fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Ukraina poczeka jeszcze trzy lata?

Rosja kusi Ukrainę miliardami dolarów, projektami kosmicznymi, rakietowymi i atomowymi. Nie wiadomo, co jeszcze obiecał w sobotę Putin Janukowyczowi (zdjęcie z lipca)
AFP, Sergei Supinsky SERGEI SUPINSKY
Jerzy Haszczyński
Wiele wskazuje na to, że Ukraina nie podpisze pod koniec listopada umowy stowarzyszeniowej z UE.
Na dodatek zapowiada się również, że odpowiedzialność za to spadnie na Unię Europejską, a nie na wahającego się do ostatniej chwili prezydenta Wiktora Janukowycza.
Jeżeli do podpisania nie dojdzie na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie (28–29 listopada), to następna szansa na dokonanie przez Ukrainę wyboru geopolitycznego może się pojawić dopiero za trzy lata. Jeżeli w ogóle się jeszcze pojawi.
Taki scenariusz przewiduje Paweł Kowal, zaangażowany w sprawy ukraińskie poseł do Parlamentu Europejskiego. – Niektórzy twierdzą, że umowę można podpisać w każdej chwili po wileńskim szczycie. Teoretycznie tak, bo jest przygotowana, faktycznie nie – powiedział „Rz" Paweł Kowal, wskazując na przeszkody polityczne. W 2014 r. zmienią się władze instytucji unijnych i pojawi się wyłoniony w majowych wyborach nowy PE. Z kolei 2015 jest rokiem wyborów prezydenckich na Ukrainie.
Jeżeli temat wróci, to dopiero w połowie 2016 roku. To bardzo wiele straconego czasu. Nie mówiąc o tym, że 2016 rok to może być już inna epoka w myśleniu o UE.
– Bruksela na ostatniej prostej jest pasywna. Skoro interweniuje Putin, to po drugiej stronie powinien działać jakiś ważny polityk unijny. I sprawa powinna trafić do publicznej wiadomości. Unia musi przypomnieć swoją ofertę, która dotyczy przecież także zniesienia wiz. Trzeba wywierać presję na Janukowyczu i dawać mu szansę gry z ukraińską opinią publiczną – dodaje eurodeputowany Kowal.
Z ukraińską opinią publiczną dobrze sobie radzi Kreml. Rosja, która próbuje powstrzymać zbliżenie Ukrainy z Zachodem i wciągnąć ją do tworzonej przez siebie unii eurazjatyckiej, wystąpiła ostatnio z kuszącymi propozycjami.
Na dodatek w sobotę doszło to owianego tajemnicą spotkania Władimira Putina z Wiktorem Janukowyczem. Ukraińscy dziennikarze jeszcze w niedzielę nie byli pewni, czy Janukowycz w ogóle wyleciał do Rosji. W poniedziałek informację o „krótkiej roboczej wizycie" w Moskwie potwierdził rzecznik Kremla. Została ona zaplanowana zapewne kilka dni wcześniej. Było to już trzecie spotkanie obu przywódców w ostatnich tygodniach.
Nie wiadomo, co obiecywał w Moskwie sam Putin, ale wiadomo, co obiecuje Kijowowi jego otoczenie: projekty kosmiczne i rakietowe, braterska współpraca przy produkcji najnowocześniejszego sprzętu lotniczego, odnowienie sektora energetyki atomowej.
– Wszystko to warte dziesiątki miliardów dolarów. Wystarczy tylko nie podpisać umowy z UE – kusił Ukraińców Siergiej Głaziew, doradca Putina.
Unia, zamiast kusić ,przypomina, że Janukowycz musi spełnić jeszcze jeden warunek: wypuścić z więzienia liderkę opozycji Julię Tymoszenko. A ten warunek raczej już nie zostanie spełniony. Taką obawę wyraża w rozmowie z „Rz" najbardziej znany opozycyjny dziennikarz z Kijowa Witalij Portnikow.
Portnikow jest przekonany, że Janukowycz nie dokona żadnego wyboru strategicznego. Bo prowadzi grę w stylu prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki i już sam nie wie, kogo chce oszukać, od kogo dostać pieniądze, kogo rozliczyć. I jak napisał niedawno Portnikow, Janukowycz nie wie też, czy chce podpisać umowę z UE.
Europie pozostało już tylko kilka dni na grę o Kijów. W środę ma być przedstawione sprawozdanie wysłanników Parlamentu Europejskiego Aleksandra Kwaśniewskiego i Pata Coxa.
A 18 listopada zbiorą się szefowie dyplomacji państw UE. Wtedy ma zapaść decyzja, czy Unia jest gotowa do podpisania. Co nie znaczy, że gotowy będzie Janukowycz.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA