Sztuka

Prof. Marian Wolski: „Dama z gronostajem” była chroniona przez prawo

PAP/ Jacek Bednarczyk
Pieniądze ze sprzedaży bezcennej kolekcji powinny wrócić do Polski – mówi były prezes Fundacji Czartoryskich.

Rzeczpospolita: Dlaczego odszedł pan z Fundacji Czartoryskich?

Prof. Marian Wolski, były prezes zarządu Fundacji Czartoryskich: 23 grudnia 2016 roku wraz z wiceprezesem Rafałem Slaskim złożyliśmy dymisję, z powodu utraty zaufania do fundatora i części członków rady Fundacji Czartoryskich.

To był jedyny powód?

Tak.

Minister Piotr Gliński mówił, że „poprzedni zarząd okazał się mało sprawny i fundator postanowił go zmienić".

Zarząd nie został zmieniony, tylko sam ustąpił, motywując to utratą zaufania do fundatora. 19 grudnia 2016 roku minister Gliński skierował do nas list, w którym proponował zarządowi dalszą współpracę i opiekę nad zbiorami Czartoryskich. Minister w tym liście podziękował mi i wiceprezesowi Slaskiemu za konsekwentną dbałość o dobra kultury, licząc na udaną współpracę. Czy tak minister Gliński zwracałby się do nieudolnego zarządu? Nigdy nie formułowano zastrzeżeń do naszej pracy i nic mi nie wiadomo, aby chciano nas usunąć, choć – patrząc na całą sprawę ex post – wyobrażam sobie, że w kwestii sprzedaży kolekcji mogliśmy być postrzegani jako osoby nieprzydatne, gdyż nie chcieliśmy uczestniczyć w tej transakcji, która stała się przedmiotem sporów.

Nie było tak, że Zarząd żądał pieniędzy od Skarbu Państwa?

Wiceminister kultury Jarosław Sellin w wywiadzie transmitowanym 29 grudnia 2016 roku w TVN24 wskazał, że Zarząd ustąpił, gdyż miał zażądać 2 mld zł dla Fundacji za kolekcję, a na to nie było stać Skarbu Państwa i dlatego ustąpiliśmy. Nigdy nie uczestniczyliśmy w żadnych rozmowach w minerstwie nt. sprzedaży. Jako zarząd, a także osobiście, nie składaliśmy takich propozycji. Wiem, że wiele osób odebrało wypowiedź ministra Sellina jako sugestię, że to zarząd Fundacji pod moim kierownictwem chciał sprzedać zbiory i uzyskać z tego korzyść, ale podkreślam ponownie, że okoliczności takie nie miały miejsca.

Dlaczego stracił pan zaufanie do księcia Czartoryskiego?

W październiku 2016 roku przygotowaliśmy obchody 25-lecia Fundacji i 140-lecia otwarcia Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie po przywiezieniu zbiorów z Paryża. To był koniec naszej trzyletniej kadencji, jako zarządu i tego dnia zostaliśmy na zebraniu rady wybrani ponownie, z najlepszymi ocenami i podziękowaniem za dotychczasową działalność na kolejną trzyletnią kadencję. Na przełomie listopada i grudnia dowiedzieliśmy się nieoficjalnie o rozmowach prowadzonych przez ministra prof. Piotra Glińskiego z Czartoryskim.

Ale może od początku.

W lutym 2016 roku Czartoryski poprosił zarząd, żebyśmy mu zorganizowali spotkanie z ministrem Glińskim. Nowy minister nie znał Czartoryskiego, który był wcześniej u wszystkich ministrów, począwszy od Rostworowskiego w 1991 roku, kiedy zakładał fundację.

Czego miało dotyczyć?

Przyszłości muzeum, którą konstruowaliśmy wspólnie z radą, dążąc do stworzenia niezależnego prywatnego Muzeum Książąt Czartoryskich, na wzór przedwojennego. Czartoryski, jako osoba starsza, prosił o spotkanie około południa, żeby mógł dojechać i wrócić, bez nocowania w Warszawie. Prosił też, żebym ja był przy spotkaniu lub inny przedstawiciel zarządu, mówiąc, że obdarza nas pełnym zaufaniem. Nie chciał sam jechać, chciał mieć też swoją stałą tłumaczkę, która od początku wolnej Polski tłumaczyła podczas spotkania, pisma, posiedzenia rady oraz prawnika. Ministerstwo zgodziło się na spotkanie, ale wieczorem o 19 w restauracji na Saskiej Kępie. Czartoryski pamiętający sprawę „Sowy i przyjaciół” nie zgodził się na taką formułę spotkania. Powiedział, że stać go na obiad, nie chce być zapraszany i zależy mu na zwyczajnym spotkaniu roboczym w ministerstwie w godzinach jego urzędowania, w gabinecie ministra.

Czartoryski pamiętający sprawę „Sowy i przyjaciół” nie zgodził się na taką formułę spotkania. Powiedział, że stać go na obiad, nie chce być zapraszany i zależy mu na zwyczajnym spotkaniu roboczym w ministerstwie w godzinach jego urzędowania, w gabinecie ministra.

Do spotkania nie doszło?

Nie. Czartoryski poprosił nas, żebyśmy odmówili spotkania i poprosili o kolejne, stosownie do kalendarza ministra w dzień w ministerstwie. Niestety, sytuacja się powtórzyła. Minister Gliński chciał się spotkać z Czartoryskim wieczorem w restauracji, a nie u siebie w ministerstwie w ciągu dnia. Chciał, żeby spotkanie odbyło się bez przedstawicieli fundacji, tłumacza, prawnika. Oferował swojego tłumacza i prawnika. Czartoryski odmówił.

Co działo się później?

Sprawa toczyła się dziwnie. 11 maja 2016 roku minister z mównicy sejmowej, przedstawiając audyt rządów PO–PSL, powiedział, że jednym z zaniedbań poprzedników jest nierozwiązanie sprawy Muzeum Książąt Czartoryskich i stwierdził, że sprawa jest pilna, gdyż „Dama z gronostajem" jest zagrożona, jeśli chodzi o stan posiadania. 30 czerwca wystosował bezpośrednio do Czartoryskiego list, w którym zaproponował zakup zbiorów, prosząc o pomijanie w dalszych kontaktach zarządu fundacji.

Dlaczego?

To minister powinien odpowiedzieć na to pytanie. Zarząd statutowo był jedynym ciałem upoważnionym do reprezentowania fundacji na zewnątrz. Pewne kompetencje przysługiwały Czartoryskiemu jako przewodniczącemu rady fundacji, ale to zarząd był upoważniony do składania oświadczeń woli. Premier Gliński zaproponował kupno dzieł z kolekcji Czartoryskich niewłaściwej osobie, bo właścicielem była instytucja, a nie osoba fizyczna.

Jakie są tego konsekwencje?

Czartoryski na list nie odpowiadał. Wiem, że minister Gliński zwracał się do osób bliskich Czartoryskiemu z prośbą o odpowiedź na list, upatrując w zarządzie osoby blokującej dostęp do Czartoryskiego. Kiedy zaprosiliśmy ministra Glińskiego na jubileuszową sesję do Krakowa, nie przyjechał. Czartoryscy wyjechali do Madrytu. Po kilku dniach dowiedziałem się, że byli w Warszawie na spotkaniu z ministrem. Utraciliśmy zaufanie do fundatora przez zakulisowe rozmowy, które stawiały zarząd w sytuacji bardzo dwuznacznej.

Minister Gliński tłumaczył, że kupując kolekcję, rząd PiS zabezpieczył interes Polski. Mówił też, że poprzednicy próbowali kupić kolekcję.

W dokumentach fundacji nie było informacji, żeby wcześniej były toczone rozmowy, o których mówi minister Gliński. Ja spotkałem się z ministrem Zdrojewskim raz i wielokrotnie z minister Omilanowską. Zapytałem minister, czy rozpatrywana jest opcja kupna przez państwa zbiorów. Odpowiedziała, że jej rząd nie kupi kolekcji Fundacji Czartoryskich, bo nie będzie angażował olbrzymich środków, gdy nie jest to konieczne.

Minister Gliński powiedział, że poprzednicy z PO również toczyli rozmowy ws. kupna muzealiów. Minister Bogdan Zdrojewski prowadził rozmowy z Czartoryskim...

Nic mi o tym nie wiadomo. My prowadziliśmy rozmowy dotyczące powołania do życia niezależnego muzeum w formule partnerstwa publiczno-prywatnego.

Minister mówi o zakupie kolekcji, za czasów rządów PO, za 300 mln zł.

Nie było takich rozmów od czasu kiedy ja byłem prezesem zarządu Fundacji, czyli od października 2013 roku, chyba że były prowadzone za plecami zarządu.

Minister mówi, że dzieła mogły opuszczać Polskę, mogły nie być wystawiane i rząd je uratował.

Prawo chroniło kolekcję Czartoryskich, nie pozwalając na wywiezienie jej, ani jej elementów, bez zgodny ministra. Czartoryski nie miał prawa sprzedać kolekcji, bo nie był jej właścicielem. W 1991 roku, zakładając Fundację wieczyście zrzekł się swoich praw na powołaną fundację. Dzieła były własnością polskiej osoby prawnej, realizującej wyłącznie cele społecznie użyteczne, o czym stanowi polskie prawo. Nie mogły być wywiezione lub trwale niedostępne dla publiczności, gdyż byłoby to sprzeczne z prawem i statutem fundacji. Za moich czasów fundacja nigdy nie blokowała ekspozycji muzealiów.

Państwo zrobiło dobry interes, kupując dzieła za 420 mln zł?

Twierdzenie, że państwo będzie najlepszym właścicielem zbiorów, jest myśleniem socjalistycznym. Pozostaje pytanie, jak państwo będzie zajmować się tymi zbiorami za kilkanaście lat? Czy tak samo jak dworami i pałacami, do których zrujnowania dopuściło? Suma jaką zapłacono za kolekcję nie była ekwiwalentna. Sprzedaż muzealiów za 5 proc. ich wartości była działaniem na szkodę fundacji.

Minister Gliński mówi, że został nakłoniony przez muzealników do zakupu.

W grudniu 2015 roku został skierowany do prezydenta Dudy apel ludzi kultury i nauki Krakowa o pomoc w utworzeniu niezależnego prywatnego Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie. Pod apelem podpisało się ponad czterdzieści osób, w tym najwybitniejsi rektorzy szkół wyższych Krakowa, dyrektorzy muzeów krakowskich, włącznie z dyrektorem nominatem Muzeum Narodowego w Krakowie dr hab. Andrzejem Betlejem, naukowcy, badacze i ludzie kultury. Czy ci sami ludzie mieli nakłaniać ministra Glińskiego do zakupu kolekcji?

Ile warta była kolekcja?

Nie została wyceniona przed sprzedażą. Nie uaktualniono spisów inwentarzowych. Opieramy się na szacunkowych wartościach, które mogą oscylować wokół 10 mld zł. A prawda jest taka, że te dzieła, głównie „Dama", były bezcenne.

Pieniądze ze sprzedaży miały wspierać polską kulturę, a zasiliły inne fundacje.

Ponieważ dopuszczaliśmy taki rozwój sytuacji, złożyliśmy dymisję 23 grudnia 2016 roku. W oświadczeniu z tego dnia ostrzegaliśmy o tego typu możliwości.

Minister Gliński, komentując transfer pieniędzy do Liechtensteinu, mówi, że nie może ingerować w to, co dzieje się z prywatnymi środkami po transakcji.

MKiDN jest organem nadzoru nad fundacją z uwagi na jej kulturalny charakter. Zgodnie z art. 13 ustawy o fundacjach minister może wystąpić do sądu o uchylenie uchwały zarządu fundacji, pozostającej w rażącej sprzeczności z jej celem albo z postanowieniami statutu fundacji lub przepisami prawa. Właściwe działania powinna poprzedzać odpowiednia kontrola.

Prokuratury?

Wyobrażam sobie, że rząd we własnym interesie zadba o wyjaśnienie tej sprawy.

Czy kupno przez państwo dzieł z Fundacji Czartoryskich zasługuje na miano afery?

Prokuratura i sąd powinny odpowiedzieć na to pytanie.

Jak powinna skończyć się sprawa?

Pieniądze powinny wrócić z Liechtensteinu do Polski i służyć polskiej kulturze i polskiej racji stanu. Ufam, że wymiar sprawiedliwości państwa polskiego do tego doprowadzi.

rozmawiał Jacek Nizinkiewicz

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL