fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wynagrodzenia

Gonimy UE, ale powoli

Adobe Stock
W ciągu niespełna 20 lat Polska pod względem średnich płac nadrobiła jedną szóstą dystansu do Unii. Ile zajmie nam nadrobienie reszty zaległości?

W 2018 r. średnia płaca w Polsce wynosiła ok. 1,05 tys. euro miesięcznie brutto, czyli prawie trzy raz mniej niż średnia w UE, wynosząca 2,98 tys. euro. W całej Unii pod względem płac zajmowaliśmy szóste miejsce od końca.

Ale przez lata te różnice się zmniejszają. I tak, o ile jeszcze w 2020 r. polska średnia płaca wynosiła raptem 23,5 proc. średniej unijnej, o tyle obecnie to 35,5 proc. – W niespełna dwie dekady zmniejszyliśmy więc dystans o 1/6. Ile czasu zajmie nam jednak pokonanie pozostałych 5/6 dystansu? – pytał Tomasz Wróblewski, partner zarządzający Grant Thornton, podczas środowej prezentacji raportu „Salary Catch Up Index", który jest próbą odpowiedzi na powyższe pytanie.

Kto w naszym zasięgu

Eksperci Grant Thornton wyliczyli, jaka była średnia realna dynamika płac w poszczególnych krajach UE w latach 2016–2018 (w części krajów płace nawet realnie spadały). I przeanalizowali, co by się działo, gdyby takie tempo utrzymywało się przez kolejne dekady. W takim matematycznym ujęciu średni poziom płac w Polsce zrównałby się ze średnią unijną w 2069 r., a więc za 50 lat. Najszybciej, za osiem lat, dogonilibyśmy Portugalię (gdzie poziom płac jest stosunkowo niski i rośnie średnio tylko o 0,6 proc. rocznie) oraz Grecję (gdzie płace nawet się obniżają) – za dziesięć lat. Nieco paradoksalnie znacznie dłużej zajęłoby nam dogonienie tych krajów naszego regionu, które co prawda mają tylko trochę wyższe płace, ale rozwijają się tak samo szybko lub nawet szybciej niż my. I tak, poziom wynagrodzeń w Czechach możemy przegonić za 80 lat, w Estonii za ponad 370 lat, a Węgier nie dogonimy nigdy (bo tam i więcej płacą, i podwyżki są większe).

Tomasz Wróblewski podkreśla, że takie wyliczenia nie są prognozą, nie uwzględniają bowiem wielu zmian, jakie mogą zajść w gospodarce w nadchodzących latach. – Ale pokazują, że wciąż od krajów zachodnich dzieli nas prawdziwa przepaść – zaznacza.

Płace bardzo niskie

– Różnice w poziomie wynagrodzeń między zachodnią i wschodnią Europą są ogromne – przyznaje Maciej Bukowski, prezes think tanku WiseEuropa. – Zrównanie się tych poziomów pod względem wartości nominalnych może zająć nam 50–60 lat, choć nie bardzo przemawia do mnie model przedstawiony przez Grant Thornton – zastrzega. Zdaniem Bukowskiego ważne są porównania dotyczących siły nabywczej wynagrodzeń, po uwzględnieniu różnicy kursów walutowych i poziomu cen, a więc pokazujących różnice w poziomie życia. W takim ujęciu średnia płaca w Polsce to ok. 70 proc. unijnej średniej. – Zniwelowanie tego dystansu może potrwać krócej, 30–40 lat – szacuje Bukowski.

Ile faktycznie zajmie to czasu i czy w ogóle się kiedyś uda, zależy jednak głównie od tego, jak będzie się rozwijać nasz kraj. – Obecnie dynamika polskiej gospodarki jest zdecydowanie wyższa niż średnio w UE, ponieważ – nie ma co ukrywać – konkurujemy głównie kosztami pracy – analizuje ekonomista Jarosław Janecki ze Szkoły Głównej Handlowej. – I oczywiście trzeba walczyć o wyższe płace, ale trzeba pamiętać, że z ich wzrostem musi iść wzrost wydajności pracy. Bez tego utracimy naszą konkurencyjność wobec krajów UE – zaznacza.

Kluczem technologie

W tym kontekście ciekawym wątkiem jest zaproponowana przez rząd PiS szybka ścieżka wzrostu płacy minimalnej do 4 tys. zł w 2023 r. Czy to pomoże podnieść średni poziom płac i przyspieszy gonienie Unii? – Rząd używa argumentów, że wysoka płaca minimalna wyeliminuje z rynku firmy niewydajne, a na reszcie wymusi wzrost efektywności. Ale ja tego nie kupuję. Do wzrostu wydajności pracy potrzebne są nie administracyjne decyzje, ale zmiana struktury gospodarki w kierunku nowych technologii, wyższe umiejętności i kwalifikacje pracowników, więcej ludzi mieszkających w wielkich miastach, a nie na wsi, itp. – analizuje Bukowski.

Takie zmiany może wymusić rewolucja technologiczna. – Podstawowych elementem wzrostu wydajności pracy jest zastosowanie zaawansowanych procesów technologicznych w produkcji i usługach – zaznacza Janecki. – Ponieważ takie procesy wymagają wyższych kwalifikacji, polski pracownik będzie mógł więcej zarabiać. Innowacyjność jest tym kluczem, który może zapewnić wzrost wydajności i płac – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA