fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zamachy w Brukseli

Wojna potrwa całe pokolenie

Paryski ratusz został w środę ozdobiony kolorami Belgii
AFP
Zagrożenie atakiem terrorystycznym jest dziś nawet większe niż przed zamachami w Paryżu 13 listopada – ostrzega Manuel Valls.

Premier w środowym wywiadzie dla Radia Europe 1 postanowił odkryć karty i być ze swoimi rodakami szczery.

– Stajemy do walki z pseudopaństwem, wyjątkowo dobrze zorganizowanym, które może użyć zarówno pojedynczych terrorystów, jak i całe komanda. Ich liczba jest wielka, właśnie dlatego stanowią tak wyjątkowe zagrożenie. Musimy zmobilizować środki na miarę tego zagrożenia – tłumaczył Valls.

Zdaniem premiera we Francji rezyduje dziś przeszło 2 tys. dżihadystów, z czego kilkuset ma za sobą doświadczenia w wojnie w Syrii.

– Jeszcze w lipcu 2012 r. była ich garstka, skok jest więc niezwykły – uważa premier.

Żaden inny kraj Europy nie musi stawiać czoła tak wielkiej armii islamskich bojowników, choć w przeliczeniu na mieszkańca ich liczba jest wyższa w Belgii niż we Francji.

– Francja i Belgia to dziś dwa kraje najbardziej zagrożone terroryzmem – potwierdza w rozmowie z „Rzeczpospolitą" Eric Denécé, dyrektor Francuskiego Instytutu Badań nad Wywiadem CF2R.

Daesz ma inną taktykę niż Al-Kaida

Tak dużej liczby terrorystów pozostających na wolności po prostu kontrolować się nie da.

– To wymagałoby mobilizacji kilkudziesięciu tysięcy funkcjonariuszy służb całą dobę, rzecz nie do wykonania – tłumaczy „Rzeczpospolitej" źródło we francuskimi Ministerstwie Obrony. Na razie w ramach operacji „Sentinelle" ulice francuskich miast patroluje ok. 12 tys. żołnierzy.

Wyzwaniem jednak nie jest tylko liczba dżihadystów, ale także taktyka Państwa Islamskiego. Al-Kaida koncentrowała ataki na najbardziej spektakularnych, symbolicznych celach. Taką właśnie strategię przyjęła na początku zeszłego roku, decydując się na uderzenie w redakcję „Charlie Hebdo". Z konieczności liczba takich obiektów była jednak mniejsza, łatwiej było je zabezpieczyć.

Daesz (Państwa Islamskie) działa inaczej. Zadowala się zamachami wszędzie tam, gdzie jest wielu przypadkowych ludzi: centra handlowe, dworce, lotniska, budynki administracyjne. Chodzi o utrzymywanie stałego napięcia. Francuskie służby podejrzewają, że kolejnym celem mogą być szkoły, które z uwagi na samą ich liczbę są właściwie nie do obrony.

– Liczba potencjalnych celów i sprawców jest tak duża, że jesteśmy zawaleni informacjami, sytuacja nas przerasta – mówi „Le Figaro" oficer francuskiego wywiadu.

Zamachy są nieuniknione

W tej sytuacji Valls woli pozbawić Francuzów złudzeń, przyzwyczaić ich do myśli, że kolejne zamachy są w zasadzie nieuniknione.

– To będzie walka rozłożona na całe pokolenie – przekonuje premier. – Terroryści chcą zniszczyć naszą tożsamość, uniemożliwić nam korzystanie z samolotów, napicie się kawy na tarasie kafejki.

Pesymistyczne nastroje udzielają się ogółowi społeczeństwa. Sondaż France Inter pokazuje, że walka z dżihadem jest dla 75 proc. Francuzów czołowym tematem kampanii przed wyborami prezydenckimi 2017 r. To już prawie tyle samo, ile liczy tradycyjnie najważniejszy punkt dla wyborców, czyli przeciwdziałanie bezrobociu (77 proc.).

We wtorek, kilka godzin po zamachach w Brukseli, Senat zatwierdził wpisanie do francuskiej konstytucji stanu wyjątkowego, choć z założeniem, że musi być przedłużany co trzy miesiące (a nie cztery, jak proponował rząd) i z większą kontrolą parlamentu.

Jest niemal przesądzone, że po upływie najbliższego terminu 26 maja nadzwyczajne przepisy zostaną po raz kolejny przedłużone. Pozwalają one m.in. na przeprowadzenie rewizji i zatrzymanie podejrzanych o terroryzm bez nakazu sądowego. To także na ich podstawie przeprowadzone są drobiazgowe kontrole przy wejściu do budynków użyteczności publicznej, sklepów, dworców kolejowych. Ale aż 79 proc. Francuzów aprobuje takie uciążliwości.

Francuscy politycy nie są jednak do końca zgodni, jak daleko powinna sięgać walka z terroryzmem. Zapowiedziana zaraz po zamachach w Paryżu przez prezydenta Francois Hollande'a inicjatywa pozbawienia francuskiego obywatelstwa terrorystów została we wtorek rozmyta przez Senat. Przeciw pierwotnemu pomysłowi opowiedziało się 176 senatorów z partii lewicowych i ekologicznych (131 senatorów prawicy było za). Według nowego rozwiązania stracić obywatelstwo mają wyłącznie ci terroryści, którzy są równocześnie obywatelami innego kraju.

– Musimy walczyć bronią, jakie daje państwo prawa, kraj wolności. Właśnie dlatego będzie to długotrwała walka – tłumaczy Valls.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA