fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Inwestycje na rynku nieruchomości

Corran Resort and SPA
Barrasford and Bird
Miejsce postojowe i krzesełko na stadionie - to część niecodziennych inwestycji na rynku nieruchomości.

- Jak wynika z zapewnień firm oferujących takie rozwiązania, możliwe do osiągnięcia rentowności bywają niekiedy dwucyfrowe - podkreśla Bartosz Turek, analityk z Lion's Banku.

Analityk przypomina, że na rynku nieruchomości można inwestować na wiele sposobów. - Można kupić mieszkanie i liczyć na wzrost jego wartości lub zainwestować w jego wykończenie lub odświeżenie i wynająć - mówi Bartosz Turek. - To dwie najpopularniejsze formy lokowania kapitału na rynku nieruchomości. Na uwagę zasługują jednak także lokale użytkowe, biura, hotele, oraz ziemia budowlana czy rolna. Na inwestorów czeka też sporo niecodziennych propozycji.

Krzesło

- Pierwszą z propozycji jest nieruchomość, przy której powierzchnia nawet najmniejszej kawalerki wydaje się ogromna. Chodzi o prawo pierwszeństwa do wykorzystania krzesełka na stadionie, korcie tenisowym lub innym obiekcie goszczącym imprezy masowe - opowiada Bartosz Turek. - Filozofia inwestowania polega na tym, że prawo pierwszeństwa do krzesła daje możliwość odsprzedaży biletów fanom, którzy są w stanie zapłacić krocie za wstęp na koncerty i największe imprezy sportowe. W Polsce próżno szukać zwolenników takiego rozwiązania, ale na Zachodzie jest już traktowane poważnie - zapewnia analityk.

Dodaje, że zwroty z inwestycji mogą być spore. - Na przykład podczas finału Wimbledonu w 2013 roku najwyższa cena za dwa miejsca na trybunach wynosiła 83 tys. GBP. Dla porównania prawo pierwokupu biletów dla tych miejsc przez pięć lat kosztowało 55 tys. GBP - podaje Bartosz Turek, powołując się na doniesienia "Guardiana".

Podaje też inny przykład. - Prawo pierwokupu biletów na Wimbledon w latach 2011 – 2015 kupione za 27,75 tys. GBP sprzedano za 90 tys. GBP – wynika z danych dziennika "The Independent".

Jak jednak podkreśla Bartosz Turek, inwestycja nie jest pozbawiona ryzyka. - Z informacji opublikowanych na łamach amerykańskiego wydania miesięcznika "Forbes" wynika, że na prawie pierwszeństwa do zakupu biletów można także sporo stracić - przestrzega Bartosz Turek. - Miesięcznik przytacza przykład stadionu zespołu Dallas Cowboys (liga NFL) gdzie swoje prawo kupione za 100 tys. USD fan sprzedał na rynku wtórnym za 5 tys. USD - opowiada analityk.

Miejsce postojowe

- Kolejne rozwiązanie dotyczy inwestycji w coś większego i bardziej przyziemnego. Chodzi o miejsce postojowe, ale nie w garażu przed blokiem mieszkalnym, które za 200 czy 300 zł miesięcznie wynajmuje właściciel, ale na lotniskowym parkingu - mówi analityk Lion's Banku. - Plus jest taki, że zarządzaniem i rozliczaniem z najemcami zajmuje się zewnętrzna firma, a inwestor czeka tylko co miesiąc na wpłaty. Do tego Peter Butterworth z firmy Barrasford and Bird zachwala, że rentowność takiej inwestycji wynosi minimum 8 proc. (nawet do 12 proc. rocznie), a potrzebny do inwestycji kapitał opiewa na 20 tys. GBP (równowartość 112 tys. zł). Tak przynajmniej wynika z oferty prezentowanej przez wspomnianą firmę w przypadku lotniska w Glasgow - opowiada.

Część pokoju w hotelu

Analitycy Lion's Banku wskazują także na pokoje hotelowe. - Taki pokój właściciel wynajmuje operatorowi – firmie, która będzie zarządzać całym obiektem. W ten sposób inwestor w Polsce może liczyć na przychody na poziomie około 6-9 proc. wartości kupionej nieruchomości w skali roku - szacuje Bartosz Turek. - Tego rodzaju inwestycje stają się w Polsce coraz bardziej popularna, a pojedynczy pokój można kupić mając 200 – 300 tys. zł. Na Zachodzie dostępny jest dodatkowy wariant tego produktu inwestycyjnego. Często nie trzeba bowiem stawać się właścicielem całego pokoju, a jedynie udziału w nim – np. 1/5 lub 1/20. Dzięki temu obniżony jest próg wejścia, bo cena pojedynczego pokoju dzielona jest na większe grono inwestorów - tłumaczy analityk.

I podaje przykład - w luksusowym hotelu ze spa w Walii (Corran Resort and SPA) za pojedynczy apartament trzeba zapłacić ponad 450 tys. funtów, ale udział na poziomie 1/26 kosztuje 18 tys. funtów (równowartość około 100 tys. zł). - W zamian za to operator hotelu obiecuje wypłacać inwestorowi po 10 proc. tej kwoty rocznie przez dziesięć lat, a potem rentowność ma wzrosnąć do 12 proc. - opowiada Bartosz Turek. - Po pięciu latach można też skorzystać z opcji sprzedaży nieruchomości operatorowi za minimum 125 proc. pierwotnej ceny - informuje. Analityk zwraca jednak uwagę, że kupując pokój w takim obiekcie podejmuje się też ryzyko działalności hotelowej. - Inwestując za granicą trzeba pamiętać o ryzyku walutowym - przestrzega Turek.

Magazyn samoobsługowy

- Jeszcze mniejszym kapitałem trzeba dysponować, aby zainwestować na rynku samoobsługowych magazynów. Wejście na ten rynek w Polsce wymaga stworzenia magazynu od podstaw i zajęcia się całym biznesem od A do Z, ale na Zachodzie możliwy jest zakup nawet pojedynczego stanowiska magazynowego („boxu"), który jest zarządzany przez firmę zajmującą się całą sferą operacyjną biznesu - tłumaczy Bartosz Turek. - W takim wypadku inwestor po zakupie nieruchomości czeka jedynie na comiesięczne czy cokwartalne przelewy. Firma Capstone Investments oferuje magazyny w Wielkiej Brytanii, w przypadku których minimalny kapitał inwestycyjny to 3,75 tys. funtów (ok. 21 tys. zł), aby osiągać co roku od 8 do 12 proc. (rentowność z czasem rośnie) w formie przychodów z wynajmu.

Zakup spekulacyjny

- Znacznie bardziej ryzykowny niż wcześniej wspomniane niecodzienne sposoby inwestowania na rynku nieruchomości jest natomiast zakup spekulacyjny - mówi Bartosz Turek. - Polega on na nabyciu mieszkania na rynku pierwotnym, najlepiej tuż po tym, jak deweloper rozpocznie sprzedaż, np. w systemie 10/90. Polega on na tym, że 10 proc. wartości wpłaca się przy podpisaniu umowy przedwstępnej, a 90 proc. przy umowie ostatecznej. Inwestor nie dąży jednak do podpisania umowy ostatecznej, ale do dokonania cesji swoich praw do nabycia nieruchomości na innego nabywcę - tłumaczy analityk.

I podaje przykład: inwestor podpisuje umowę przedwstępną na lokal o wartości 500 tys. zł, wpłacając 50 tys. zł. - Gdyby udało się mu znaleźć kogoś, kto za tę nieruchomość byłby skłonny zapłacić 550 tys. zł, czyli o 10 proc. więcej, to możliwe byłoby zrealizowanie zysku na poziomie 100 proc. (przed potrąceniem kosztów) - wylicza Bartosz Turek. - Teoretycznie bowiem za wejście w buty pierwotnego nabywcy, który wpłacił już na konto dewelopera 50 tys. zł, wtórny nabywca skłonny jest zapłacić 100 tys. zł (50 tys. zł jako część ceny mieszkania i 50 tys. zł jako „odstępne").

Gdyby jednak cena nieruchomości nie wzrosła i dodatkowo inwestor nie znalazłby nabywcy na swoje prawo do zakupu lokalu, musiałby albo wpłacić brakujące 450 tys. zł i kupić mieszkanie, albo naraziłby się na utratę wpłaconego zadatku - tłumaczy analityk. - Inwestowanie w mieszkania w budowie na powyższych zasadach jest więc uzasadnione w okresach ożywienia na rynku bądź w początkowych etapach budowy.

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA