fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Problematyczna lista spółek

Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych postanowił utworzyć tzw. listę alertów. Mają się na niej znaleźć spółki, które nie spełniają określonych wymogów dotyczących kapitalizacji, ceny akcji (tzw. spółki groszowe) oraz odpowiedniego poziomu płynności.
Problem polega na tym, że „lista alertów”, jak sama nazwa wskazuje, kojarzy się nie najlepiej. Spółki tam wpisane mają być, zresztą tak do swojej koncepcji podchodził sam zarząd GPW, obarczone większym ryzykiem inwestycyjnym. Dla przeciętnego Kowalskiego wymiar tego pojęcia jest jasny: to spółki, którym grozi bankructwo albo przynajmniej wyraźne pogorszenie sytuacji finansowej. Tymczasem sprawa wcale nie jest taka prosta.Zarząd giełdy od pewnego czasu prowadzi politykę porządkowania głównego parkietu, czyli rynku regulowanego. I, moim przynajmniej zdaniem, ma to sens. Na giełdzie zaczęły się bowiem pojawiać spółki skrajnie małe albo obarczone nadzwyczajnym ryzykiem. Często i jedno, i drugie, w dodatku obrót ich walorami był prawie niemożliwy, bo dzienne obroty rzadko przekraczały kilka tysięcy złotych. Stąd koncepcja NewConnect, czyli rynku spółek małych, nowych, ryzykownych.
Problem jednak w tym, że zanim powstał NewConnect, sporo firm, które dziś nie spełniałyby kryteriów rynku regulowanego, na niego się dostało. Czy powinniśmy je za to karać albo na siłę zmuszać do przejścia na NewConnect? Bo z pewnością wpisanie na „listę alertów” jest swoistą karą, której najprościej jest uniknąć, przechodząc na NewConnect. W dodatku karzemy tych inwestorów, którzy w te spółki się zaangażowali. Najwięcej wątpliwości budzi kwestia płynności. Poziom 50 tys. zł wydaje się śmiesznie mały, ale kiedy prześledzimy fakty, okaże się, że takich obrotów często nie osiągają spółki o kapitalizacji powyżej 100 mln zł, o zdrowych fundamentach, którym nic nie grozi. Po prostu mają stabilny, często stosunkowo niewielki, akcjonariat. Nowe przepisy zmuszają firmy do większej aktywności, co w praktyce będzie oznaczało podniesienie kosztów obecności na rynku regulowanym. Być może będziemy obserwować jakieś dziwne ruchy walorów między głównymi akcjonariuszami albo wynajętymi „słupami”.
Porządkować parkiet z pewnością należy. Ale czy nie warto się jeszcze raz zastanowić nad warunkami wpisywania spółek na „listę alertów”? Może warto by odnosić ją tylko do firm nowych, które dopiero starają się o wejście na giełdę? Spółki, które debiutowały wcześniej, nie wiedziały o tego typu ograniczeniach, a wpisanie na listę czy przejście na NewConnect z pewnością stanowi ich degradację. A może przynajmniej wydłużyć okres przejściowy do czasu obowiązywania nowych przepisów? Marek Zuber, ekonomista Dexus Partners
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA