Opinie

Ludzkie ciało – kotwica w czasie i przestrzeni

Reuters
Chrześcijanie oddają cześć zwłokom, bo szanują ludzkie ciało. Człowiek jest istotą złożoną z ducha i ciała. Pisał już o tym św. Tomasz z Akwinu w XIII wieku – mówi teolog w rozmowie z Tomaszem Terlikowskim
Rz: Ciało Jana Pawła II zostanie dzisiaj wystawione na widok publiczny. Zaskakuje ojca taka decyzja Benedykta XVI?
Nie. Bardzo mnie cieszy. To znak, że proces beatyfikacyjny idzie do przodu, i że za chwilę będziemy mieć do czynienia z beatyfikacją, a może nawet kanonizacją Jana Pawła II. W jaki sposób fakt wystawienia ciała zmarłego wiąże się z przekonaniem o jego świętości?
Wszyscy czekamy na zmartwychwstanie cielesne, które jest skutkiem zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, ostatecznego zwycięstwa nad śmiercią. Wystawienie ciała przypomina nam, że dar nowego życia w Chrystusie nie jest czymś abstrakcyjnym, dokonuje się zawsze w konkretnej historii. Przebóstwienie dotyczy życia osób z krwi i ciała, z których niektóre osobiście dane było nam poznać. Wiąże ono zatem wydarzenia z przeszłości z teraźniejszością, z naszym doświadczeniem... Widząc ciało Jana Pawła II, mamy więc szansę przypomnieć sobie przebytą przezeń drogę ku Bogu, w której olbrzymia część spośród nas jakoś uczestniczyła, choćby słuchając jego przemówień. Dlaczego chrześcijanie oddają cześć zwłokom? Bo szanują ludzkie ciało. Człowiek jest istotą złożoną z ducha i ciała. Pisał już o tym św. Tomasz z Akwinu w XIII wieku. A nie wymyślał nic nowego, artykułował tylko wiarę, której podstawą jest Biblia. Czym jest ludzkie ciało? Jest – jeśli można tak powiedzieć – miejscem ludzkiego doświadczenia, kotwicą w czasie i przestrzeni. Dzięki ciału każdy z nas jest tym oto człowiekiem, ma bardzo osobistą, intymną, jedyną w swoim rodzaju historię. Ciało pozwala nam zachować naszą tożsamość, która utkana jest z konkretnych relacji łączących nas z innymi. Dlatego tak ważny jest stosunek do ciała zmarłych. Społeczeństwo, które nie otacza zwłok szacunkiem, to społeczeństwo, które decyduje się na przyszłość bez tożsamości i historii. Wystawienie ciała ma więc być chrześcijańską lekcją stosunku do cielesności? Ma nas uczyć mądrego stosunku do własnego ciała, chroniąc z jednej strony przed pogańskim jego uwielbieniem, a z drugiej przed manichejską do niego nienawiścią. Ciało ani nie jest bogiem, jak chciałoby wielu współczesnych, ani też nie jest więzieniem duszy, jak przekonywali manichejczycy, platonicy czy neoplatonicy. Ma być świątynią, miejscem szczególnego spotkania z Bogiem. Z tego, co ojciec mówi, można wyciągnąć wniosek, że chrześcijanie są o wiele bardziej materialistycznie nastawieni niż materialiści. Dla tych ostatnich bowiem materia, a dokładniej cielesność, nie ma znaczenia sakralnego, a dla chrześcijan stanowi ona także miejsce działania Boga. Wystawienie ciała przypomina, że dar nowego życia w Chrystusie to nie abstrakcja, dokonuje się zawsze w konkretnej historii Tak przynajmniej być powinno. Chrześcijański stosunek do cielesności rozwijał się i zmieniał, czasem pozostawał pod wpływem nurtów manichejskich. Bez wątpienia jednak Biblia uczy nas, że ciało jest dobre i nosi w sobie odblask piękna Stwórcy, który powołał je do istnienia. Z tego względu nie wolno ludzkiego ciała zamieniać w produkt albo substrat, który dowolnie – bez uszanowania godności osoby, do której należy – może być przetwarzany. Czym dla chrześcijan jest ciało świętego, które wystawiane jest do publicznej czci? Czy to tylko pamiątka, przypomnienie czy też coś więcej? Żeby dobrze zrozumieć, czym są dla chrześcijan relikwie – bo o to przecież chodzi – trzeba cofnąć się do początków kultu ciał zmarłych, czyli do początków historii Kościoła. Pierwsi chrześcijanie szacunkiem otaczali zwłoki męczenników, zbierali ich szczątki z aren i przenosili w miejsca, gdzie później sprawowano Eucharystię, oczekując na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa. Dzięki obecności relikwii świętowanie Eucharystii otrzymywało eschatologiczne ukierunkowanie i historyczny wymiar. Ludzie oczekiwali bowiem na powtórne przyjście Pana wraz z tymi, którzy poprzedzili ich na drodze wiary, którzy złożyli najwyższą ofiarę, a jednocześnie byli bliscy wspólnocie, byli do niedawna jej częścią. Gdy z czasem powymierali ci, którzy osobiście znali otaczanych czcią świadków, zmieniła się nieco rola relikwii. Fizyczna ich obecność ma pogłębiać naszą świadomość, że odprawiając liturgię, nie jesteśmy sami: do modlącej się razem wspólnoty należy także jej część niewidzialna. Święta część. Na chrześcijańskim Wschodzie kult ciała zmarłych uważanych za świętych był dość ściśle powiązany z przekonaniem, że jeśli świętymi stali się oni sami, to także zmianie podlegała ich cielesność. Zwłoki świętego nie powinny się rozkładać, a ich nienaruszony stan jest niekiedy nawet dowodem przy prawosławnych wyniesieniach na ołtarze. Czy ślady podobnego myślenia można znaleźć na łacińskim Zachodzie? Każdy, kto był w kijowskiej Ławrze Peczerskiej, przeżył zapewne metafizyczny dreszcz, widząc tłumy całujące trumny ze zwłokami mnichów, którzy umarli wieki temu w opinii świętości. Dla człowieka Zachodu szacunek dla umarłego ciała wyraża się w bardziej powściągliwej formie. To samo można powiedzieć o stosunku do cielesnych dowodów świętości, o których często mówi się w przypadku prawosławia. Na Zachodzie ten wątek teologiczny jest obecny słabiej, ale nie jest jej obcy. Wystarczy przypomnieć kult relikwii czy opowieści o cudownym zapachu otaczającym zwłoki świętych. Są one przecież dowodem na to, że ludzie oczekiwali jakiegoś wyrazu świętości także na poziomie czysto materialnym. Oczekiwali czy doświadczali? Czy opowieści, o których ojciec wspomniał, to tylko legendy czy też świadectwa autentycznych zdarzeń? Nie da się dziś zweryfikować większości opowieści, do których się odwołujemy. Zdarzenia autentyczne, które zapewne legły u podstaw pierwszych przekazów, stały się toposem, wzorcem opowieści o świętych, chętnie powtarzanym przez hagiografów. Nie można jednak zakładać z góry, że wszystko to wymysły. Nie brak przecież i dziś świadectw nadzwyczajnych darów, które – jak choćby w wypadku ojca Pio – trudno wytłumaczyć, a których świadkami jest wciąż wiele żyjących wśród nas osób. O. Michał Paluch, dominikanin, jest teologiem dogmatycznym, wykładowcą Kolegium oo. Dominikanów w Krakowie, dyrektorem Instytutu Tomistycznego w Warszawie
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL