Media i internet

Kto się boi Internetu

Od dawna zapowiadana rewolucja w mediach dokonuje się na naszych oczach – pisze szef Omnicom Media Group
Pytanie o to, jak nowe technologie wpłyną na rynek mediów, pojawia się na każdej konferencji dotyczącej rozwoju tego rynku. Nie inaczej było na konferencji Media Trendy zorganizowanej przez Stowarzyszenie Agencji Reklamowych w Polsce z pomocą Harvard Business Review i miesięcznika „Press”. W jednej z dyskusji panelowych pod tytułem ”Co z tą prasą? Strategia wydawnictw w walce o czytelnika i reklamodawcę” brali udział prezesi głównych wydawnictw wydających prasę w Polsce: Piotr Niemczycki (Agora), Witold Woźniak (Bauer), Wiesław Podkański (Axel Springer), Tomasz Wróblewski (Polskapresse) i Zbigniew Bębenek (ZPR). W trakcie dyskusji prowadzący panel Grzegorz Kopacz („Press”) zadał pytanie, które zawsze na tego rodzaju spotkaniach prędzej czy później paść musi: „Kiedy Internet dogoni prasę?”. Pytanie to zdezaktualizowało się w ostatnich latach i w dobie konwergencji mediów jest niewłaściwe. Wszyscy dyskutanci wskazali na fakt, że wydawcy nie konkurują z Internetem, coraz częściej traktują nowe możliwości w mediach jako szansę dla prasy, a nie zagrożenie.
Główne tytuły prasowe przejawiają ostatnio wzmożoną aktywność w Internecie. Doświadczenia z rynków zachodnich wskazują, że nakłady gazet, które mają wydania internetowe, nie maleją. Zmora darmowej dystrybucji konkurencyjnych treści, która przez pierwsze lata męczyła wydawców prasy, zniknęła. Wydawcy szybko się zorientowali, że Internet nie tylko nie stanowi zagrożenia, wręcz odwrotnie, jest szansą na pozyskanie wpływów reklamowych, czytelników i często stanowi furtkę otwierającą drogę na inne rynki. Co więcej, mają oni w walce konkurencyjnej na polu interaktywnych technologii pozycję uprzywilejowaną. Internet bowiem jest w dużej mierze medium słowa czytanego uzupełnianym obrazem. Technologia dystrybucji treści w Internecie jest prosta, tania i dostępna.
Barierą wejścia na nowy rynek jest treść, zawartość, z angielskiego zwana kontentem. W nieograniczonym świecie Internetu ciekawa zawartość, szybkie newsy, fora, projekty społecznościowe to oferty, które są dla internautów atrakcyjne i to one właśnie determinują popularność danej strony. W pierwszych latach Internetu o popularności portalu w dużej mierze decydowała sprawność wyszukiwarki. Tę walkę bezapelacyjnie wygrał Google. Wszystkie główne portale posługują się tym narzędziem, a czasy, gdy wyszukiwanie treści w Internecie było ich głównym zadaniem, odeszły w przeszłość. Od tego momentu, posługując się językiem internautów, „kontent rządzi”, a na e-rynek wchodzą wszyscy, którzy mają możliwości dostarczania treści: przede wszystkim wydawcy prasy i stacje telewizyjne.Wydawcy traktują Internet, ale także komórki, papier elektroniczny (zwijanie, miękkie ekrany przyszłości) jako nowe formy dystrybucji tej samej lub podobnej treści. Skoro nowe kanały dotarcia do odbiorcy nie są konkurencyjne dla wydania papierowego, nie ma powodu się bronić przed Internetem. Widać, jak ewoluują portale zarządzane przez wydawców. Wszyscy startują z jednego punktu – internetowych wydań własnych gazet. Szybko jednak uzupełniają ofertę o multimedia. Prekursorem nowych trendów jest Agora, która nie tylko stawia na rozbudowę portalu, ale także intensywnie inwestuje w strony specjalistyczne. Agora w 2007 r. wystartowała z 40 nowymi projektami wąsko targetowanych e-projektów. Powszechnie sądzi się, że Internet wchodzi w kolejną fazę rozwoju. Początkowo był źródłem informacji z przeważającą funkcją wyszukiwania i czytania zawartych w nim nieograniczonych treści. Drugi etap, która właśnie mija, to dominacja funkcji utylitarnych w Internecie, która wykorzystywana jest w dużej mierze jako narzędzie wyszukiwania i zakupu towarów i usług. Trzecia faza to funkcja rozrywki i budowania społeczności. 10 mln użytkowników Naszej-Klasy jest najlepszym dowodem, że trend ten nie ominął polskiego rynku. Na świecie startują takie inicjatywy jak Hulu.com, czyli e-telewizja. Hulu jest portalem, który ma w większości bezpłatnie udostępniać treści będące własnością jego założycieli NBC i News Corp, ale także 50 innych spółek medialnych, w tym amerykańskich lig sportowych koszykówki i hokeja, wytwórni filmowych i sieci telewizji kablowych. Całość finansowana jest z reklam. Polskie stacje telewizyjne nie chcą przespać startu w wyścigu o dominujące miejsce w nowym kanale dystrybucji. Czołowe miejsce zajmuje tu TVN. Jestem pod wrażeniem sprawności, z jaką wykorzystuje nowe media, i możliwości konwergencji. To chyba najbardziej zaawansowana oferta rynkowa. Dwa przykłady rzucają się w oczy: ”Teraz my” i TVN 24. Internetowy serwis TVN 24 na pierwszej stronie publikuje materiały pozyskane od internautów. Świetna idea. Stacja wykorzystała pod nową nazwą (Kontakt24) stary pomysł Andrzeja Woyciechowskiego: czerwony telefon Radia Zet. Filmy i zdjęcia są technicznie słabe, ale to nie razi. Takie są media XXI w. Nie o doskonałość techniczną chodzi, lecz o szybkość informacji i autentyczność przekazu. Twórcy portalu świetnie wyczuli potrzebę sławy jako podstawowego motywu kierującego ludźmi gotowymi do wysłania zdjęć podpisanych własnym nazwiskiem. Gratuluję pomysłu i realizacji. Drugim przykładem jest „Teraz my”. Tu jednak wektor nie prowadzi z Internetu do telewizji, lecz z telewizji do Internetu. Telewizyjny show kończy się od paru odcinków nieodmiennie zaproszeniem do sieci na dalszy ciąg dyskusji. Wyobrażam sobie, że dziesiątki tysięcy widzów gotowe są z zaproszenia skorzystać. Niestety, realizacja internetowa przedsięwzięcia pozostawia dużo do życzenia. Z wielu możliwości Internetu autorzy internetowego wydania „Teraz my” nie skorzystali. Strona jest mało przejrzysta, trudno po niej nawigować. Nie wiadomo, gdzie znaleźć komentarze do materiałów wideo. Ciekawy merytorycznie blog Tomasza Siekielskiego jest, niestety, nieczytelny. Jasna czcionka skutecznie uniemożliwia czytanie. Nie widać dyskusji pod wpisem. Nie ma e-maila do autora. Wydaje się, że Onet, który jest partnerem TVN, traktuje to przedsięwzięcie po macoszemu.Brakuje na głównej stronie materiałów na prezentacje, do których zapraszają prowadzący. Nie ma na stronie „Teraz my” niczego, czego nie można zobaczyć w telewizji. Szkoda. O tym, że projekt strony „Teraz my” jest, delikatnie mówiąc, niedopracowany, świadczy fakt, iż trudno tę stronę znaleźć. W mediach XXI wieku nie chodzi o techniczną doskonałość, lecz o szybkość informacji i autentyczność przekazu Widać, że konwergencja to jednak duże wyzwanie dla mediów. Tam, gdzie inicjatywę mają ludzie z telewizyjnym („Teraz my”) doświadczeniem, strona internetowa przedsięwzięcia kuleje. Jak widać, znacznie łatwiej o konwergencji mówić na konferencjach, trudniej wprowadzić ją w życie. Ale nie mam wątpliwości, że i tak stanowią one jaskółki głębokiego procesu, który dotyka uczestników rynku mediowego. Zlewanie się mediów ze sobą jest przejawem procesu przekładania starych mediów na nową, cyfrową, interaktywną platformę komunikacyjną. Proces ten jest nieunikniony i gwałtownie przyspieszy wraz z cyfryzacją telewizji, startem telewizji w komórkach, upowszechnieniem się papieru elektronicznego i innymi nowinkami technicznymi, których wprowadzenie jest kwestią bardzo nieodległego czasu. Nie mam wątpliwości, że Internet wygra konkurencję z prasą zarówno o pieniądze reklamodawców, jak i o użytkowników oraz o udział w czasie, jaki poświęcają oni mediom. Wyprzedzi także telewizję, lecz jakie to będzie miało znaczenie, skoro nie stanowi dla starych mediów konkurencji, jest tylko nową, ciekawą formą dystrybucji.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL