fbTrack

Medycyna i zdrowie

Wzór na lotniskową epidemię

Za każdym razem, gdy na świecie pojawia się nowy wirus, naukowcy koncentrują się na pytaniach: skąd się wziął oraz gdzie i kiedy pojawią się zachorowania.
Fotorzepa, dp Dominik Pisarek
Europejscy specjaliści opracowali model przewidywania tempa ataku chorób zakaźnych. Kluczową rolę odgrywają w nim węzły komunikacyjne.
Za każdym razem, gdy na świecie pojawia się nowy wirus, naukowcy koncentrują się na pytaniach: skąd się wziął oraz gdzie i kiedy pojawią się zachorowania. Dla prób opanowania epidemii te informacje są najważniejsze – podkreślają Dirk Brockmann z Uniwersytetu Humboldta w Berlinie oraz Dirk Helbing z Politechniki Federalnej w Zurychu na łamach dzisiejszego wydania „Science".
– Dzięki naszej teorii możemy odtworzyć miejsce pochodzenia wirusa, obliczyć tempo rozwoju epidemii i oszacować, kiedy fala zachorowań dotrze do dowolnego miejsca – tłumaczy Brockmann. Badacze doszli do wniosku, że we współczesnym „połączonym" świecie odległości geograficzne straciły na znaczeniu.
– Z perspektywy niemieckiego lotniska we Frankfurcie inne metropolie, takie jak Londyn, Tokio czy Nowy Jork wcale nie są bardziej odległe niż miasta leżące na mapie znacznie bliżej – Lipsk czy Kolonia – wyjaśnia Brockmann. – Jeżeli przepływ pasażerów z miejsca A do miejsca B jest duży, to efektywna odległość między nimi jest w naszym modelu bardzo mała – dodaje Dirk Helbing. – Jedyne, co musieliśmy zrobić, to opracować formułę matematyczną opisującą to zjawisko. Badacze skonstruowali taki matematyczny model opierający się na „bliskości" kluczowych węzłów komunikacyjnych – przede wszystkim lotnisk. Swoją teorię sprawdzili, symulując epidemie dwóch chorób zakaźnych – SARS w 2003 roku oraz grypy H1N1 w 2009 roku. Okazało się, że ich model przewidział dość wiernie rozwój epidemii – lokalizację oraz czas kolejnych zachorowań. Zdaniem naukowców to może być doskonała broń dla lekarzy chcących kontrolować fale nowych zakażeń podobnie atakujących wirusów. – Wierzymy też, że nasz model pozwoli przewidzieć również inne podobne zjawiska, jak na przykład rozprzestrzenianie się wirusów komputerowych, informacji, nastrojów zbiorowych czy innych fenomenów związanych z sieciami społecznościowymi – przekonuje Dirk Helbing. Piotr Kościelniak, „Science"
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL