fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Zadania

Gminy będą zamykać małe szkoły na wsi

123RF
Samorządom trudno jest utrzymać wiejskie placówki. Myślą o ich likwidacji, ale może się na to nie zgodzić kurator.

Szkoły w niewielkich Bobach i Moniakach, Szczawach, Zawidzu, Zembrowie i Zdziechowie, ale także w Ustce – z końcem roku szkolnego zostaną najprawdopodobniej zamknięte. Samorządowcy podejmują już uchwały w tej sprawie, choć mają na to czas do końca lutego. Powód jest jeden – brak środków. Subwencja oświatowa jest naliczana na ucznia, a demografii nie da się oszukać. W gminach rodzi się za mało dzieci, żeby opłacało się utrzymywać dla nich placówki. Nie pomoże obiecane przez MEN zwiększenie subwencji oświatowej dla najmniejszych szkół.

Kropla w morzu potrzeb

– Dodatkowe pieniądze w sumie starczyłyby na połowę wynagrodzenia dla jednego nauczyciela dyplomowanego. To kropla w morzu potrzeb – tłumaczy Paweł Dąbrowski, burmistrz gminy Urzędów, która prowadzi m.in. szkołę w Bobach i Moniakach.

Jesienią Ministerstwo Edukacji zmieniło zasady podziału subwencji oświatowej, którą przekazuje samorządom. Znowelizowane rozporządzenie uwzględnia sytuację finansową samorządów w powiązaniu z liczebnością klas w szkołach podstawowych. Na nieco większe wsparcie mogą liczyć teraz te gminy, które prowadzą placówki, w których średnia uczniów w oddziale nie przekracza 18.

Podstawówki, które samorządy chcą zamknąć, to właśnie te najmniejsze. W szkole w Szczawach jest 54 dzieci, czyli 5–6 w klasie. Do podstawówki w Bobach chodzi 67 uczniów, w Zdziechowie sześciu (to szkoła filiarna), a w Zembrowie – 70.

Weto kuratora

Od 2016 r. szkołę jest trudniej zamknąć, bo może się na to nie zgodzić kurator oświaty. Wydaje on opinię w sprawie likwidacji placówki.

– W naszej gminie była już próba zlikwidowania szkoły przy okazji wdrażania reformy oświaty. Kuratorium wtedy od razy zastrzegło, że nie będzie zgody na zamknięcie szkoły. Takie mieli wytyczne – mówi Władysław Sadowski, wójt gminy Kamienica, która prowadzi m.in szkołę w Szczawach. I dodaje, że ma nadzieję, że tym razem się uda.

– Jeśli w kuratorium nie zezwolą na likwidację, niech przywiozą walizkę pieniędzy. Mamy ponad 12 mln zł długów. Nikt już nie chce udzielać nam kredytów. Płace nauczycieli nas utopią – mówi Paweł Dąbrowski.

Wójt Kamienicy przyznaje, że pensje nauczycieli rzeczywiście stanowią dla samorządów wyzwanie.

– Subwencja oświatowa wystarcza zaledwie na 85 proc. wynagrodzeń nauczycieli, a zgodnie z prawem powinna pokrywać je w całości – mówi Władysław Sadowski.

Część samorządowców decyduje się więc na formalną likwidację szkoły, by oddać ją w ręce stowarzyszenia. Koszty prowadzenia szkół są wtedy niższe. Mogą one zatrudniać nauczycieli na podstawie kodeksu pracy, a nie Karty nauczyciela. Nie muszą zatem wypłacać wynagrodzenia zasadniczego w wysokości określonej przez ministra edukacji, trzynastek, dodatków wiejskich czy nagród jubileuszowych. Taki jest pomysł na szkoły w Bobach i Moniakach.

Wydatki na oświatę to dla małych samorządów coraz większy problem. Zawidz, którego cały budżet wynosi około 32 mln zł, na edukację wydaje około 11 mln. Z tego 7,2 mln to pieniądze z budżetu państwa, czyli subwencja.

– Już w zeszłym roku były próby likwidacji szkół. Teraz sytuacja jest tak zła, że nie mamy na wynagrodzenia dla nauczycieli – mówi Leszek Brodowski, zastępca wójta gminy Zawidz.

Urzędów na oświatę wydaje ponad 12 mln zł rocznie. 10 mln jest przeznaczane na same płace nauczycieli. Ponad 5 mln zł to środki własne dokładane przez samorząd. Subwencja wynosi 7 mln zł. Funkcjonowanie placówki w Zembrowie ma pochłonąć z kolei 1,23 mln zł, a państwowa subwencja pokryje tylko 753 tys. zł z tej kwoty.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA