fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Festiwal w Wenecji

Nick Cave i jego cierpienie w filmowym dokumencie

Nie wiadomo, jakie będą losy filmu Nicka Cave'a. Czy skończy się na jednorazowej projekcji?
1
Dokument o artyście stał się wydarzeniem na Lido, dziś trafi na ekrany kin na świecie. Tylko na jeden dzień.

Ten film jest jak najbardziej intymna rozmowa. Może dlatego Nick Cave i reżyser Andrew Dominik postanowili, że „One More Time with Feeling” będzie pokazywany tylko w jeden wieczór 8 września, w przeddzień premiery nowej płyty Cave’a. Trafi do tysiąca kin całego świata. W Polsce do sieci Multikino. Potem zniknie z ekranów. Bo ile razy można pozwolić sobie na tak szczere wyznania?

W lipcu ubiegłego roku Cave stracił syna. 15-letni Arthur, będąc pod wpływem LSD, spadł z klifu w Brighton. Muzyk był wtedy w trakcie nagrywania „Skeleton Tree”. Po roku, gdy album ma się ukazać, Cave chce uniknąć promocji, wywiadów. To był podobno główny powód, dla którego zaproponował Andrew Dominikowi nakręcenie filmu. Sam go zresztą sfinansował. Ale może próbował też pokonać własną traumę, nazwać nienazwane dotąd uczucia, żal, ból?

– Nick miał do mnie zaufanie, bo dobrze się znaliśmy. Moja żona była kiedyś jego dziewczyną. Rozstali się w przyjaźni, on do niej często dzwonił, miło nam się zawsze gadało – mówi reżyser.

Z tych rozmów narodziła się przyjaźń. I współpraca, bo Nick Cave razem z jednym z członków zespołu Bad Seeds Warrenem Ellisem, napisał muzykę do słynnego antywesternu Dominika „Zabójstwo Jesse’ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda”.

Pół roku po śmierci Arthura Andrew Dominik przez dziesięć dni towarzyszył Cave’owi podczas nagrywania „Skeleton Tree”. Pokazał człowieka, który wciąż nie może dać sobie rady z tragedią. Muzyka, który zaczyna śpiewać i zamyka swoje cierpienie w piosence. Ale równie przejmujące jest to, co Cave Dominikowi mówi. Jego wyznania są szczere i bolesne, nigdy jednak nie przekraczają granic ekshibicjonizmu.

Dominik nie ukrywa, że rejestrowanie tego filmu nie było łatwe. Umówili się, że reżyser będzie zadawał pytania, Cave będzie odpowiadał, ale ostateczna decyzja, co wejdzie do filmu, będzie należała do muzyka.

Wiadomo, że sporo materiału nie ujrzało dziennego światła. To, co zostało, jest delikatne, ale bardzo przejmujące. Widz ma przed sobą człowieka, który wie, że nic już nie będzie takie jak dawniej, ale trzeba żyć. Tylko jak? Ból nie daje o sobie zapomnieć. Pojawia się w najbardziej prozaicznych sytuacjach. – Znajomy sklepikarz, u którego kupujesz papierosy, pyta, co słychać, a ty nie wiesz, co odpowiedzieć – mówi Cave. Czy to nie jest uczucie, które znamy wszyscy?

Z takich delikatnych znaków utkany jest „One More Time with Feeling”. W pewnym momencie na nagranie przychodzi brat bliźniak Arthura. Piękny, delikatny chłopiec. Widać wielką czułość, jaką otacza go ojciec. Przejmująca jest scena, w której żona muzyka, Susie, znajduje rysunek, który Arthur zrobił jako pięciolatek.

– Staraliśmy się opowiedzieć o życiu po wielkiej traumie, ale zrobiliśmy wszystko, żeby uniknąć psychicznej pornografii – mówi Andrew Dominik.

Film jest czarno-biały, nakręcony w 3D. Trójwymiar nadaje mu głębię, wrażenie wejścia w czyjś świat. Czerń i biel elegancję i pewien dystans. „One More Time with Feeling” powstało w studiu nagraniowym, w domu Cave’a w Londynie, są również zdjęcia z plaży w Brighton. Obok Cave’a, Susie i ich syna Earla ważną postacią jest Warren Ellis, od lat przyjaciel Cave’a. Uważny, czuwający nad wszystkim. Bliski.

Przede wszystkim jednak czuje się w tym dokumencie cierpienie. Ukryte w oczach, w załamującym się na chwilę głosie. Jest również sztuka. Bunt przeciwko tym, którzy uparcie twierdzą, że rodzi się ona z bólu. Cave mówi, że ból nie pomaga tworzyć. On obezwładnia. Trzeba dużo wysiłku, żeby go pokonać, wyjść z marazmu. I o tym również jest ten film. Powraca w nim pytanie: jak żyć po tragedii? Bo przecież świat się nie zatrzymuje.

Producenci nie ujawnili jeszcze, co Nick Cave z filmem zrobi. Może jego fragmenty będzie puszczał jako muzyczne klipy? Ale wiadomo, że nie zamierza na tym dokumencie zarabiać. Nie sprzedaje się własnego bólu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA