fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Przedwyborcze bajania Hillary Clinton

AFP
Bohaterowie kampanii wyborczej są zmęczeni i popełniają błędy. Ostatnia wpadka Hillary Clinton pokazała, że brak jej doświadczenia w polityce zagranicznej
Zwykłe przejęzyczenie. Tak Hillary Clinton tłumaczy swoją wypowiedź z zeszłego tygodnia, która w ostatnich paru dniach wywołała kontrowersje w amerykańskich mediach.
Podczas wystąpienia w zeszłym tygodniu była pierwsza dama z przejęciem w głosie opowiedziała, jak podczas wizyty w Bośni w 1996 roku musiała po wyjściu z samolotu „kryć się pod snajperskim ostrzałem”. Bezlitośni dziennikarze odnaleźli jednak nagrania z tamtej wizyty, na których widać wyraźnie, jak uśmiechnięta pani Clinton całuje miejscowe dziecko podczas ceremonii powitania. – Mówię wiele rzeczy, miliony słów dziennie, więc jeśli się przejęzyczyłam, to zwyczajnie nie należy brać tych słów pod uwagę – wyjaśnia senator Clinton. I nie jest to wyjaśnienie całkowicie niedorzeczne. Po ponad roku niezwykle intensywnej kampanii i codziennych wystąpień w coraz to innym zakątku kraju kandydaci mają prawo czuć się zmęczeni.
Już wiosną ubiegłego roku Barackowi Obamie zdarzyło się tak zagalopować w krytyce nieudolnej polityki administracji, że tysiąckrotnie powiększył liczbę ofiar tornada w Kansas. – W Kansas wydarzyła się tragedia. Zginęło 10 tysięcy ludzi – stwierdził. Gdy doradcy przypomnieli mu, że w Kansas zginęło 12 osób, Obama przeprosił i wyjaśnił pomyłkę upałem panującym w sali. Zmęczeniem tłumaczył też swą niedawną gafę kandydat republikanów John McCain, który przed tygodniem kilkakrotnie pomylił szyitów z sunnitami. O ile w przypadku Obamy gafa miała niewielkie znaczenie, o tyle w przypadku McCaina czy Clinton, którzy opierają swe kampanie na doświadczeniu, ich pomyłki mogą okazać się kosztowne. Krytycy pani Clinton zauważają już, że jej twierdzenia o ogromnej przewadze doświadczenia nad Obamą są równie rozdmuchane jak opowieść o lądowaniu w Bośni. Jak twierdzi dawny przyjaciel Clintonów i były dyplomata Gregory Craig, obecnie doradca Obamy, nie ma powodu, by sądzić, że jako pierwsza dama Hillary Clinton odgrywała znaczącą rolę w kształtowaniu polityki zagranicznej administracji swego męża. Podczas wieców Clinton bardzo często w sposób dramatyczny i obrazowy opowiada o swym udziale w rozmowach pokojowych w Irlandii Północnej. Zdaniem byłego północnoirlandzkiego przywódcy lorda Davida Trimble te twierdzenia są „zwyczajnie głupie”. James Steinberg, który wówczas był zastępcą doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, twierdzi jednak, że nawiązanie „nici porozumienia” między kobietami stojącymi po obu stronach irlandzkiego konfliktu było jednym z istotnych elementów amerykańskiej strategii, a Hillary Clinton odgrywała w tym względzie „pewną rolę”. Podobne rozbieżności ocen dotyczą jej udziału w rozwiązaniu kryzysu uchodźców kosowskich w 1999 roku. Jak stwierdził w niedawnej analizie tygodnik „Time”, rola Clinton ograniczyła się wtedy do pomocy w ściągnięciu do Macedonii amerykańskich inwestorów i była małą częścią szerokiej ofensywy dyplomatycznej. Przez wiele miesięcy amerykańskie media bezkrytycznie przyjmowały twierdzenia Hillary Clinton o jej ogromnym doświadczeniu międzynarodowym. Teraz coraz częściej zadają sobie i opinii publicznej pytanie: czy osiem lat w roli pierwszej damy USA powinno się liczyć w życiorysie kandydata na prezydenta czy też nie? Obejrzyj: co mówiła Clinton, a jak to było naprawdę

Strona kampanii wyborczej Hillary Clinton:www.hillaryclinton.com

Strona kampanii wyborczej Hillary Clinton:www.hillaryclinton.com
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA