fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Legia bliżej raju

Henrik Ojamaa (z prawej) z Legii i Olav Rindaroy z Molde FK
PAP/serwis codzienny, Bartłomiej Zborowski Bartłomiej Zborowski
Legia zremisowała z Molde 0:0 i awansowała do czwartej rundy kwalifikacyjnej. W piątek mistrzowie Polski poznają rywala, który będzie ostatnią przeszkodą przed fazą grupową
Dla Legii to miał być mecz sezonu. Trener Jan Urban powtarzał o tym od tygodnia. Denerwował się po pytaniach o pierwsze spotkanie w Norwegii. Prosił, by nie przypominać ciągle fatalnej pierwszej połowy, bo według niego Molde grało w niej tak dobrze tylko dlatego, że pozwoliła na to jego drużyna. W środę wieczorem w Warszawie miało być inaczej. – Nie możemy czekać na ruch rywali, nie możemy się bać grać po swojemu – zapowiadali piłkarze.
Urban nie ma wyjściowego składu. W żadnym z dotychczasowych spotkań nie zagrali ci sami piłkarze, co mecz wcześniej. Przeciwko Molde na środku obrony obok Dossy Juniora zagrał Jakub Rzeźniczak, a na lewą stronę wrócił Jakub Wawrzyniak, który przekonał do siebie trenera bardzo dobrym występem przeciwko Podbeskidziu.
Tomasz Jodłowiec wystąpił tym razem jako defensywny pomocnik i widać, że jest to pozycja dla tego zawodnika. Nie paraliżuje go presja, wie, że w razie czego może liczyć na asekurację i gra dużo lepiej niż jako stoper. Urban zdecydował też, że mecz na ławce rezerwowych zacznie Marek Saganowski, a jedynym napastnikiem będzie Władimir Dwaliszwili. Współpraca obu tych zawodników w ostatnich meczach wyglądała bardzo słabo.
Na szczęście okazało się, że może grać Duszan Kuciak, który miał problemy z nadgarstkiem po poniedziałkowym treningu. Na szczęście, bo w drugiej połowie uratował Legię przed stratą kilku goli. Strzelali Martin Linnes i Daniel Chukwu, bo gospodarze po godzinie stracili kontrolę nad grą. Wcześniej było tak, jak zapowiadali – biegali za dwóch, walczyli za trzech.
Mecz rozgrywany był w upale, Norwegowie pamiętając że w pierwszym meczu po przerwie opadli z sił, tym razem nie forsowali tempa. Tak jak w Molde Legia czekała na pierwszy strzał 30 minut, tak w Warszawie po raz pierwszy na bramkę przeciwników uderzył Jodłowiec już w 30 sekundzie. Piłkarze Urbana próbowali grać z pierwszej piłki, bardzo aktywni byli skrzydłowi, dlatego w drugiej połowie to właśnie ich Urban wymienił w pierwszej kolejności. Do gry weszli Jakub Kosecki i kolejny rekonwalescent – Michał Kucharczyk. Henrik Ojamaa i Michał Żyro schodzili z boiska resztkami sił.
To nie był zły mecz Legii, nie raziła niedokładnością, tak jak we wcześniejszych meczach w kwalifikacjach Ligi Mistrzów w tym sezonie. Brakowało jednak dobrych sytuacji strzeleckich, Dwaliszwili był mało widoczny, a Norwegowie w obronie bardzo skoncentrowani. Niby Ole Gunnar Solskjaer przed meczem przyznawał, że to Legia jest faworytem do awansu, ale widać było, że przygotował plan, by pokrzyżować gospodarzom szyki. Molde zaprezentowało się lepiej niż przed tygodniem. Dla tej drużyny to była ostatnia okazja, by uratować sezon. W lidze raczej oglądają się za siebie patrząc, jak daleko jest strefa spadkowa, niż marzą o europejskich pucharach.
Tak jak w Molde, tak w Warszawie, Legia kończyła mecz w przewadze jednego zawodnika. W 79 minucie czerwoną kartkę zobaczył Emmanuel Ekpo, a że wciąż było 0:0, gospodarze mogli liczyć na to, że końcówka będzie chociaż mniej nerwowa. Nie uspokoiło się jednak ani trochę. Upał dał się we znaki obu drużynom, równie często co Orjan Nyland musiał interweniować Kuciak. Jeden prosty błąd mógł dać Norwegom gola i zakończyć marzenia o Lidze Mistrzów.
Marzenia jednak trwają, Legia po bezbramkowym remisie w Warszawie awansowała dzięki bramce zdobytej w Molde. W piątek losowanie. Mistrzowie Polski mają już pewną grę w fazie grupowej Ligi Europejskiej, o Ligę Mistrzów zagrają z kimś z grupy: Basel, Celtic Glasgow, Viktoria Pilzno, Steaua Bukareszt lub Dinamo Zagrzeb. Żeby myśleć o sukcesie, potrzeba dać z siebie jeszcze więcej niż w środę.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA