fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory prezydenckie 2020

Morawiecki mówi o przesunięciu wyborów, w Sejmie liczą szable

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Premier Mateusz Morawiecki nie wyklucza przesunięcia wyborów na 17 lub 23 maja. Przed przyszłotygodniowym głosowaniem wszyscy liczą szable.

Wtorkowa konferencja prasowa premiera Mateusza Morawieckiego dotyczyła kolejnych etapów odmrażania gospodarki, ale pojawiła się w jej trakcie także kwestia wyborów prezydenckich. – Zobowiązuje nas do przeprowadzenia wyborów konstytucja. To jeden z najważniejszych aktów demokratycznego państwa – powiedział szef rządu. Jak dodał, w grę wchodzi na powszechne głosowanie korespondencyjne termin 17 maja lub 23 maja.

Mechanizm tego przesunięcia terminu jest złożony. – Artykuł 20 ust. 2 ustawy z 6 kwietnia zawiera wprawdzie przepis, że marszałek Sejmu może zmienić termin głosowania z zachowaniem terminu konstytucyjnego, ale to przepis, który znajduje się w ustawie, nad którą teraz pracuje Senat. Do uchwały Senatu w jej przedmiocie będzie musiał jeszcze odnieść się Sejm – zwraca nam uwagę Maciej Pach z Katedry Prawa Ustrojowego Porównawczego UJ. Jak dodaje, jeśli ustawa upadnie w Sejmie, to w ogóle nie będzie możliwości, by zmienić termin.

Obecnie trwa próba sił przed przyszłotygodniowym głosowaniem. Z jednej strony nie zmienia się postawa grupy polityków Porozumienia, którzy razem z Jarosławem Gowinem deklarują, że nie poprą ustawy wprowadzającej powszechne głosowanie korespondencyjne.

Jarosław Gowin mówi jednoznacznie, że wybory 10 maja nie mogą się odbyć, a terminy 17 lub 23 maja są niekonstytucyjne. Tak mówił m.in. po ubiegłotygodniowym spotkaniu z liderami PSL-Koalicji Polskiej. Drugi przepis, który umożliwia przesunięcie wyborów – wyznaczenie dnia wolnego na inny dzień niż niedziela – jest zapisany w tzw. tarczy 2.0, która została podpisana przez prezydenta. Bo 23 maja to właśnie „dzień inny niż niedziela". A każdy dzień więcej, ponad 10 maja, daje Poczcie Polskiej więcej czasu na logistykę przedsięwzięcia, a są z nią oczywiste kłopoty. Bez przeforsowania ustawy w Sejmie dotyczącej zmian w kodeksie wyborczym i tak wszystkie te rozważania pozostają teoretyczne.

Dlatego Nowogrodzka liczy swoje siły i ma nadzieję, że uda się jednak przekonać posłów Jarosława Gowina lub opozycji. Do przekonywania polityków Porozumienia i przeciągnięcia ich na stronę PiS został wydelegowany – jak głoszą kuluarowe informacje – wiceminister Zbigniew Gryglas z Porozumienia (nie jest w tej kadencji posłem, w poprzedniej zaczynał poselską karierę jako polityk Nowoczesnej).

– Gryglas mógłby przeciągnąć co najwyżej dzieci z Bullerbyn albo Gumisie – mówi nam ironicznie jeden z polityków Porozumienia. Nasi rozmówcy nie spodziewają się, by Gryglas odniósł jakikolwiek sukces.

Cały czas toczy się też odmrożona kampania prezydencka. W środę sztab PiS uderzył w kandydata PSL-Koalicji Polskiej Władysława Kosiniaka-Kamysza, który zajmuje drugie miejsce w większości sondaży.

– Kiedy pan mówi prawdę? Czy wtedy, kiedy z Donaldem Tuskiem podnosi pan wiek emerytalny, czy dzisiaj, kiedy udaje pan, że to nigdy nie miało miejsca? To nieuczciwe wobec Polaków – powiedział w środę na specjalnej konferencji prasowej wicerzecznik PiS Radosław Fogiel. PSL ripostowało, że będzie rozliczać prezydenta Andrzeja Dudę z niespełnionych obietnic z 2015 roku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA