fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Handel wolnym czasem

Rzeczpospolita
Co ma wspólnego koncern paliwowy z portretem, książka z gastronomią, a bank z malarstwem?
Korporacje coraz częściej wykorzystują je do promocji swojej marki i coraz częściej interesują się, co robimy w wolnym czasie. Organizują konkursy na obraz, portret, książkę, w których wziąć udział może każdy, a nie tylko klient z paragonem czy trzema kodami kreskowymi w garści. Ten zwyczaj powoli trafia również do Polski. Polega już nie tylko na sponsorowaniu wystaw, organizowaniu stypendiów dla młodych artystów czy organizowaniu konkursu na najlepsze hasło reklamowe lub zdjęcie z wakacji, ale na nagradzaniu twórczych zainteresowań, którym poświęcamy swój wolny czas.
– Problem polega na tym, że hobby to temat dość obcy dla Polaka. Nie jesteśmy społeczeństwem, w którym posiadanie go jest wartością – zauważa Wiesław Godzic z Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej. Czy dlatego, że tak dużo i ciężko pracujemy? Firmy coraz częściej interesują się, jak spędzamy wolny czas. Kompania Piwowarska zapytała Polaków, co robią w wolnym czasie. Aż 85 proc. badanych przyznało, że spędza go przed telewizorem lub komputerem. Czy dwóm brytyjskim firmom uda się to zmienić? Koncern gastronomiczny Whitbread, który od 40 lat organizuje jedną z najbardziej prestiżowych brytyjskich nagród literackich, chce w przyszłym roku ogłosić ją również w Polsce.
Udział w konkursie mogą wziąć nie tylko uznani czy początkujący pisarze, ale również amatorzy. W ubiegłym roku na tzw. krótkiej liście konkursu w Wielkiej Brytanii znalazła się powieść napisana przez listonoszkę. Laureatką zaś została szkocka aktorka kabaretowa Alison Luoise Kennedy, która otrzymała czek na 25 tys. funtów za powieść „Day” wybraną spośród 553 zgłoszonych książek. Przed kilkoma laty patronat nad konkursem objęła należąca do grupy Whitbread sieć barów kawowych Costa Coffee. Teraz otwiera ona swoje lokale w naszym kraju. – Decyzja o wprowadzeniu Costa Book Award do Polski jest bardzo świeża i jeszcze zastanawiamy się nad formułą – przyznaje Mark Kiston, szef marketingu Costa Coffee. Zapewnia, że zachowane będą podstawowe zasady: nie ma nominacji; w konkursie może wziąć udział każdy, kto napisał książkę. Prawdopodobnie kandydaci będą wyłaniani na lokalnych rynkach w tych krajach, gdzie działa kawowa sieć, a następnie ich książki będą tłumaczone na język angielski i uczestniczyć w konkursie Costa Book Awards. Z kolei BP wspólnie z brytyjską National Portrait Gallery od 27 lat zachęca do malowania portretów. W tym roku paliwowy koncern postanowił szerzej rozpowszechniać informacje o tym konkursie również w Polsce. – Udział w nim może wziąć każdy, kto ukończył 18 lat bez względu na to, czy jest znanym malarzem, studentem czy osobą, która maluje w wolnym czasie – mówi „Rz” Pim Baxter, dyrektor ds. komunikacji i rozwoju w NPG. W ostatnim roku na konkurs z zagranicy napłynęło 390 portretów, czyli jedna piąta wszystkich zgłoszeń. – Mamy też coraz więcej prac z twojego kraju. W minionym roku zgłosiło się sześć osób z Polski, to jest o pięć więcej niż rok wcześniej – tłumaczy. Co firmy mają z organizowania tego typu akcji, czy nie wystarczy im sponsorowanie wystaw i logo na okładce książki? – Na Zachodzie korporacje coraz częściej sprzedają swój wizerunek, a nie – tak jak w Polsce – produkt – mówi Piotr Czarnowski, szef agencji First PR. Wyjaśnia, że firmy chcą pokazywać, iż podejmują działania związane z tzw. społeczną odpowiedzialnością biznesu. Co mamy z tego konkursu? – Pokazujemy, że chcemy zrobić coś dla społeczeństwa, a nie jesteśmy jedynie firmą zainteresowaną zyskiem – wyjaśnia Mark Kiston z Costa Coffee. Dodaje: – Nasz konkurs ma też pokazać, że literatura może być dostępna dla każdego, tak jak nasza kawa. Wiesław Godzic widzi to trochę inaczej: – Walka w dzisiejszym świecie idzie o to, żeby związać przyszłego konsumenta taką nicią, by miał on szansę na realizację swoich aspiracji i pragnień, a jednocześnie był przekonany, że robi to samochcąc, bez nachalnego udziału marki – mówi profesor. Moi rozmówcy zauważają, że w Polsce szeroka popularyzacja kultury nie jest modna. Winna niewątpliwie jest skromniejsza zasobność portfeli Polaków w stosunku do mieszkańców Zachodu. – Nas bardziej interesuje, czy wystarczy nam do pierwszego lub gdzie będziemy się leczyć, gdy zachorujemy – tłumaczy Piotr Czarnowski. – Otwarte konkursy również kosztują drogo i dlatego firmy nie decydują się na nie zbyt często – dorzuca Paweł Trochimiuk, prezes agencji PR Partner of Promotion. Jednak większość firm działających w Polsce chętnie organizuje konkursy. Najczęściej robią to duże zagraniczne korporacje. Przyjmują jednak inną, co, należy podkreślić, nie oznacza gorszą, formułę. Ich ulubieńcami są najczęściej młodzi artyści lub naukowcy, którzy jeżeli lubią startować w konkursach, mają, w czym wybierać. Ubezpieczeniowa grupa Ergo Hestia właśnie rozstrzygnęła piątą już edycję konkursu organizowanego wśród uczniów szkół plastycznych. Nagrodą jest indeks Wydziału Malarstwa gdańskiej ASP. Dla finalistów firma organizuje też dwutygodniowe warsztaty plastyczne w Sopocie prowadzone przez wykładowców akademickich. Z kolei Deutsche Bank Polska jest współorganizatorem konkursu „Spojrzenia” dla młodych polskich twórców z nagrodą dla laureata w wysokości 10 tysięcy euro. Samsung Electronic Polska ma konkurs dla studentów i absolwentów wyższych uczelni artystycznych w naszym kraju. Pilsner Urquell zaś promuje swoją markę, organizując międzynarodowy konkurs fotograficzny, zarówno dla profesjonalistów jak i amatorów. Zwycięzca z pierwszej grupy otrzymuje czek na 10 tys. dol. Jednemu z amatorów zaś przyznawana jest nagroda „odkrycie roku” w wysokości 5 tys. dol. Otwartą formułę miał za to konkurs na obraz roku organizowany przez magazyn „Art & Business”, ostatni raz w 2005 roku. Wówczas zgłoszona została rekordowa liczba obrazów, bo ponad 2100. Zwycięzca otrzymywał czek na 100 tysięcy złotych. Przed dwoma laty jednak zmienił się właściciel tytułu. Związany z biznesmenem Mariuszem Świtalskim Instytut Promocji Kultury sp. z o.o sprzedał go firmie Rempex i konkurs zawieszono. – Cały czas szukamy fundatora, jednak w polskich warunkach bardzo trudno jest go znaleźć dla takiej nagrody – wyjaśnia Katarzyna Włodarska, redaktor naczelna „Art & Business”. – Firmy wolą organizować konkursy dla wybranej przez siebie grupy i częściej we własnym zakresie, bo tak jest taniej i bardziej skuteczne marketingowo – dodaje. Przyznaje też, że otwarta formuła konkursu spowodowała nagonkę części polskiego środowiska artystycznego. – Nie zdecydowaliśmy się jednak na zawężenie formuły. Konkurs miał być i był zabawą, która przy okazji popularyzuje sztukę – ucina. Malarze amatorzy cieszyli się ogromnie, gdy ich obraz trafił na listę 100 najlepszych. Obrazy prezentowane były w Internecie i tam też można było na nie głosować. Jurorzy pochodzili z zagranicznych środowisk artystycznych. Jednak na początku roku Kompania Piwowarska promując markę Lech (akcją „Kasa ważna na piątek”) postanowił wyrwać Polaków sprzed telewizora i komputera, oferując im możliwość wygrania pieniędzy na aktywny weekend. Wystarczyło wysłać SMS z kodem z kart plastikowych dołączanych do reklam. Wcześniej Kompania zbadała, jak spędzamy swój wolny czas. Okazało się, że jeżeli nie siedzimy przed telewizorem lub komputerem (85 proc. badanych), to wychodzimy do znajomych (40 proc.) lub do sklepów (15 proc.). Nieliczni oddają się zajęciom sportowym (co dziesiąty Polak) lub idą do kina, teatru czy na wystawę (co dwudziesty). W odpowiedziach w ogóle nie pojawia się hasło „rozwijam własne zainteresowania”. Czy barierą jest, co deklarujemy najczęściej, wyłącznie brak pieniędzy? – Poza hodowaniem gołębi na Śląsku czy wycieczkami wysokogórskimi rzadko wpisujemy coś rubryce hobby w swoich CV – mówi Wiesław Godzic. Uważa, że to, iż jesteśmy coraz bardziej zapracowanym i zabieganym społeczeństwem, to jedna sprawa, a to, że zazwyczaj nie potrafimy ciekawie spędzać wolnego czasu, to druga. Jego zdaniem niebezpieczne są też tendencje firm do wypełniania wolnego czasu swoich pracowników. – Coraz częściej obserwuję, że jeżeli już coś robimy poza pracą, to często z kolegami w pracy, wychodząc razem na basen czy do klubu wynajętego przez korporację – mówi profesor. – Takie ograniczanie zainteresowań jest fatalne dla psychologicznego rozwoju pracownika.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA