fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sprawa Olewnika

Sprawa zabójstwa Olewnika: Prawda musi wyjść na jaw

Ojciec i siostra zamordowanego Krzysztofa Olewnika
Fotorzepa, Robert Gardziński
Mija 17 lat, od porwania Krzysztofa Olewnika, syna biznesmena z branży mięsnej, który później został bestialsko zamordowany. Sprawą zajmowało się kilka ekip śledczych, ale dotąd nie udało im się w pełni wyjaśnić tej okrutnej zbrodni. Ale jest nadzieja: nowych tropów szukają teraz specjaliści od najtrudniejszych kryminalnych zagadek.

Obszerne tomy akt sprawy analizuje - w poszukiwaniu nowych tropów - prokurator z Małopolskiego Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie, wspomagany przez krakowskie Archiwum X. Rodzina zamordowanego Krzysztofa nie traci nadziei, że pozna pełną prawdę o brutalnym zabójstwie.

- Głęboko wierzymy w to, że kiedyś ta sprawa będzie w końcu wyjaśniona. I że że wszyscy zamieszani w zabójstwo mojego syna zostaną wykryci i ukarani - mówi "Rzeczpospolitej" Włodzimierz Olejnik, biznesmen, ojciec zamordowanego Krzysztofa. I podkreśla: - Wiążemy wielkie nadzieje z tym, że śledztwo przejęli nowi prokuratorzy i policjanci, którzy mają doświadczenie w badaniu spraw z tak długą historią - zaznacza.  

Śledztwo zostało przeniesione do Krakowa (z gdańskiej prokuratury ) w maju tego roku właśnie na prośbę rodziny Olewników, która zwróciła się do Prokuratury Krajowej o ponowną analizę materiału dowodowego zebranego w liczących wiele tomów aktach. Przewożono je do krajowa ciężarówkami.

- Sprawę przydzielono bardzo doświadczonemu prokuratorowi, wciąż zapoznaje się on z aktami i je analizuje. To opasłe tomy, nie wiadomo ile czasu mu to zajmie - dowiadujemy się w Prokuraturze Krajowej.

Rodzina Olewników liczy na to, że nowe, świeże spojrzenie na sprawę da efekty, a śledczy znajdą wątki i dowody, które być może umknęły poprzednim prowadzącym, i staną się punktem zaczepienia do rozwikłania tej dramatycznej historii.

Okup: 300 tys. euro

Porwanie i zabójstwo Krzysztofa Olewnika to jedna z najbardziej dramatycznych i tajemniczych spraw ostatnich lat. Syn biznesmena branży mięsnej spod Płocka został uprowadzony w nocy z 26 na 27 października 2001 roku ze swojego domu koło Drobina.

Według znanej dotychczas, oficjalnej wersji wydarzeń potwierdzonej przez sąd, stało się to po przyjęciu, które urządził dla miejscowych policjantów. Po jego zakończeniu Krzysztof rozwiózł gości, i wrócił do siebie - porywacze dostali się do domu przez niedomknięte drzwi tarasowe.

Wkrótce zaczęli dzwonić do rodziny z żądaniem okupu, chcąc za uwolnienie Olewnika 300 tys. euro. Sprawcy, najwyraźniej obawiając się zdemaskowania, kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną i wskazywali coraz to nowe miejsca złożenia pieniędzy. Ostatecznie w 2003 r. odebrali okup - rodzina Krzysztofa, kierowana wskazówkami porywaczy przekazywanymi przez telefon - torbę z pieniędzmi zrzuciła z Trasy AK w Warszawie. Chociaż przekazanie okupu "nadzorowali" policjanci, to nie udało im się zatrzymać sprawców - jak to było możliwe, to jedna z wielu zagadek w tej sprawie.

Porywacze więzili Krzysztofa w piwnicy domu w Kałuszynie należącego do Wojciecha Franiewskiego - który miał zaplanować i zorganizować uprowadzenie i zabójstwo. Przetrzymywali go przykutego łańcuchem do ściany, zabili ok. miesiąc po odebraniu okupu, a ciało zakopali w lesie na Mazowszu (odnaleziono je w 2006 r) - wynika z ustaleń olsztyńskiej prokuratury okręgowej, która jako jedna z pierwszych prowadziła śledztwo (na pierwszym etapie zajmowała się nim rejonówka z Sierpca).

O udział w uprowadzeniu i zabójstwie ta olsztyńscy śledczy oskarżyli w sumie 13 osób. W tym organizatora - Wojciecha Franiewskiego i jego pomocników - Sławomira Kościuka i Roberta Pazika.
W 2008 r. sprawcy zostali prawomocnie osądzeni - wyroki wydał Sąd Okręgowy w Płocku - orzekł dwa dożywocia: dla Kościuka i Pazika. Dla pozostałych porywaczy kary od roku do 15 lat więzienia. Franiewski nie zasiadł na ławie oskarżonych, bo jeszcze zanim zaczął się proces popełnił samobójstwo w areszcie (później jego śladem poszli inni porywacze).

Miał być przełom

Jednak mimo skazania, olsztyńscy śledczy sądząc, że lista zamieszanych w porwanie i zabójstwo jest dłuższa, nadal prowadzili śledztwo i badali w nim kolejne wątki - szukając m.in. zleceniodawców porwania. Dreptali w miejscu.

Wiosną 2008 r. śledztwo przeniesiono więc do gdańskiej prokuratury, która prowadziła je przez niemal dekadę (aż do maja tego roku, gdy sprawę przeniesiono do Krakowa).

Gdańscy prokuratorzy powtórzyli niektóre ekspertyzy, zlecili kolejne i przeprowadzili  eksperymenty śledcze.

Wydawało się, że w sprawie może nastąpić przełom, bowiem w grudniu 2009 r. prokuratorzy odkryli - jak się wydawało - sensacyjne dowody. Były to ślady krwi zabezpieczone w domu Krzysztofa Olewnika, należące do nieznanej osoby, spoza grona skazanych za porwanie i zabójstwo. Pojawiły się wówczas spekulacje, że w domu mógł zostać postrzelony jeden z porywaczy.

Wyglądało na to, że śledztwo nabierze nowego tempa.

Prokuratorzy twierdzili, że zgromadzili poszlaki, które stawiają pod znakiem zapytania dotychczas znaną i ustaloną wersję przebiegu wydarzeń - zarówno jeśli chodzi zaginięcie Krzysztofa Olewnika, jak i to, co nastąpiło po tym fakcie. Miały pojawić się dowody wskazujące na to, że porwanie mogło zostać sfingowane - taka sugestia oburzyła rodzinę Olewników, która uznała ją za absurdalną.

Jednak śledczy nie doprowadzili do zmiany wersji porwania znanej z wyroku sądu w Płocku.
Prowadzone w Gdańsku śledztwo - choć wiązano z nim nadzieje - ostatecznie, według nieoficjalnych informacji - zmierzało do umorzenia. Zanim do tego doszło, na prośbę rodziny Olewników, Prokuratura Krajowa przekazała je do Krakowa.

Zagadkowe zgony porywaczy

Wyjaśnienie zagadki porwania i zabójstwa jest tym trudniejsze, że kluczowe osoby mające wiedzę o sprawie, tajemnicę zabrali do grobu. Nie żyją od kilku lat. Najpierw Franiewski popełnił samobójstwo w celi, a później w jego ślady poszli Robert Pazik i Sławomir Kościuk. Wszyscy powiesili się w więziennych celach, a prokuratura ich zgony uznała za samobójstwa.

"To nie przypadek. Ktoś im pomógł zejść z tego świata, by nie wskazali mocodawców porwania" - mówił nam w 2009 r. Włodzimierz Olewnik, ojciec zamordowanego Krzysztofa, powątpiewając w to, że porywacze sami się zabili.

Najpierw, w czerwcu 2007 r., jeszcze przed procesem porywaczy, w celi olsztyńskiego aresztu znaleziono martwego Wojciecha Franiewskiego - szefa gangu, który, jak twierdziła prokuratura - zaplanował porwanie i zabójstwo Olewnika. Jak póżniej się okazało, w chwili śmierci był pod wpływem alkoholu, a we krwi miał amfetaminę. Bał się o życie. „Okaże się, że zatrułem się kiełbasą albo przedawkowałem narkotyki” – pisał w liście do sądu na kilkanaście dni przed swym zgonem.

Niecały rok później na prześcieradle w kąciku sanitarnym celi płockiego aresztu powiesił się Sławomir Kościuk - było to kilka dni po tym, gdy sąd w Płocku skazał go na dożywocie. Sekcja zwłok wykazała, że miał połamane żebra, a pod kolanami i na rękach sińce. „Rzeczpospolita” wówczas ustaliła, że w czasie kiedy Kościuk zginął, w celi obok siedział groźny gangster związany z grupą dokonującą na Mazowszu porwań dla okupu.

Tajemnic związanych z zabójstwem Olewnika jest więcej - kiedy badaniem sprawy na początkowym etapie zajmowali się miejscowi policjanci, wyciekały zeznania świadków. Później podczas transportu innym policjantom skradziono akta śledztwa i tylko dzięki dociekliwości jednego z prokuratorów udało się je odtworzyć. Kolejni funkcjonariusze zlekceważyli anonim, który mógł naprowadzić na trop porywaczy. Było tez tak, że śledztwo sprowadzono na ślepe tory - np. jedna z policyjnych notatek wskazywała, że Olewnika po porwaniu widziano rzekomo w Niemczech. To zaledwie niektóre z zaniedbań i zagadek.
Przed małopolskim prokuratorem i policjantami z Archiwum X ambitne zadanie, tym trudniejsze, że sprawa ma kilkunastoletnia historię, a akta obrosły w rzetelne dowody i zeznania, ale i i w "fałszywki" zaciemniające obraz.  

- Kryminalistyczna maksyma mówi, że zabójca kryje się w pierwszym tomie akt. Jak w tym przypadku się sprawdzi - miejmy nadzieję, że przyszłość pokaże - komentuje jeden z doświadczonych śledczych.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA