fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Alexander Zverev - Europejczyk następnej generacji

AFP
Wśród 20 najlepszych tenisistów świata pojawił się Alexander Zverev. Do kwietnia jeszcze nastolatek. Tak młodego tak wysoko nie było od czasów Novaka Djokovicia, czyli dekadę temu

W niedzielę wygrał drugi w karierze turniej ATP. W finale w Montpellier pokonał Richarda Gasqueta, wcześniej Jo-Wilfrieda Tsongę, Jeremy'ego Chardy i Aljaza Bedene. Dołożył ze starszym bratem Mischą pierwszy sukces deblowy. Jest już 18. w rankingu ATP i słychać zewsząd, że tego młodzieńca wkrótce nikt nie zatrzyma.

Mógłby nazywać się Aleksandr Aleksandrowicz Zwieriew, albo Sasza junior, gdyby rodzice nie wyjechali w 1991 roku do Niemiec. Pochodzili z Soczi. Ojciec, Aleksandr Michajłowicz Zwieriew, to w tenisie lat 80. postać dobrze znana. Zasłużony Mistrz Sportu ZSRR, członek drużyny narodowej w Pucharze Davisa – grał 36 meczów, wygrał połowę. Zwyciężył także w turnieju „Przyjaźń-84", trzy razy zostawał mistrzem ZSRR w singlu, cztery razy w deblu, dwa razy wygrywał ranking krajowy, był też mistrzem Europy w singlu (1982) i deblu (1983) – rozgrywkach, które miały dać tenisistom z krajów bloku wschodniego poczucie, że w tenisie coś znaczą.

Mama Irina Władimirowna, z domu Fatiejewa też była niezłą tenisistką, mistrzynią Europy 14-latek. Wyjazd rodziny z urodzonym w Moskwie synkiem Michaiłem (wówczas czteroletnim) za chlebem do Niemiec nie był sprawą łatwą, ale znajomość z Szamilem Tarpiszczewem, osobistym trenerem Borysa Jelcyna, pomagała nie na takie sprawy.

Zwieriewowie zaczęli pracę w Hamburgu, w klubie Uhlenhorster HC, tam rozwijał skrzydła Michaił, dziś Mischa. Nie został wybitnym tenisistą, grał w jednym finale singla, wygrał trzy turnieje deblowe ATP Tour, trochę chorował, swoje 3 mln dolarów premii jednak zarobił i jeszcze zarabia. W 1997 roku na świat przyszedł w Niemczech Sasza, a raczej Sascha i okazało się, że los dał więcej talentu młodszemu dziecku.

Aleksandra juniora szkolił (i szkoli do dziś) Aleksander senior i z tej pracy wzięły się wczesne sukcesy. Sascha wygrywał sporo z rówieśnikami w Europie, także za oceanem. Gdy miał 15 lat i był na Florydzie, spróbował gry w turnieju z cyklu Futures i też poszło mu dobrze. W 2013 roku był już nr 1 wśród juniorów, wygrał Australian Open, był w finale Roland Garros, w półfinale US Open. Ciągnęło go wcześnie do gry zawodowej. Z młodzieńczą brawurą zgłaszał się do eliminacji, brał chętnie dzikie karty, z początku przegrywał, ale w już połowie 2014 roku wygrał pierwszy challenger ATP w Brunszwiku.

Zaraz potem dotarł do półfinału wielkiego turnieju w Hamburgu (wyeliminował go dopiero David Ferrer) i zaczęto zwracać uwagę na wysokiego nastolatka, który bez strachu zaczął atakować wielkie korty i znanych rywali.

W 2016 roku wyrwał się na stałe ze świata challengerów, zaczął kolekcjonować zwycięstwa nad coraz lepszymi tenisistami: Grigorem Dimitrowem, Gillesem Simonem, Davidem Goffinem, Marinem Ciliciem. W czerwcu w Halle pokonał samego Rogera Federera, we wrześniu w St. Petersburgu Tomasa Berdycha i Stana Wawrinkę – wtedy wygrał pierwszy turniej ATP. Michael Stich, sława tenisa niemieckiego głośno powtarzał w mediach: – Gra jak ja w najlepszych latach.

Kilkanaście dni temu w Australian Open walczył pięć setów z Rafaelem Nadalem i był to jeden z lepszych meczów turnieju, co wzbudziło kolejne zachwyty nad możliwościami chłopaka, który ma 198 cm wzrostu, potężnie uderza z każdej strony kortu, umie grać za końcową linią, ale też biegać do siatki. Do tego lubi wielkie korty, nie peszy go głośna widownia, umie i chce robić z meczu show.

Ojciec twierdzi, że do niczego go nie zmuszał. – Obaj synowie chcieli grać w tenisa, obaj od małego traktowali to zajęcie bardzo poważnie. Ten układ u nas działa, ale uniwersalnej recepty nie ma. Ja też nie odpowiadam za wszystko. Sasza jest jeszcze młody, może nie wytrzymać całego sezonu na wysokim poziomie, ale po odpowiednim przygotowaniu będzie wytrzymywał. Dlatego zatrudnił Jeza Greena, świetnego fachowca, trenera przygotowania fizycznego Andy'ego Murraya – mówi senior.

– Junior jest tak samo zmotywowany jak Andy, ma też podobną osobowość i czasem nieco kanciasty charakter. Ale tak trzeba, to oznaka głodu sukcesów i determinacji. Trenerzy chcą to widzieć u swoich zawodników – potwierdza Jez Green.

Warto zatem patrzeć uważnie, także dlatego, że jest w grupie młodych tenisistów, którym ATP Tour poświęca od roku szczególną uwagę, zaliczając do tzw. „Next Generation", czyli tych, którzy nie skończyli 21 lat i są wśród 200 najlepszych w rankingu światowym. Specjalnie dla nich stworzono ranking Emirates ATP Race To Milan i turniej Next Gen ATP Finals, od 7 do 11 listopada właśnie w Mediolanie. Numer 1 to Alexander Zverev, Niemiec w pierwszym pokoleniu, który w niemieckich mediach mówi, że z Rosją niewiele go łączy.

Tata wyjaśnia: – My z żoną możemy być traktowani jako Rosjanie mieszkający za granicą, nasze dzieci to po prostu Europejczycy. Sasza urodził się w Niemczech, mieszka w Monte Carlo, Hamburgu i czasem w USA, jednak wciąż kocha rosyjską kuchnię. No i w domu mówimy tylko po rosyjsku.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA