fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

We Francji alkomat przetrwał trzy miesiące

Jędrzej Bielecki
Posiadanie alkomatu w samochodzie było już także obowiązkowe we Francji. Ale na krótko. Przepisy okazały się niemożliwe do egzekwowania.
Nowe regulacje wprowadził na kilka miesięcy przed wyborami starający się o reelekcję prezydent Nicolas Sarkozy. Chciał wyjść naprzeciw oburzeniu Francuzów na piratów drogowych. Ze statystyk policji wynika bowiem, że aż w 40 proc. wypadków śmiertelnych biorą udział kierowcy z niedozwoloną ilością alkoholu we krwi. Sondaże wskazywały wówczas, że aż 66 proc. Francuzów popiera obowiązek posiadania alkomatu w aucie.
Pałac Elizejski zadekretował, że od 1 lipca 2012 każdy kierowca będzie musiał mieć w samochodzie albo jednorazowy alkomat chemiczny, albo aparat wielokrotnego użytku. Jeśli policjant stwierdzi, że takowego nie ma, automatycznie nakłada na kierowcę 11 euro grzywny. W alkomaty miały być także wyposażone wszystkie bary, kluby i restauracje, w których są serwowane napoje z procentami. Raz uchwalone przepisy musiał już wprowadzić w życie następca Sarkozy'ego Francois Hollande, który wygrał wybory w maju 2012 r. Nie był tym zachwycony. Jednorazowych alkomatów zabrakło do tego stopnia, że urządzenie, które miało kosztować 1 euro, było do zdobycia za przynajmniej siedmiokrotnie wyższą cenę.
Jeśli kierowca alkomatu nie pokaże, mandatu nie zapłaci – Wydawało nam się, że jednorazowe alkomaty nie mają już przyszłości, zostaną zastąpione przez urządzenia wielokrotnego użytku. A tu nagle pojawił się rynek przynajmniej 100 mln potencjalnych klientów. Dzięki temu zatrudniliśmy do produkcji 1500 nowych pracowników  – cieszyła się dyrekcja Pelimex, jednego z nielicznych wytwórców tanich alkomatów we Francji. Stosowanie nowych przepisów nie ograniczało się bowiem tylko do Francuzów. Także wszyscy przejeżdżający przez Francję kierowcy zostali zobowiązani do posiadania urządzeń, które sprawdzą, czy kierujący nie ma więcej niż ?0,5 g. alkoholu w 1 litrze krwi. Ponieważ alkomaty miały spełnić francuskie normy przemysłowe, praktycznie były nie do zdobycia poza terenem Republiki. Stąd irytacja wielu organizacji motorowych w Europie, z których część wystosowała w tej sprawie oficjalnie listy do Francois Hollande'a. W końcu sam prezydent uznał, że regulacje zamiast przysparzać mu popularności, wywołują irytację kierowców, którzy są też przecież wyborcami. – Te przepisy nie są zbyt praktyczne, bo wielu sprawców wypadków jest świadomych, iż za dużo wypili przed tym, jak usiedli za kierownicą. Alkomat tu więc nic nie pomoże – stwierdził francuski przywódca. 9 października, a więc zaledwie trzy miesiące od wejścia w życie nowych przepisów, minister spraw wewnętrznych Manuel Valls zawiesił obowiązek posiadania alkomatów. Oficjalny powód: brak wystarczającej ilości urządzeń na rynku. Jednocześnie jednak Valls, dziś jeden z najbardziej popularnych francuskich polityków, nakazał Narodowej Radzie ds. Bezpieczeństwa Drogowego (CNSR) zbadanie, czy wymóg nałożony na prowadzących pojazdy w ogóle ma sens. W styczniu ubiegłego roku członkowie rady uznali, że nowa ustawa wcale nie poprawia bezpieczeństwa na drogach, a szef MSW zawiesił bezterminowo jej stosowanie. Ostatecznie państwo francuskie z całej sprawy wycofało się rakiem. Dziś policja „zaleca", aby alkomat znajdował się na wyposażeniu auta. Ale jeśli kierowca go nie pokaże, mandatu nie zapłaci.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA