fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Iga Świątek: Pożarów w głowie coraz mniej

Iga Świątek – od poniedziałku 88. tenisistka światowego rankingu
PAP/EPA
Iga Świątek przegrała z Poloną Hercog finał w Lugano, lecz została polską rakietą nr 1. Hubert Hurkacz też długo walczył, zanim odpadł w Monte Carlo.

Mecze niedużego turnieju w Lugano nieczęsto tworzyły historię tenisa, ale edycja 2019, przynajmniej dla Igi Świątek, miała spore znaczenie. W szwajcarskim mieście nastolatka z Warszawy zaliczyła kolejno pierwszy ćwierćfinał, półfinał i finał turnieju WTA, wskoczyła do pierwszej setki rankingu (awansowała ze 115. na 88. miejsce), wygłosiła także debiutancką przemowę podczas uroczystości wręczania nagród i to w obecności ważnego gościa honorowego, samej Martiny Hingis.

Polka nie wywalczyła głównego pucharu, starsza o ponad 10 lat Polona Hercog w chłodzie i wietrze kapryśnej szwajcarskiej wiosny wygrała przerywany przez deszcz finał 6:3, 3:6, 6:3, pokazując, że spokój i sportowa dojrzałość wciąż ma znaczenie. Był to szósty finał Słowenki, trzeci zwycięski.

Mecze Igi Świątek w Lugano potwierdziły jednak, że widać postęp, że choć trener Piotr Sierzputowski jeszcze musi niekiedy gasić pożary w głowie młodej tenisistki (w finale robił to dopuszczane przez regulamin trzy razy), to i tak zamiana bardzo zdolnej juniorki, niespełna 18-letniej dziewczyny (urodziny 31 maja), wielkoszlemowej mistrzyni Wimbledonu 2018 w dorosłą mistrzynię rakiety przebiega w dobrym tempie.

Pierwsza przemowa

Już po kilku miesiącach kariery zawodowej nastolatka z Warszawy zagrała w pierwszym finale turnieju WTA Tour (nawet Agnieszka Radwańska była nieco starsza, gdy grała w pierwszym finale w Sztokholmie w 2007 roku), w poniedziałek zmieni Magdę Linette na pozycji polskiej rakiety nr 1 – przewaga wynosi tylko 3 punkty, tyle co nic.

Z Lugano Iga Świątek wyjedzie również z czekiem na 21 400 dolarów (mistrzyni Polona Hercog odebrała 43 tysiące i awansowała z 89. na 63. pozycję rankingu WTA). Polka ma też za sobą trud pierwszej przemowy po finale.

– Nie wiem od czego zacząć, nie mam doświadczenia, podziękowania należą się wszystkim, także Polonie za ten top spin, z którym tak trudno było dać sobie radę – mówiła jednak niemal bez zacięć, z wdziękiem odbierając małą srebrzystą tacę.

Być może najważniejszym zyskiem z dobrej gry w Szwajcarii jest pewność występu Igi Świątek w paryskim Wielkim Szlemie bez eliminacji. To oznacza kolejną dużą szansę awansu, nie wspominając o gwarantowanej premii za udział w pierwszej rundzie turnieju Roland Garros – w tym roku to 50 tys. euro – takie kwoty w tej fazie kariery mają znaczenie.

Na razie przed Igą Świątek dwa tygodnie przerwy w startach. Od 29 kwietnia w programie WTA są turnieje w Pradze i Rabacie – to tzw. poziom International (z pulą nagród 250 tys. dol.), taki sam jak w  Lugano – być może zobaczymy Polkę w jednym z tych miast.

Trochę żal

W niedzielę grał również Hubert Hurkacz, był w ósemce tenisistów z głównej drabinki, których organizatorzy turnieju z cyklu ATP Masters 1000 w Monte Carlo wystawili najwcześniej do gry, obok finalistów kwalifikacji.

Polak trafił pechowo na rozstawionego z nr. 9 Bornę Ćoricia, przegrał na korcie centralnym im. Rainiera III po długiej, przerwanej przez deszcz walce 4:6, 7:5, 5:7. Trochę szkoda, bo rywalem zwycięzcy będzie Hiszpan Jaume Munar (60. ATP) lub Lucas Catarina z Monako (556. ATP).

Chorwat jest tylko trzy miesiące starszy od Polaka, już puka do pierwszej dziesiątki świata, w tym roku grał w czwartej rundzie Australian Open, w półfinale w Dubaju i w ćwierćfinale w Miami.

Mecz w Monte Carlo potwierdził, że Hurkacz jest blisko tak mocnych jak Ćorić. Ale porażka to porażka, osłodzona prawie 19 tys. euro premii, oznaczała tylko jeden punkcik więcej do rankingu ATP i, być może, jednak awans na 51. miejsce na świecie. Kolejnym sportowym przystankiem Huberta Hurkacza ma być Budapeszt, za tydzień zaczyna się tam turniej z serii ATP 250 z pulą nagród ponad pół miliona euro.

Jedenaście zwycięstw Nadala

Główne emocje meczów w Monte Carlo jeszcze przed nami – to już 113. edycja pierwszego z trzech turniejów z cyklu ATP Masters 1000 rozgrywanych od lat na kortach ziemnych. Największą atrakcją wydarzeń na pięknie położonych kortach Monte-Carlo Country Club jest powrót do akcji Rafaela Nadala.

Hiszpan wygrał tu 11 razy (w latach 2005–2012 osiem razy z rzędu, bilans spotkań: 68 zwycięstw i 4 porażki). Ostatni mecz tego sezonu zagrał 16 marca w Indian Wells, ale kontuzjowane w USA kolano ponoć już mu nie dolega.

Nadal będzie gonił rekordowe, 12. zwycięstwo, ale najwyżej rozstawionym jest Serb Novak Djoković, który wygrał niemal u siebie (jest rezydentem w księstwie) dwa razy.

Inni, którzy też przyciągają uwagę kibiców tenisa, to głównie młodzi: ubiegłoroczny półfinalista Niemiec Alexander Zverev, podtrzymujący tradycję świetnej austriackiej gry na kortach ziemnych, zwycięzca z Indian Wells, ubiegłoroczny finalista Roland Garros Dominic Thiem, także gwiazdy ATP NextGen: Grek Stefanos Tsitsipas, Kanadyjczycy Denis Shapovalov i Felix Auger-Aliassime. Niektórzy wierzą w przebudzenie Japończyka Kei Nishikoriego albo nowy błysk Karena Chaczanowa z Rosji. Miłośnicy talentu Rogera Federera muszą jeszcze poczekać, Szwajcar zagra na kortach ziemnych dopiero od 5 maja w Caja Magica w Madrycie.

Grają Kubot i Melo

W Monte Carlo polskie sprawy nie skończyły się z porażką Hurkacza. W turnieju deblowym grają Łukasz Kubot i Marcelo Melo. Polsko-brazylijska para zagra pierwszy mecz ze znanym deblem hiszpańskim Marcel Granollers i Marc Lopez.

Turniej deblowy, jak niemal co roku, będzie interesujący także dlatego, że sporo świetnych singlistów zagra również w parach. Novak Djoković zgłosił się do turnieju z bratem Marko, mocni powinni być Grigor Dimitrow ze Stanem Wawrinką, Auger-Aliassime z Shapovalovem, również Juergen Melzer z Dominikiem Thiemem. Najwyżej rozstawieni są jednak francuscy specjaliści Pierre-Hugues Herbert i Nicolas Mahut, mistrzowie Australian Open 2019.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA