fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Telewizja

Nagi instynkt przetrwania - Cykl reportaży Discovery Channel

DISCOVERY CHANNEL
Cykl reportaży Discovery Channel pokazywany w Polsce jako „Nagi instynkt przetrwania" ma oryginalny tytuł właśnie „Nadzy i przerażeni" - pisze Jan Bończa-Szabłowski.

Program bije rekordy powodzenia w Ameryce, a i u nas wzbudza coraz większą ciekawość. To ekstremalne reality show, które wciąga, a czasem budzi grozę.

Dwójka nieznanych sobie ludzi, kobieta i mężczyzna, zostaje porzucona w odludnym miejscu Afryki, czy Ameryki Południowej, gdzie będzie narażona na [iekielne warunki klimatyczne. Pozostawieni sami sobie, bez jedzenia, wody i ubrania, muszą przeżyć 21 dni i dotrzeć do wyznaczonego przez organizatorów miejsca. Czy zdadzą się wyłącznie na swój instynkt w najbardziej nieprzyjaznych zakątkach świata?

Bohaterami odcinka „Terror w Tanzanii" są Kellie, 38-letnia „samotniczka" pragnąca udowodnić, że nie jest kurą domową oraz EJ, weteran z bródką, który uważa, że mężczyźni są bardziej logiczni od kobiet. Wiele czasu upłynie, nim nauczą się rozpalać ogień, a jeszcze więcej, zanim upolują coś do zjedzenia. On rani się w stopę, w ranę wdaje się infekcja, co sprawia, że „nie czuje się mężczyzną". Jej brakuje energii, być może dlatego, że wchodzi – jak mówi — w „tę część cyklu menstruacyjnego" i łatwo zbiera jej się na płacz.

W innym odcinku spotykamy parę dwudziestoparolatków. To Clint, piosenkarz country z brzuchem piwnym i Laura, zawodowo zajmująca się wypychaniem zwierząt. Z niebezpiecznej wyspy w Panamie chcą wydostać się na własnoręcznie zbudowanej tratwie. Tyle, że szybko przekonują się o towarzystwie głodnych rekinów.

Na początku uczestnicy „Nagiego instynktu przetrwania" mają poczucie wstydu, jakie ogarnęło Adama i Ewę w „Raju utraconym". Potem pryska przekonanie, że ta randka to miesiąc miodowy w Raju. To raczej męka na mokrej, rojącej się od owadów plaży, puszczy pełnej jadowitych węży. Nadzy Adam i Ewa XXI wieku liczą już tylko na to, by nie zacząć się otwarcie nienawidzić. A są ku temu sprzyjające okoliczności.

Jak bardzo boją się uczestnicy programu? W ustach narratora – jak zauważył amerykański dziennikarz Andrew Billen – każde zagrożenie przybiera rozmiary biblijnej klęski: „Nocą rajska wyspa ukazuje swoje mroczne oblicze: wilgotne piekło aż huczy od wszechobecnych owadów, z każdego zakątka wypełzają oślizgłe stworzenia". Uczestnicy sami się nakręcają, spodziewają się śmierci na skutek hipotermii, a każda przeszkoda dowodzi, że mają „przes... e" i że „znaleźli się w ciemnej d... ".

Uczestnicy programu są bardzo różni. Można powiedzieć, że od „prostych cieśli do profesorów uniwersyteckich". On zwykle cieszy się z perspektywy „wspólnych nocy", tłumacząc, że normalnie musi je poprzedzić co najmniej kilka randek. Ona ma nadzieję, że jej towarzysz okaże się „profesjonalistą" i nie będzie zwracał uwagi na jej nagość.

Towarzyszący uczestnikom prezenter Channel 5 Keith „Chipolata" Chegwin uważa, że występ w tym programie był najgorszym posunięciem w jego karierze. Ale wielu twierdzi coś całkiem innego. Ci, którzy zdecydowali się na ten radykalny krok, szukali nie tylko ekstremalnych doznań. Chcieli rozpocząć nowy etap życia. Jedna z uczestniczek przyznała że pragnęła przekonać się o sile swej miłości do męża, inna postanowiła sprawdzić, czy w małżeństwie przeżywającym kryzys bliski kontakt z innym mężczyzną nie będzie wystarczającą pokusą, by je zakończyć. Jeden ze śmiałków przyznał, że udział w programie miał podnieść mu samoocenę i zwrócić uwagę jego ukochanej, której nie miał śmiałości się oświadczyć.

Jeden z uczestników pokazywanego przed miesiącem odcinka oświadczył ze smutkiem, że gdy noga mu się poślizgnie i spadnie z mokrej skały do rzeki pełnej krokodyli to właściwie nikt po nim nie zapłacze. Chłopak był sierotą, wychowankiem domów dziecka, często zmieniał szkoły. Zgłosił się, by okiełznać swój trudny charakter. Po tym programie przewartościował spojrzenie na świat i ludzi i stał się pogodniejszy. Bardziej otwarty.

W kilku przypadkach bohaterowie programu pozostali ze sobą w przyjaźni, niektórzy zdecydowali się wręcz na bliższy związek z partnerem, z którym przebywali trzy tygodnie w niemal intymnych stosunkach. Ale były też inne konsekwencje: Dziewczyna pewnego „survivalowca" porzuciła go, mówiąc, że nie ma zamiaru zadawać się z ekshibicjonistą, który bez skrępowania kroczy nago na oczach milionów telewidzów.

Z tą nagością to akurat przesada. Jak nietrudno się przekonać, producenci zadbali, by części intymne bohaterów były komputerowo zamglone. Nagie są właściwie tylko pośladki. Ta producencka autocenzura wzbudza złośliwe komentarze. Ja natomiast zastanawiam się, jak przebiega współpraca między słaniającymi się z wycieńczenia bohaterami reportaży a ekipą telewizyjną, która dyskretnie towarzyszy ich poczynaniom i zwątpieniom. Oni zapewne zaopatrzeni są w prowiant, odpowiednie ubranie i stosowne leki. Czy spożywają posiłki na oczach bliźnich, tych nagich, przerażonych i mocno wygłodzonych? Takie zestawienie dwóch światów to byłby ciekawy temat na inny reportaż.

Uczestnicy może nie zaprzyjaźniają się na całe życie, ale za to stają się lepszymi wersjami samych siebie: EJ nie jest już tak pewny, że miejsce kobiety jest w domu; Laura już nie będzie myśleć, że jedzenie to coś oczywistego. I Taka dzicz to prawie jak klinika odwykowa. Moda na survival zrodziła się w USA w latach 60., w reakcji na zagrożenie wojną atomową. Klęski ekologiczne, ekonomiczne i zagrożenia terrorystyczne sprawiają, że popularność sztuki przetrwania nie słabnie.

Jan Bończa-Szabłowski

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA