fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Polacy ciągle dają się robić w trąbę

Nawet głośna sprawa Amber Gold nie nauczyła Polaków, że propozycja szybkich i kolosalnych zysków powinna budzić nieufność.
KFP, Grzegorz Kosiorowski Grzegorz Kosiorowski
Grzegorz Byszewski
Janina Blikowska
Marek Kozubal
Mimo ostrzeżeń przed naciągaczami wciąż nie brakuje ofiar sprytnych ludzi o fatalnej reputacji.
Nie wyciągamy wniosków z afery Amber Gold. Nadal wielu Polaków daje się łatwo zrobić w trąbę przez oszustów finansowych.  Zdaniem ekspertów to efekt braku edukacji ekonomicznej i zaufania do instytucji finansowych. – Ufamy pseudoinwestorom, którzy obiecują złote góry – uważa dr Konrad Maj, psycholog społeczny ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.
Liczba przestępstw gospodarczych ciągle wzrasta. W poprzednim roku policja prowadziła  83 tys. takich postępowań, o 7,2 tys. więcej niż w 2011 r. Wzrasta m.in. liczba oszustw i  fałszerstw kryminalnych. Zwykle ich ofiarami stają się drobni ciułacze. Wpadają w sieć oszustów, którzy żerują na ich naiwności.

Ważne tylko logo

Mirosław G. przez pięć lat prowadził w Łodzi agencję finansową pod logo ING. W ofercie miał ubezpieczenia i kredyty hipoteczne. Zachęcał również klientów do zakładania lokat oprocentowanych na 7 proc., ale to robił już na własne konto, bo nie miał do tego prawa. – Proponowane przez niego produkty były korzystnie oprocentowane i do ich zakładania wykorzystywał druki towarzystwa ubezpieczeniowego. To miało potwierdzać jego wiarygodność – opowiada jeden ze śledczych.
W kwietniu Mirosław G. zamknął agencję i zniknął. ING Bank, z którym współpracował, powiadomił prokuraturę. W połowie czerwca mężczyzna sam zgłosił się do prokuratury, gdzie postawiono mu zarzuty oszustwa. Na razie jest podejrzany o oszukanie 44 osób na co najmniej 4 mln zł. Prokuratura przypuszcza jednak, że oszukanych może być znacznie więcej. G. trafił do aresztu.
Co się stało z pieniędzmi klientów? – Trafiały na jego konto bankowe. Część przeznaczył na spłacenie swoich długów – mówi Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury.
Marta Pokutycka-Mądrala, rzecznik ING Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie, przyznaje, że przedsiębiorca prowadził działalność agencyjną w imieniu spółki ING Usługi Finansowe na rzecz ING Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie, ale nie miał prawa do zakładania lokat.
Dlaczego ludzie powierzyli ogromne kwoty G.? – Mirosław G. prowadził agencję finansową, a poszkodowani go znali i mu ufali. Część osób wcześniej inwestowała u niego pieniądze – mówi Kopania.

Megazysk

63-letnia Małgorzata L., emerytowana przedszkolanka z Pomorza, usłyszała wyrok pięć i pół roku więzienia za przywłaszczenie prawie 2 mln zł. Pomysł na biznes zrodził się w jej głowie na zjeździe absolwentów swojej szkoły. – Zobaczyła wtedy, że wielu znajomych zrobiło kariery, dorobiło się majątków. Pozazdrościła im – opowiada Kopania. Kobieta oświadczyła więc, że jest profesorem matematyki na niemieckim uniwersytecie i współpracuje z NASA. Pochwaliła się rozległymi znajomościami w niemieckich bankach, dzięki czemu może korzystnie inwestować pieniądze. Zarzuciła haczyk, na który na początku złapali się jej znajomi. Zaczęli powierzać jej pieniądze. I tak np. Polak mieszkający w Australii dał jej 716 tys. zł. Pieniądze miały trafić do funduszy inwestujących w infrastrukturę sportową. Obiecywała zyski od kilkudziesięciu do nawet 200 proc. rocznie.
Początkowo płaciła odsetki, dlatego jedni inwestorzy polecali ją innym. Potem ślad po pieniądzach zaginął. Po zatrzymaniu przez policję okazało się, że wydawała pieniądze na luksusowe wycieczki.
Dlaczego ludzi dali się oszukać przedszkolance? Z jednej strony – jak twierdzą śledczy – przez zwykłą chciwość. – Z drugiej mieli do niej zaufanie. Uchodziła za osobę majętną, o rozległych znajomościach – zauważa prokurator  Kopania.
Piotr O. pochodzi z Biłgoraja, jest elektroradiologiem. Pod koniec lat. 90 został skazany na półtora roku więzienia w zawieszeniu za wyłudzenie 22 tys. zł z banku w Lublinie na podstawie sfałszowanych czeków. Potem w jednym z niemieckich banków zrealizował fałszywy czek na 4 mln marek, za co trafił do więzienia. Gdy wyszedł zza krat, przeniósł się do Wielkiej Brytanii. Tam poznał jednego z byłych piłkarzy Evertonu, którego firmy obracały pieniędzmi bogatych osób, przelewając je wiele razy przez różne konta i zarabiając na wielokrotnym oprocentowaniu tych samych kwot. Piotr O. zaczął stosować podobny mechanizm. W 2002 r. dotarł do brazylijskiego piłkarza Romario, który grał m.in. w Barcelonie. Obiecał ulokowanie pieniędzy tak, aby zyski sięgnęły 50 proc. Romario przelał 4,85 mln dol. na prywatne konto Piotra O. Pieniądze zniknęły z konta.
Sprawa trafiła do prokuratury. Piotr O. został aresztowany pod zarzutem oszustwa i prania brudnych pieniędzy. Łącznie – jak wyliczyła prokuratura – przywłaszczył ponad 40 mln zł od przedsiębiorców i firm.
W jego willi śledczy znaleźli m.in. kopie papierów wartościowych opiewających na setki milionów dolarów, a także korespondencję świadczącą o jego międzynarodowych kontaktach. O. podawał się za wybitnego finansistę, lekarza albo arystokratę. Chwalił się, że ma m.in. obywatelstwo Watykanu.
Za te wyłudzenia kilka lat przesiedział w więzieniu.
Na wolność wyszedł w 2009 r. i natychmiast nawiązał kontakt z przedsiębiorcami. – Te osoby wierzyły, że kara to pomyłka. Widziały w nim geniusza finansowego – mówi śledczy.
Mężczyzna obiecywał nisko oprocentowane kredyty dla firm. Gdy biznesmeni nabierali do niego zaufania, prosił ich o pożyczki dla siebie. W ten sposób wyłudził od nich 2,7 mln zł, dodatkowo 2,5 mln zł z jednego z banków.

Komu ufamy?

Każdy może sam inwestować w zagraniczne akcje czy fundusze, a nie powierzać pieniędzy osobom o niepewnej reputacji.
Jak informuje Roman Przasnyski z Open Finance, mogą to robić za pośrednictwem biur maklerskich czy platform internetowych. Psycholog społeczny dr Konrad Maj zauważa jednak, że Polacy wciąż mają nieufność do sektora bankowego czy giełdy.
– Znacznie większe zaufanie mają do znajomych. Dla wielu osób sprawy związane z inwestowaniem pieniędzy są cały czas bardzo skomplikowane, nie rozumieją, na czym polega fundusz inwestycyjny czy giełda. Wolą spotkanie twarzą w twarz i proste dogadanie się niż podpisywanie wielostronicowych umów – dodaje psycholog.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA