fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sieci opinii

Kozicka-Kołaczkowska: A Kościuszko patrzy z nieba

Anna Kozicka–Kołaczkowska
archiwum prywatne
Wielka to rzecz demokracja, zatem obecnie, po 25 (słownie: dwudziestu pięciu latach) od czerwcowych wyborów 1989, któż zabroni wolnym mediom upraszać o komentarze zasłużonych przez dziesięciolecia prelegentów.
Z całych sił trzymałam jeden róg koca. Pośrodku koca spoczywał złocony, gipsowy odlew jeźdźca na koniu. Jeździec nie miał już szabli i jednej stopy. Można go było zdjąć z konia. Zabawnie wtedy wyglądał, wciąż siedząc z szeroko rozstawionymi nogami. Bawiłam się nim podczas dziecięcych, tajemnych lustracji babcinych bibelotów, słuchania szumu egzotycznych muszli, czytania pamiątkowych widokówek i laurek, ostrożnego dotykania koniuszkiem języka przezroczystego krzyżyka z Wieliczki, żeby się przekonać, czy wciąż jest słony.
Pewnego lata uwielbiany przez dzieci, ekscentryczny wujek samowolnie zdecydował rozprawić się z nadgryzionym kiczem z babcinego saloniku. Mimo wujkowych kpin było mi szkoda gipsowego Kościuszki, a jednak nie protestowałam. Wujek ze śpiewem na ustach zaprowadził orszak w kąt posesji. Złoty Kościuszko i jego złoty wierzchowiec roztrzaskali się na betonowej płycie. Wówczas myślałam, że babcia jest tylko zła i obrażona. Dziś na to wspomnienie pęka mi serce na gipsowe, białe kawałeczki.
Była to replika pomnika Kościuszki z wawelskiego wzgórza. Jeszcze do niedawna Polakom potrzebna była pamięć o Kościuszce. Dla wyrażenia hołdu usypano mu w narodowym czynie społecznym ziemny kopiec. Namalowano i udostępniono do oglądania monumentalną Panoramę Racławicką. Kult Kościuszki jednoczył naród. Portrety i figurki Naczelnika były  popularną ozdobą polskich domów do połowy XX wieku. Już nie są. Teraz o Tadeuszu Kościuszce przypominają nam wizyty zza Oceanu.
Kościuszko był legendarnym generałem polskim i amerykańskim, przyjacielem prezydentów Stanów Zjednoczonych. Demokratą, który sfinansował wyzwolenie Afroamerykanów. Genialnym inżynierem, specjalistą od fortyfikacji, myślicielem, malarzem i kompozytorem, człowiekiem niezwykłej szlachetności.
W XIX wieku „Poloneza Kościuszki" – porozbiorową, pożegnalną, pieśń – przyrzeczenie znali niemal wszyscy Polacy. Śmiałe zapowiedzi jej słów zdawały się wówczas oczywiste. Dziś trudno znaleźć w internecie jedno, porządne jej wykonanie. Jakże bowiem nam, współczesnym, śpiewać takie strofy:
„Patrz, Kościuszko, na nas z nieba,
Jak w krwi wrogów będziem brodzić,
Twego miecza nam potrzeba,
By ojczyznę oswobodzić.
 
Wolność droga w białej szacie
Złotym skrzydłem w górę leci,
Na jej czole, patrzaj bracie,
Jak swobody gwiazdka świeci.
 
Oto jest wolności śpiew, śpiew, śpiew,
My za nią przelejem krew, krew, krew!
 
Kto powiedział, że Moskale
Są to bracia nas, Lechitów,
Temu pierwszy w łeb wypalę
Przed kościołem Karmelitów.
 
Kto nie uczuł w gnuśnym bycie
Naszych kajdan, praw zniewagi,
To, jak zdrajcy, wydrę życie
Na niemszczonych kościach Pragi.
 
Oto jest wolności śpiew, śpiew, śpiew,
My za nią przelejem krew, krew, krew! (...)"
 
Wielka to rzecz demokracja, zatem obecnie, po 25 (słownie: dwudziestu pięciu latach) od czerwcowych wyborów 1989, któż zabroni wolnym mediom upraszać o komentarze  zasłużonych przez dziesięciolecia prelegentów? Mamy przecież wolność.
„Ja nie należę do entuzjastów zapełnienia terytorium polskiego wojskami amerykańskimi" – wyznał z tej okazji towarzysz Oleksy w 45 (słownie: czterdzieści pięć) lat od swojego wstąpienia do PZPR (1969). Chodzi mu o „potraktowanie Rosji jako kraju europejskiego" i o to, że „ przyszłość, to Rosja demokratyczna, zmodernizowana i rozwijająca się we współpracy z Zachodem".
Fantazje Oleksego w ciepłym sosie pozytywów pod adresem generała i„z obrzydzeniem" wobec fotograficznych ekscesów podczas jego pochówku padły z odpowiednim namaszczeniem w programie „Polityczne graffiti" na tle pierwszych chwil wizyty prezydenta USA w Warszawie. Na koniec audycji uradowano widzów obietnicą następnego spotkania z Oleksym za tydzień. Zniecierpliwienie w oczekiwaniu na tę ucztę duchową osłodzono nam jednak miłosiernie już tego samego wieczoru. Oleksy, tym razem w TVP Info, znów mógł szafować swoją fantastyką.
Z okazji wizyty prezydenta USA TVP Info raczyło zresztą widzów, jak od dziesiątek lat, także przede wszystkim wywodami Longina Pastusiaka, stypendysty amerykańskiego od lat 50. XX wieku - w PZPR od 1961 - autora m.in. dzieła „Demokracja po amerykańsku? prześladowania Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych" z 1969 roku, a więc miejscowego amerykanisty już od dobrych 60 (słownie: sześćdziesięciu) lat.
Tak to się toczy. Da capo al fine – jak piszą w nutach. A Kościuszko patrzy z nieba.
Źródło: W Sieci Opinii
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA