Styl życia

Burak na torturach

stockfood
O tym, dlaczego lubimy słodycze i jak ich nie jeść w nadmiarze - rozmowa z Agnieszką Sienkiewicz, dietetyczką z sieci Organic Farma Zdrowia
Rz: Słodzi pani kawę?
Agnieszka Sienkiewicz: Nie. A ja owszem. I lubię słodycze. Ilość słodyczy, jakie zjadamy, jest największa w historii naszej cywilizacji. Co z tego wynika?
Cukier można porównać do alkoholu i papierosów. Uzależnia psychicznie. Nasz mózg potrzebuje glukozy, która jest cukrem prostym. Złożone, jak skrobia czy celuloza rozkładają się w organizmie powoli i dostarczają energii na dłużej. A glukoza? Od razu przenika do krwi. Na to reaguje trzustka i wyrzuca insulinę. Wyrzut glukozy daje obniżenie jej poziomu we krwi. Mamy chwilowy przypływ energii, ale chcemy następnej porcji cukru. I tak w kółko. Jaka jest na to rada? Jeśli przyjmiemy węglowodany złożone, czyli produkty razowe i pełnoziarniste, cukier też zostanie organizmowi dostarczony, ale proces nie będzie gwałtowny. Trzustka pozostanie zrelaksowana i będzie działać jak należy. A my nie będziemy mieć napadów głodu i chęci sięgnięcia po coś słodkiego. To znaczy, że w ogóle nie powinniśmy jeść białego cukru? Wszystko jest dla ludzi, ale cukier jest dodawany do wszystkiego – do sosów, chleba, keczupu. Kupujemy to, co nam smakuje, a coraz częściej smakuje nam to, co jest posłodzone. Czyli mam czytać wszystkie etykiety, przestać kupować biały cukier i słodycze. To trudne. Proponuję metodę małych kroków. Nie jedzmy gotowych płatków śniadaniowych, ale sami je kupujmy i mieszajmy, dodajmy rodzynki czy suszone morele. Cukier powstaje z buraka. To przecież jest warzywo, a warzywa są zdrowe.Cukier jest najsmutniejszym produktem spożywczym. Burak cukrowy zostaje poddany całej serii męczenia chemicznego. Te tortury sprawiają, że cukier jest biały i czysty – tak jak lubimy. Taki cukier jest kwasotwórczy, podobnie jak mięso i nabiał, które także zakwaszają organizm. A to źle? Źle, bo w środowisku kwaśnym namnażają się bakterie wytwarzające toksyny. Lepszy jest cukier trzcinowy? Tak, ale nie rafinowany, tzn. niepoddany obróbce chemicznej. Jeśli cukier trzcinowy ma certyfikat ekologiczny, możemy być pewni, że kolejne etapy jego produkcji były prozdrowotne. Jakie inne substancje słodzące nie szkodzą? Ksylitol z drewna brzozy, lukrecja, czyli korzeń rośliny o tej nazwie, stewia, roślina o słodkich listkach. Mam w kuchni doniczkę ze stewią, dzieci urywają sobie po listku. W każdym jest tyle słodyczy, że wystarczy im za cukierki. Daktyle są słodkie, można je zmiksować i dodać trochę wody, używać do słodzenia. Dlaczego tak lubimy słodycze? Mózg chce energii i powstaje uzależnienie. Ale słodycze są pyszne. Smak słodki jest najbardziej pierwotny. Rodzice psują naturalny instynkt dzieci. Widzą, że dziecko lubi smak słodki, i wiążą to niepotrzebnie z cukrem. Smak słodki jest w warzywach korzeniowych: marchewce, pietruszce, selerze. Dziecko naprawdę się tym zadowoli. Reklamy wołają: zrób sobie przerwę, czas na chwilę przyjemności. Mamy kulturę batonika. Jak się bronić przed inwazją pokus płynącą z billboardów, telewizji, półek sklepowych? Nie walcząc, ale zwiększając ilość produktów pełnoziarnistych w diecie. Ochota na słodycze odejdzie, a poczucie nasycenia przyjdzie samo. Trzeba jeść makaron razowy, ryż brązowy, chleb razowy, np. esseński z kiełkowanego ziarna. Dawniej jadano rano kaszę. Jeśli zjadało się o poranku talerz kaszy jaglanej, to organizm nie wołał po dwóch godzinach o coś do jedzenia. Co jeszcze może pomóc? Sposób jedzenia. W makrobiotyce zaleca się przeżucie każdego kęsa 50 razy. Gryzienie jest bardzo ważne. Pełnoziarniste produkty trzeba dokładnie mieszać ze śliną, żeby potem zostały dobrze strawione w żołądku. Kto ma czas żuć 50 razy każdy kęs? No właśnie. Nie doceniamy wagi jedzenia. Zgodnie z zaleceniami makrobiotyki, gdy je się ziarno, powinno się myśleć o tym, jak rolnik uprawiał zboże. Jedzący ma wyobrażać sobie całą pracę, jaką trzeba było włożyć, żeby kasza znalazła się na stole. Po takim jedzeniu nikt nie sięgnie po batonik. Ostatnio na billboardach pojawiły się wściekłe ludzkie twarze ze zwierzęcymi ciałami. Po pierwsze: straszą małe dzieci. A po drugie przecież to jest reklama batonika, a nie horroru. Do czego się odwołuje? W pewnym sensie ludzie tak się czują. Parę godzin po posiłku dostajemy „wilczego głodu“, który musi zostać natychmiast zaspokojony. Ta reklama to działanie na naszą podświadomość. I pierwsze, co nam w takiej sytuacji przychodzi do głowy, to batonik? Sięgamy po to, co jest najłatwiej dostępne, źródło węglowodanów w postaci czegoś słodkiego. A może mamy potrzebę zjedzenia czegoś innego, tylko nie rozszyfrowujemy tego, o co organizmowi chodzi. A o co mu chodzi? Stosujmy klucz sezonowości. Teraz na przednówku warzywa się kończą, więc jedzmy garściami kiełki. Kiełki roślin strączkowych parzymy albo używamy do gotowania, resztę jemy na surowo. Lucerna jest fantastyczna dla kobiet, zwłaszcza w ciąży i karmiących. Kiełki to witaminowa bomba zdrowia. A batonik sprawi jedynie, że będziemy mieć ochotę na kolejnego.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL