fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Świadkowie i biegli nie boją się kłamać przed sądem

Fotolia
Niska jakość opinii to często wynik niewiedzy i ignorancji biegłych.

W 2015 r. policja stwierdziła 2,3 tys. spraw o fałszywe zeznania. Rok później, w 2016, takich przestępstw było więcej. Stwierdzonych – 2,6 tys. Wygląda więc na to, że ci, którzy kłamią przed sądem, nie przestraszyli się surowych kar – nawet dziesięciu lat więzienia.

– To nie wynika z odwagi – uważają karniści. Jeśli chodzi o świadków, powodem mijania się z prawdą jest strach; w przypadku biegłych – niewiedza i mizerne przygotowanie – uważają.

Pseudoopinia od miernego biegłego

– Biegły kłamiący przed sądem czy świadek mijający się z prawdą to nierzadkie przypadki – potwierdza Paweł Rybicki, autor badań nad biegłymi i prezes fundacji Europejskie Centrum Inicjatyw w Naukach Sądowych. I ma odpowiedź, co jest powodem częstych kłamstw biegłych czy też ich nierzetelności.

– To nie chęć zysku za stosowną opinię, choć pewnie i takie się zdarzają. Najczęściej chodzi o banalne błędy, które biorą się z niewiedzy, ignorancji – uważa Rybicki. Jego zdaniem jednak najgorsze w tym wszystkim jest to, że z weryfikacją złych opinii często nie radzą sobie sądy.

– Wcale nierzadko nawet za najgorsze opinie wypłacają rachunki i bez komentarza powołują kolejnych biegłych w nadziei, że okażą się lepsi. I to są powody, dla których sądom trudno skorzystać z pomocy specjalistów.

To jedna strona medalu. Druga dotyczy zachowań biegłych, którzy celowo wprowadzają sądy i prokuratury w błąd.

Bezkarność na lewym L4

Najczęstszy taki przykład to ocena poczytalności czy możliwości udziału w postępowaniu sądowym. Może ona nawet zapewnić podsądnemu bezkarność. Takich spraw jest dziś w kraju kilka.

– Sam występowałem po stronie pokrzywdzonego w procesie, w którym oskarżony kombinował jak tylko potrafił. Kiedy nie udało się odwlec rozpoczęcia procesu, mężczyzna „podupadł" na zdrowiu na następnym terminie. Sprawa lekarza, który to poświadczył, jest już w prokuraturze – mówi Janusz Olszewski, adwokat.

Wątpliwości co do prawidłowości opinii nie uniknięto w tzw. głośnych sprawach. Przykład? Wiosną 2017 r. Prokuratura Krajowa zaskarżyła decyzję sądu, który zezwolił, aby Michał L., który ponad dwa lata temu wjechał na Monte Cassino w Sopocie w 23 osoby, był leczony na wolności. PK podważała opinię biegłych i jej ocenę przez sąd.

Do prokuratury trafiła też sprawa pięciu świadków, którzy mijali się z prawdą w procesie kardiochirurga dr. Mirosława G. Po wydaniu wyroku sędzia Igor Tuleja, prowadzący proces, wysłał do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu składania przez nich fałszywych zeznań.

Surowiej, ale nie mniej

Od kwietnia 2016 r. za składanie fałszywych zeznań, które mają służyć za dowód w postępowaniu sądowym, lub za zatajenie prawdy grozi od sześciu miesięcy do ośmiu lat więzienia (wcześniej – do trzech lat). Przez lata liczba wyroków skazujących wydanych przez sądy rejonowe za składanie fałszywych zeznań utrzymywała się na podobnym poziomie. W 2015 r. było ich 1,6 tys. Najwięcej orzeczono kar więzienia w zawieszeniu (ponad tysiąc), o połowę mniej było grzywien.

10 lat więzienia grozi od kwietnia 2016 r. biegłemu lub tłumaczowi za nierzetelną opinię

2,6 tys. przestępstw przeciwko wymiarowi sprawiedliwości stwierdziła policja w 2016 r.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA