fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zdrowie

W aptekach brakuje leków, resort zdrowia zbyt łagodny dla firm farmaceutycznych

Fotorzepa, Sławomir Mielnik
W aptekach brakuje najpopularniejszych leków. Eksperci mówią, że to przez Ministerstwo Zdrowia, które nie w pełni korzysta z narzędzi, jakie daje prawo.

– Pacjenci skarżą się głównie na brak euthyroksu, stosowanego w niedoczynności tarczycy, i przepisywanej na cukrzycę metforminy – mówi Jakub Kosikowski, lekarz rezydent pracujący w przychodniach podstawowej opieki zdrowotnej pod Lublinem.

– Najczęstsze powody wędrówek pacjentów i ich rodzin od apteki do apteki to metformina, walsartan na nadciśnienie i właśnie euthyrox – przyznaje dr Michał Sutkowski, rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

Te trzy substancje regularnie pojawiają się na listach leków zagrożonych brakiem dostępności. Od kilku miesięcy zgłoszeń przybywa jednak w szybkim tempie.

Czytaj też:

W poniedziałek w wielu aptekach euthyroksu nie było w ogóle, a inne miały pojedyncze opakowania, choć do każdej po lek przychodzi nawet kilku pacjentów dziennie. Karolina Wotlińska-Pełka, właścicielka apteki na Śląsku, po południu miała trzy opakowania, tyle samo co Mariusz Politowicz z Naczelnej Rady Aptekarskiej w aptece w wielkopolskim Pleszewie.

Choć jeszcze w piątek 5 lipca resort zdrowia zapewniał, że nie ma problemu z dostępnością euthyroksu, tego samego dnia wpisał go na listę leków zagrożonych wywozem.

Skąd ta wolta? Lista uzupełniana jest na podstawie raportów, jakie farmaceuci przesyłają przez Zintegrowany System Monitorowania Obrotu Produktami Leczniczymi (ZSMOPL). Kłopot w tym, że mimo coraz większej automatyzacji raportów aptecznych dane o braku leków nie zaciągają się automatycznie i trzeba wpisywać je ręcznie. Kierownicy aptek powinni to robić codziennie, ale w praktyce do raportów siadają raz na tydzień. Stąd możliwe rozbieżności między faktycznym zaopatrzeniem a danymi resortu.

Zdaniem ekspertów niskie ceny leków w Polsce sprawiają, że nie jest ona dla firm ulubionym rynkiem zbytu. Jeśli w fabryce leku jest za mało, producent chętniej dostarczy go tam, gdzie może więcej zarobić. Jak jednak zauważa wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Marek Tomków, prawo daje rządzącym narzędzia do wyegzekwowania umów wynikających z ustawy refundacyjnej.

– Artykuł 34 ustawy przewiduje kary pieniężne za niedotrzymanie zobowiązania ciągłości dostaw proporcjonalne do liczby niedostarczonych opakowań. A ponieważ mówimy o setkach tysięcy opakowań, kary te mogłyby być dotkliwe – tłumaczy Tomków.

Jego zdaniem użyteczne mogą być narzędzia elektroniczne, tj. ZSMOPL, który pozwoli zdefiniować konkretne braki i zapobiec im na wiele tygodni do przodu.

– Mamy do czynienia z największym od lat brakiem leków, i to takich, których nigdy dotąd nie brakowało. Przyczyną nie może być wywóz, bo miesiąc temu weszła ustawa, która przewiduje za to dziesięć lat więzienia. Tłumaczenie, że leków brakuje w całej Europie, nie przekona pacjentów, których interesuje przede wszystkim ich własne zdrowie i zdrowie ich bliskich – przekonuje Marek Tomków.

Marcin Czech, były wiceminister zdrowia odpowiedzialny za politykę lekową

Niewywiązanie się z wysokości dostaw zadeklarowanej przez producenta w momencie podpisywania decyzji refundacyjnej może być podstawą do wszczęcia postępowania administracyjnego. Kolejnym skutecznym narzędziem jest lista leków zagrożonych brakiem dostępności, tzw. lista antywywozowa. Obowiązujące od kilku miesięcy przepisy dają możliwość monitorowania transportu drogowego i kolejowego leków oraz kontroli i penalizacji łamania prawa w tym zakresie. Funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej mogą kontrolować dystrybutorów leków i przeciwdziałać ich wywozowi. Gdyby takie narzędzie okazało się nieskuteczne, jako wiceminister zdrowia proponowałem nową regulację, która przerzuciłaby na producenta odpowiedzialność za brak dostępu do leków. To dość restrykcyjne rozwiązanie stosowane jest na Słowacji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA