i miłosierdziu dla każdego, a nie na procedurach i prawach, które część ludzi wykluczają. Nietrudno zauważyć, że to nic nowego: proste powtórzenie sporów, jakie syn cieśli z Nazaretu toczył z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie.

Wykorzystać szansę

Czy grozi nam schizma? Mam głębokie przekonanie, że w Polsce Franciszkowa wizja Kościoła jest bliższa większej liczbie osób niż to się wydaje w debacie publicznej, której ton nadają biskupi i media z nimi związane. Wbrew opinii Dominika Zdorta, wierni zauważają ten świeży powiew płynący z Domu św. Marty i tego samego zaczynają oczekiwać od polskiej hierarchii. Tylko od niej zależy to, czy wykorzysta ona szansę, jaką dał Kościołowi wybór Franciszka, czy też ją zaprzepaści, skazując polski Kościół na pełzającą laicyzację.

Autor jest politologiem, antropologiem kultury, autorem publikacji dotyczących praw człowieka w Ameryce Łacińskiej

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL