Świat

Bandera. Wzór dla Majdanu

Zainspirował rzeź przeszło 100 tysięcy Polaków na Wołyniu. Jest dziś największym bohaterem protestujących.
Korespondencja z Kijowa
Portret Stepana Bandery, założyciela Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i jej zbrojnego ramienia UPA, patrzy na protestujących spokojnym wzrokiem z ogromnego banneru ustawione zaraz po prawej stronie od głównej sceny na Majdanie Niepodległości. Mężczyzna w sile wieku jest przystojny, dobrze ubrany. „Zbudujesz ukraińskie państwo albo zginiesz w walce o nie" – głosi cytat z przemówienia przywódcy umieszczony pod zdjęciem.
Wokół stoją setki namiotów protestujących. Nad większością łopocą niebiesko-żółte flagi Ukrainy, ale są też czerwono-czarne flagi OUN, pod którymi w często okrutny sposób banderowcy mordowali Polaków w końcowych latach wojny. Podobnie jest w państwowych budynkach okupowanych przez manifestantów. Nad Salą Kolumnową kijowskiego ratusza także wisi ogromny portret Bandery. A drzwi prowadzące do kwatery Partii Swoboda na pierwszym piętrze Pałacu Październikowego zdobi stylizowany obraz żołnierzy UPA i napis: „Banderowska ziemia nieskorumpowanych". To bezpośrednie odwołanie do oligarchicznego ustroju dzisiejszej Ukrainy, gdzie nie da się czegokolwiek zrobić bez opłacenia się albo państwu, albo mafii. Na Majdanie co chwila ktoś krzyczy z zapałem: „Chwała Ukrainie!". Tłum niezmiennie odpowiada: „Bohaterom chwała!". A gdy pada hasło: „Chwała narodowi!", odpowiedź zgromadzonych jest jedna: „Śmierć wrogom!". Tyle że gdy właśnie takie hasła wymyślał Stepan Bandera, za wrogów poza Rosjanami uważał także Polaków. – Rozumiem złożoność skojarzeń, jakie wywołuje u Polaków Bandera. Ale dla nas jest on symbolem walki o niepodległość, poświęcenia życia dla ojczyzny. Polacy też czczą Piłsudskiego mimo pacyfikacji dokonywanych na Ukraińcach w okresie Drugiej Rzeczypospolitej. I czczą 27. Dywizję Wołyńską AK, mimo iż dokonywała mordów na naszych – mówi „Rz" Rusłan Zetyk, deputowany do Rady Najwyższej nacjonalistycznej partii Swoboda z Iwano-Frankiwska, przedwojennego Stanisławowa. – Bandera nie mógł używać innych niż radykalne metody, bo taka była wówczas Europa: faszyści we Włoszech, naziści w Niemczech, Stalin w Rosji. Ci, co próbowali budować wówczas liberalne ukraińskie organizacje, zginęli – dodaje. W Kijowie Bandera nie dla wszystkich jest jednak pozytywnym bohaterem. Zwolennicy Partii Regionów, których zwykle za pieniądze ściąga z całego kraju władza, swoich oponentów na Majdanie nazywają „banderowcami" z pogardą. – Na wschodzie Ukrainy Stepan Bandera uważany jest za zdrajcę, ale nie dlatego, że z jego inspiracji UPA mordowała Polaków i Żydów, tylko z powodu walk, jakie toczyła z Armią Czerwoną. Dla mieszkańców tamtych terenów nacjonaliści ukraińscy zadali w ten sposób cios w plecy tym, którzy wyzwalali kraj od faszystów. Polacy i Żydzi ich nie obchodzą – mówi „Rz" Andreas Umland, niemiecki historyk od lat mieszkający w Kijowie. Jego zdaniem w ukraińskich szkołach o rzezi wołyńskiej nikt nie uczy. Stąd łatwość, z jaką cały Majdan przyjmuje Banderę za swojego bohatera. W Pyzatej Chacie, pobliskiej popularnej restauracji, mogę się o tym przekonać osobiście. Anna Curkan, spotkana tu prawniczka, na pytanie, co sądzi o zamordowaniu 100 tys. Polaków, mówi bez wahania, że niczego takiego nie było. A przecież w tej płynnie mówiącej po angielsku i podziwiającej Polskę młodej kobiecie nie ma nic z nacjonalistki. – Zostawmy historykom ustalenie faktów, rozstrzygnięcie, ilu Ukraińców zamordowali Polacy, a ilu Polaków Ukraińcy  – radzi Rusłan Zetyk, tak jakby istnienie rzezi wołyńskiej wciąż było sprawą sporną dla naukowców. Budowanie kultu Bandery jest tym łatwiejsze, że to postać niejednoznaczna. – Był aresztowany już w 1941 r. przez nazistów i osadzony w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, więc nie mógł kierować bezpośrednio akcją mordowania Polaków, choć był jej inspiratorem. A fakt, że został zamordowany na emigracji w Monachium w 1959 przez KGB, dodaje mu dodatkowego blasku – wskazuje Umland. Popularność Bandery na Majdanie to jednak nie tylko efekt złożoności jego życiorysu i zwykłej niewiedzy. Ruch protestu rozpoczęli przede wszystkim działacze z zachodniej Ukrainy, gdzie pamięć o UPA była od lat czczona wyjątkowo. Choć w ostatnich wyborach do parlamentu Swoboda otrzymała tylko 10,4 proc. głosów, jej symbole na kijowskim placu Niepodległości widać wszędzie.  W ciągu dwóch miesięcy manifestacji zdołała przekonać do kultu Bandery także przyjezdnych z innych regionów Ukrainy. Konkurencyjnych bohaterów nie było. – Przychodzą do nas chłopcy z Doniecka, Ługańska, Kirowogradu. Wszyscy Banderę podziwiają  – mówi Rusłan Zetyk, który od wybuchu protestów pełni rolę komendanta Pałacu Październikowego. – Ukraińcy w zasadzie nie mieli swojego państwa do ?1991 r. Stąd taki deficyt bohaterów. Kto dla tych młodych ludzi może być wzorem? Szewczenko? – poezji nie czytają. Chmielnicki? – to zbyt odległe czasy. Pozostaje Bandera – uważa Umland. Protestów przeciwko kreowaniu Bandery na bohatera Majdanu zresztą nie słychać. W ostatnich dniach przyjeżdżało tu sporo polskich posłów. Ale publicznie żaden sprawy UPA nie podjął.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL