fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Nie ma gdzie chować zmarłych w Hongkongu

123RF
Kraje rozwinięte przechodzą duże problemy demograficzne. Ich konsekwencje są czasami trudne do przewidzenia.

Kraje, które jeszcze niedawno uchodzili za wzory gospodarczego postępu, dziś same walczą z problemami wewnętrznymi. Japonia siwieje, Chiny prawdopodobnie nie ożywią przyrostu naturalnego na odpowiednim poziomie po latach polityki jednego dziecka, a w Hongkongu kończy się miejsce na cmentarzach.

Problem jest poważny. Zmarli zaczynają stanowić obciążenie dla żyjących, ponieważ nie za bardzo jest co z nimi po śmierci zrobić. Miesiącami czeka się na skrawek miejsca na urnę z prochami (kremację wybiera przeważająca większość, 90 proc.), rodziny liczą się czasami z transportowaniem zmarłych do kontynentalnych Chin, by przyspieszyć procedury. Niektórzy z desperacji biorą pod uwagę rozsypanie prochów w publicznych parkach. To ostateczność, która przywołuje jednak do porządku. Według tradycji zmarli muszą bowiem mieć kontakt z ziemią, by móc w spokoju spędzać czas po śmierci.

Niestety statystyki wskazują, że sytuacja będzie się pogarszać. Najbliższe 10 lat przyniesie wzrost populacji seniorów o 10 proc. Jeszcze w 2014 roku stanowili 15 proc. ludności Hongkongu, w 2024 co czwarty mieszkaniec będzie należał do tej grupy. Liczba zgonów także rośnie - wg oficjalnych danych od 42,7 tys. w 2010 do 50,3 tys. do 2020.

Cmentarze, na które w gęsto zaludnionym, ponad 7-mln mieście nie ma już miejsca, zastępowane są przez tzw. kolumbaria, miejsca spoczynku dla urn z prochami. Jednak większość osiedli jest przeciwnych, by budowano je w bezpośrednim sąsiedztwie. O przodków należy dbać, oferować im rytualne podarunki, ale bliskość miejsca z tysiącami dusz zmarłych jest zbyt trudna do zaakceptowania dla mieszkańców Hongkongu. Koło takich miejsc tworzą się także korki, powietrze wypełnia dym z przedmiotów wotywnych ofiarowywanych podczas wizyt na grobach. Problem z miejscami w kolumbariach stwarza okazję dla prywatnych firm, które oferują kameralne nisze na urny. Ceny takich usług są jednak coraz bardziej wygórowane, mogą sięgać nawet ponad 100 tys. dolarów.

Od 2007 roku promuje się także pogrzeby ekologiczne. Prochy można rozrzucić na morzu podczas specjalnej pogrzebowej uroczystości na promie. Na prochy przeznacza się także tzw. ogrody pamięci. Jednak nie wszystkich przekonuje wspólne miejsce dla wielu osób, które może nie być do końca zgodne z zasadami feng shui. Z pomocą przychodzi nowoczesna technologia, wspominane korki i dym podczas większych świat religijnych można rozładować poprzez możliwość przesyłania zmarłym wirtualnych podarunków za pośrednictwem odpowiednich serwisów internetowych. Zainteresowanie tymi usługami wciąż jest niewielkie, jednak dzięki systematycznym wysiłkom rządu i kampaniom informacyjnym rośnie z kilkunastu w 2005 do ponad 3,5 tys. w ubiegłym roku.

Cmentarny problem stwarza także okazję do jeszcze większej kreatywności. Ostatnio zwiększa się liczba chętnych na kremowanie zmarłych przy wykorzystaniu bardzo wysokiej temperatury i wypalanie z prochów kamieni, które następnie można umieścić w biżuterii wedle własnego uznania. Kolumbaria mają także zostać unowocześnione. Klimatyzacja i filtry powietrza zadbają o komfort odwiedzających jak i mieszkańców okolicy, a cyfrowe wyposażenie pozwoli na dostęp do odpowiednich nisz z prochami za pośrednictwem kart wyposażonych w czujniki.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA