fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Kwaśniewski europosłem?

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Oprócz byłego prezydenta o mandat w Brukseli chce walczyć były wicepremier Andrzej Lepper
Choć nie wiadomo jeszcze, kiedy dokładnie odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego i na jakich zasadach będziemy wybierać europosłów, partie zaczęły już przygotowania. Kto chce bowiem zgarnąć najwięcej z 54 miejsc przyznanych Polakom w głosowaniu, które prawdopodobnie odbędzie się w połowie przyszłego roku, już musi się zastanawiać nad strategią. Wiele zależy od tego, kto znajdzie się na wyborczych listach. Politycy nie chcą na razie wymieniać nazwisk kandydatów, ale wiadomo, że wstępne przymiarki trwają.
– Na razie myślimy jedynie o procedurze wyboru kandydatów – mówi Grzegorz Dolniak, wiceszef Klubu PO. Partia Tuska proponuje poważne zmiany w europejskiej ordynacji wyborczej, m.in. wprowadzenie jednego okręgu wyborczego w całym kraju. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że na miejsca na liście PO mogą liczyć np. minister nauki Barbara Kudrycka czy szef MON Bogdan Klich, którzy do rządu przyszli właśnie z PE. Obietnicę taką miał im złożyć Donald Tusk, co oni traktują zresztą jak polisę ubezpieczeniową na wypadek, gdyby ich misja w gabinecie miała się zakończyć niepowodzeniem. Możliwe, że gdy przejdą propozycje PO zmian w ordynacji, liderem listy zostanie były premier Jerzy Buzek.
Lewica na taki wypadek skorzysta z byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. – Dla nikogo nie jest tajemnicą, że taki lider może mocno pociągnąć listę w górę – przyznaje jeden z polityków lewicy. Dodaje jednak, że o innych kandydaturach na razie trudno mówić. Głównie ze względu na niepewną przyszłość demokratów w LiD. – Przygotowania zaczęliśmy, bo dla nas te wybory będą bardzo ważne. Wprowadzaliśmy Polskę do UE i zależy nam na jak najlepszym wyniku – mówi tylko Grzegorz Napieralski, sekretarz generalny SLD. Również w partii Jarosława Kaczyńskiego coraz więcej osób rozważa start do PE. Tygodnik „Wprost” informuje, że myślą o tym m.in. były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i były szef MON Aleksander Szczygło. – Na konkretne deklaracje za wcześnie, ale w polityce nigdy nie mówi się „nigdy” – komentuje Szczygło, choć dodaje, że on raczej się nie zdecyduje. Ziobro pytany o start do PE takiej opcji nie wykluczył. Eurowybory mogą się okazać ostatnią deską ratunku dla tych, którzy wypadli za sejmową burtę. Przygotowuje się do nich były minister rolnictwa. – Andrzej Lepper wystartuje na pewno – mówi Mateusz Piskorski, rzecznik Samoobrony. Planów takich nie ukrywa też były marszałek Sejmu Marek Jurek, który odszedł z PiS i do tej pory bez większego powodzenia buduje Prawicę Rzeczpospolitej. – To ostatni dzwonek na rozpoczęcie przygotowań – przyznaje Eryk Mistewicz, konsultant polityczny. – Zarówno dla ugrupowań, jak i dla konkretnych kandydatów. Kilkanaście miesięcy to minimalny czas potrzebny na wykreowanie odpowiedniego wizerunku, który będzie niezbędny w przyszłorocznej kampanii – zaznacza. Również inni specjaliści od marketingu politycznego przyznają: rok to okres, w którym trzeba już mieć gotowe plany, by osiągnąć sukces. Zdobycie mandatu eurodeputowanego daje nie tylko prestiż i możliwość wejścia na europejskie salony. Dla polskich polityków to też awans finansowy. Zarobki polskich europosłów już teraz są kilkakrotnie wyższe niż uposażenia ich kolegów w kraju. Podstawowa pensja deputowanego do Parlamentu Europejskiego, którą wypłaca mu polski Sejm, wynosi tyle samo co uposażenie poselskie w kraju, czyli 9,8 tys. zł brutto. Na tym jednak nie koniec. Z PE europosłowie otrzymują jeszcze zwrot kosztów przelotu do Brukseli czy Strasburga. Europejski podatnik pokrywa koszt przelotu klasą biznesową. W praktyce nasi posłowie latają jednak ekonomiczną. W Brukseli nikt w to nie wnika, więc różnicę mogą zatrzymać. Europosłowie przyznają, że można na tym zyskać nawet 4 tys. euro, czyli ok. 14 tys. zł miesięcznie. Do tego dochodzą diety – 260 euro za każdy dzień spędzony w parlamencie. To ok. 3 – 4 tys. euro miesięcznie, czyli kolejne 10 – 14 tys. zł. Posłowie przyznają, że w sumie są w stanie oszczędzić kilka tysięcy euro miesięcznie. A od przyszłej kadencji zarobki eurodeputowanych mają wzrosnąć nawet do ok. 40 tys. zł miesięcznie. Parlament Europejski planuje bowiem ujednolicenie stawek dla europosłów z całej UE. mns masz pytanie, wyślij e-mail do autora k.manys@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA